drukuj

BiedaDeptak

BiedaDeptak.org(anizacyjna klapa)

Koszaliński BiedaDeptak jest rezultatem połączenia młodzieńczej lekkomyślności i werwy grupy młodych ludzi z wyrachowaniem urzędników. Jest kalekim, niedonoszonym płodem, będącym efektem zbliżenia pomiędzy tryskającym pomysłami i energią Warsztatem Koszalin, a nieruchawą Władz(i)ą Koszalińską.

Jego poczęciu towarzyszyły wielkie oczekiwania, a narodziny hucznie świętowano. Maleńki Biedadeptaczek narodził się wątły i aby mógł żyć dalej, zorganizowana grupa wolontariuszy z zaangażowaniem poświęcała mu swój czas, pompując w niego energię. Niczym w inkubatorze, przez dziewięć Dni Koszalina, otoczony troskliwą opieką Biedadeptaczek dawał oznaki życia, które zresztą były typowe dla noworodków: okoliczni mieszkańcy słyszeli nocne wrzaski oraz wąchali specyficzne pieluchowe zapachy.

Jednak Jego rodzice byli szczęśliwi – bo przecież każdy rodzic kocha swoje dziecko, nawet to upośledzone czy kalekie. Szczęśliwy młody tato Warsztat K. rozsyłał informacje o narodzinach maleństwa do przyjaciół w innych miastach i otrzymywał gratulacje. Oboje rodzice wierzyli, że jeśli Biedadeptaczek przeżyje, z czasem nabierze sił, zmężnieje, urośnie, i kiedyś stanie się pięknym wielkim Deptakiem, ciągnącym się od Góry Chełmskiej, wzdłuż ulicy Piłsudskiego i Zwycięstwa, aż do dworca PKS, budząc podziw w całym kraju.

Dlatego też dumna z małego Biedadeptaczka Władz(i)a K. zdecydowała, by pochwalić się nim już w ciągu dwóch letnich miesięcy przed przybywającymi nad morze turystami z Polski i zagranicy. Zmobilizowano najświatlejsze umysły miasta i przeorganizowano program letnich imprez miejskich tak, by wszystko to, co najlepsze ofiarować Jemu: koszalińskiemu Deptakowi. Jedna ze sztandarowych atrakcji (Święto Wody) organizowana kolejny raz na zaniedbanym Rynku Staromiejskim, tym razem odbywała się w tym samym miejscu, ale z podkreśleniem, że jest to OBOK Deptaka. Niekochanej już Ulicy Kaszubskiej został odebrany Koszaliński Festiwal Kulinarny zwany Ulicą Smaków i również ulokowany „obok Deptaka" (na rynku).

Na co dzień jednak Biedadeptaczek odłączony do respiratora zorganizowanego cyklu imprez i pozbawiony zastrzyków finansowego wsparcia, pogrążony był w letargu, ograniczając swoje istnienie do picia i jedzenia wśród samochodowych spalin. Okrzyknięty w czerwcu jako sukces, szybko przestał budzić zainteresowanie, a nawet pojawiały się coraz liczniejsze głosy, że miał być ładniejszy, za bardzo się rozpycha w mieście i w ogóle jest kłopotliwy. W ramach projektu TAK na Deptak próbowano zorganizować kilka biedaimprez: wielkie szydłowanie czy bazarek rękodzieła, które okazały się jedynie wielkimi kompromitacjami i nie zainteresowały nikogo. Rozpaczliwy głos ojca pomysłu TAK na Deptak w obronie maleństwa, że kiedyś dorośnie i wypięknieje, oraz że nawet w tej formie budzi zazdrość Poznania i Gdańska, został wyśmiany lub zignorowany.

Po miesiącu udawania, że owoc związku Warsztatu K. i Władzi K. ma się dobrze, czas chyba ogłosić mieszkańcom gorzką prawdę: Biedadeptaczek nie żyje. Od początku zainfekowany wirusem naiwności, dyletanctwa i pychy, był skazany w zarodku na krótkie życie bez perspektyw. Jego istnienie, zrazu budzące sensację i wielkie nadzieje, ostatecznie stało się wielkim rozczarowaniem. Zszedł z tego świata po cichu i niezauważenie, ale jego bezwładne cielsko ogrodzone barierkami przez kolejne dni wciąż blokuje centrum Koszalina. Współczując jego rodzicom apelujemy jednak, by nie czekając do końca lata jak najszybciej pochowali go gdzieś głęboko wraz z kolejnymi projektami TAK na Deptak. Zaś Władz(i)ę K. prosimy, by dla dobra swojego i mieszkańców Koszalina rozstała się z niedojrzałym Warsztatem K., który ją uwiódł oraz namówił do spłodzenia biednego deptakowego pokurcza i zajęła się zapomnianym i zapuszczonym Rynkiem Staromiejskim.

Zdjęcia

  • BiedaDeptak.org(anizacyjna klapa)
  • Wyraźnie oznakowany - teraz wiecie, gdzie jesteście.
  • BiedaDeptak - przestrzeń (podobno) odzyskana dla pieszych.
  • NIech spoczywa w pokoju
Elektrolat
Autor:Elektrolat

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
rrekin
rrekin śr., 2011-07-20 16:42

Genialne!!!:)

Jakikolwiek komentarz jest zbędny, ale trudno się powstrzymać. Dodałbym więc może jeszcze od siebie, że Biedadeptaczek był wcześniakiem zrodzonym z niezapłodnionego jaja, więc szanse na przeżycie i rozwój miał bliskie zeru! Aha, i jeszcze może to, że pogrzeb powinien być cichy i skromny, a najlepiej, żeby to była kremacja zakończona rozsypaniem prochów na wietrze - by żaden ślad ni miejsce na ziemi nie przypominało o tym niewydarzonym i pokalanym brakiem wizji poczęciu.

I już nic wiecej nie napiszę, bo szkoda byłoby psuć efekt!
:))

Timon
Timon śr., 2011-07-20 20:49

Niestety !!!

@rrekin:

Myślę, że chodź Deptak ewidentnie okazał się niewypałem to nie powinno się tak od razu przekreślić Warsztatu, bo w końcu są tam chociaż ludzie, którzy chcą coś działać. Ale apel myślę słuszny- z likwidujcie deptak. Warto jednak dalej coś działać i myśleć jak "upiększyć" i ożywić nasze centrum.

oak.leaf
oak.leaf śr., 2011-07-20 20:51

DEPTAK

Dziadowska
Ekstrawagancja
Panów
Teraz
Administrujących
Koszalinem

Emek
Emek śr., 2011-07-20 21:50

a gdzie ostrzeżenie o konieczności wzięcia Torecanu?

Torecan jest lekiem przeciwwymiotnym i przed tego typu artykułami powinna się znajdować informacja o tym, aby przed przeczytaniem lek ten zażyć.

Powyższy artykuł jest - mimo że w części zasadny merytorycznie - żenujący i niesprawiedliwy.

1) Koszalin a) jest miastem poszkodowanym przez arcyreformę z 1998 roku; b) nie ma publicznej uczelni humanistycznej; c) ma wielki, niewykorzystany lub kiepsko wykorzystywany potencjał.
Takie miasto można skazać na powolne stawanie się Saharą kultury, można też podejmować działania przeciwdziałające takim, smutnym dość, procesom. Warsztat Koszalin podejmuje takie działania i już za to należy się ludziom w to zaangażowanym wielki plus. Krytyka, chamska i bardzo niska, zawarta w tym artykule - jest niesprawiedliwym wylaniem dziecka z kąpielą, proszącym się o komentarz z sugestią psychoanalityczną, że autor artykułu doświadcza przykrych emocji związanych z kimś z WK, a może w kimś z tej organizacji się nieszczęśliwie podkochuje.

2) Sama idea deptaka jest bezapelacyjnie czymś cennym dla Koszalina, gdyż deptak jest czymś wyjątkowym w sensie kulturotwórczym (vide Wawa, Kraków, Gdańsk, Sopot, Zakopane, Łódź, Lublin, itd.) . Realizacja "próbnego deptaka" od początku budziła moje niezrozumienie, równie dobrze można by postawić wannę z wodą przy ścieżce na Górę Chełmską i sugerować, że to próbny Aquapark. To nie mogło się sprawdzić, bo było "prowizorką" - z drugiej strony, czy w takich realiach mentalnych, w jakich funkcjonuje Koszalin, byłoby możliwe stworzenie porządnego deptaka, i wykonanie go od A do Z? I błagam, niech nikt nie mówi, że nawet gdyby zrobiono porządny deptak, to i tak byłby niewypałem - tak to już z kulturą, że tego typu miejsca, leżące w centrach miast, stają się prędzej czy później użytkowane przez mieszkańców, zwłaszcza gdy władze/ organizacja kulturalne/ gminy wyznaniowe/ UFO odpowiednio o nie dbają.

3) Podsumowując, o ile można się zgodzić z tym, że warto było przemyśleć uruchomienie deptaka na próbę i odłożyć to np. o rok - żeby się porządnie przygotować - to wylewanie takiej żółci na pomysłodawców i tak totalne krytykowanie sprawdzonego w wielu miastach (zwłaszcza na Zachodzie) pomysłu jest dla mnie po prostu słabe.

Przemek Staroń, kulturoznawca, wykładowca SWPS i nauczyciel wiedzy o kulturze

Elektrolat
Elektrolat śr., 2011-07-20 23:39

Panu Kulturoznawcy do sztambucha:

@Emek:

Co do pkt 1 - zgoda w podpunktach b i c, ale co ma do rzeczy utrata statusu miasta wojewódzkiego? Czy Kołobrzeg albo Sopot z powodu braku własnego województwa ma takie problemy, jakie ma Koszalin? Nie sądzę.

Młodzi i niedoświadczeni ludzie z WK nie mają ŻADNEGO doświadczenia w działaniach, jakich się podjęli. Zorganizowanie cyklu niszowych imprez Pecha Kucha to za mało. Dlatego wszyscy mamy prawo oceniać ich nie za chęci, tylko za dokonania, a te są jedną wielką kompromitacją, poczynając od wiary w zaangażowanie banków (pomysł Bank Cafe) po wiarę w to, że na imprezę dla seniorów (Megaszydełkowanie) przyjdą ludzie (oprócz organizatorów zjawiło się jedynie kilka osób). MEGA!!
Dlatego mamy prawo kpić, żartować i wyszydzać to co widzimy na co dzień, zwłaszcza, że oboje rodzice Biedadeptaczka jeszcze parę dni temu twardo obstawali przy tym, że malec jest piękny i tak atrakcyjny ze swoją dmuchaną zjeżdżalnią, że ludzie przychodzą tam w ilościach większych, niż wtedy, gdy tych niebywałych atrakcji, jakich na deptakach Krakowa, Lublinie itd. nie uwidzisz, nie było.

Nawiązywanie do deptaków w Warszawie, Zakopanem Sopocie itd. jest nieporozumieniem, i pan jako kulturoznawca oraz - o zgrozo - wykładowca tego przedmiotu - powinien o tym wiedzieć. Przede wszystkim na tamtych deptakach są TURYŚCI. I to jest zwykle tak, że najpierw pojawiają się turyści, a potem dla nich zamyka się ulice i tworzy deptaki.
W Koszalinie turystów nie ma i nie będzie, bo Megaszydełkowanie, a nawet Ulica Smaków czy Święto Wody ich nie ściągnie. I lepiej żeby pan z tą tezą nie dyskutował, bo nie ma pan na ten temat pojęcia.
To samo tyczy się pańskiej wiedzy psychoanalityka i uwagi na temat autora artykułu, która tak jak zdanko o środku przeciwwymiotnym miały być chyba zabawne, ale okazały się jedynie demonstracją kabotyństwa. Musi pan jeszcze poćwiczyć ze studentami.

Podsumowując: władze uroczyście zapowiedziały, że do 10 czerwca podejmą decyzję w sprawie letniego deptaka, a nikt z Warsztatu Koszalin nawet się nie zająknął, że to zły pomysł. Wszyscy byli w euforii po debacie podsumowującej czerwcowy eksperyment, z której wyszli w poczuciu tryumfu i odniesionego sukcesu. Nie rozumieli - i pan też najwidoczniej nie rozumie - że bez zrewitalizowanego rynku, bez ogromnych pieniędzy na porządne imprezy (typu koncert Perfectu albo Dżemu) kilka ogródków piwnych w siermiężnych warunkach oraz naiwne pomysły w rodzaju szydełkowania nie ściągnie ludzi. Że majowy eksperyment łączył w sobie sensację szeroko rozreklamowanej nowości z syklem imprez i tylko temu zawdzięczał jako taką frekwencję. Trzy tygodnie lipca pokazują, jak wygląda dzień powszedni - a co byłoby od jesieni do wiosny? Ogrzewane ogródki, jak bajdurzył p. Jylling?

Mogę również pana, jak i rodziców Biedadeptaczka zapewnić, że za rok nic się nie zmieni: pieniędzy kasie miasta będzie nadal mało, pomysłowość ludzi, którzy zorganizowali Megaszydełkowanie i Bazarek Rękodzieła nie zwiększy się, banków nie ubędzie, a knajpek ani sklepów mogących być konkurencją dla Forum Koszalin nie przybędzie. Więc co ma się zmienić? Mają pojawić się jeszcze estetyczniejsze wygrodzenia?

Emek
Emek czw., 2011-07-21 01:26

Pan Kulturoznawca odpowiada

@Elektrolat:

1. Utrata statusu województwa po 48 latach (najdłuższy staż spośród wszystkich 33 miast, które utraciły ten status w 1998) a brak własnego województwa to zasadnicza różnica, więc porównanie do Kołobrzegu i Sopotu jest dla mnie mało logiczne.

2. Tworzę różnego rodzaju działania animacyjne/kulturotwórcze i uczestniczę w takowych, i nie ukrywam, że razi mnie brak Pana wiedzy na ten temat, który zręcznie maskuje Pan podważaniem mojej wiedzy (jeśli Panu to sprawia przyjemność, proszę się nie ograniczać).

Po pierwsze, zdanie "Nawiązywanie do deptaków w Warszawie, Zakopanem Sopocie itd. jest nieporozumieniem, i pan jako kulturoznawca oraz - o zgrozo - wykładowca tego przedmiotu - powinien o tym wiedzieć" suponuje, że jako kulturoznawca powinienem wiedzieć, że nawiązywanie do deptaków w Waw, Zakopanem, Sopocie jest nieporozumieniem. Brzmi to wprost arcylogicznie.

W mojej wypowiedzi zawarłem tezę brzmiącą: "deptak jest czymś wyjątkowym w sensie kulturotwórczym (vide Wawa, Kraków, Gdańsk, Sopot, Zakopane, Łódź, Lublin, itd.)", i nie bardzo rozumiem, co Pana w tym zdaniu razi. Nie dokonałem analizy uwarunkowań dotyczących tych miast i Koszalina, to nie było moim celem - oczywiste jest, że w Wawie, Sopocie, Zakopanem... utworzenie deptaku jest motywowane zupełnie innymi względami (MIĘDZY INNYMI - żeby stworzyć miejsce dla turystów, którzy realnie już tam są). Ale deptaki tworzy się nie tylko w tętniących życiem miastach, które pełne są turystów. Tworzy się także tam, gdzie próbuje się ożywić kulturalnie daną społeczność, oczywiście musi być to połączone z podejmowaniem szeregu inicjatyw kulturalnych. I takie właśnie inicjatywy - chociażby szydełkowanie, wspaniała akcja, wykpiwane przez Pana na każdym kroku - są przyczynkiem do pobudzenia kulturalnego mieszkańców. W każdym większym mieście podejmuje się wiele różnych działań - teatralnych, instalacyjnych, filmowych - które mają pobudzić mieszkańców, i dla działaczy z ośrodków w Lublinie, Bytomiu czy Bydgoszczy jest jasne, że dane działanie trafi do określonej tylko grupy, a nie do wszystkich - ale jeśli będzie ich dużo, każdy znajdzie coś dla siebie. I paradoksalnie nie chodzi o to, żeby to się większości podobało - sztuka ma nie tylko wzbudzać zachwyt estetyczny, ale także uwrażliwiać, wstrząsać, itd. (polecam definicję Tatarkiewicza).

2.5 Pisze Pan o ogromnych pieniądzach, których Koszalin nie ma; rozumiem więc, że najlepiej porzucić wszelkie pomysły, pecha kuchę, szydełkowanie, święto wody, ulicę smaków, noc muzeów, festiwal organowy, młodych i film, bo przecież to ZA MAŁO. Kultura tworzy się jak kula śniegowa, im więcej, tym lepiej - im więcej małych, drobnych działań, tym bardziej się kulturę w danej społeczności "czuje". Gdyby taką filozofię prezentowali działacze miast, które niezwykle się ostatnich latach rozwinęły na polu kultury (Łódź, miasta Śląska, Lublin), wciąż działoby się tam niewiele.

3. Moja ironia jest reakcją na żenujący formalnie, chamski i niesprawiedliwy, sposób oceny działań związanych z animowaniem kultury w Koszalinie dotyczący deptaka i przedstawiony w powyższym artykule.

Pozdrawiam wszystkich kpiących sobie z wiedzy i zapału,
PS

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 09:42

Wspaniałe inicjatywy

@Emek:

1. Temat utraty statusu miasta wojewódzkiego jest osobnym tematem być może ciekawej dyskusji, którego nie chciałbym tu rozwijać. Napiszę tylko, że Sopot i Kołobrzeg radzą sobie, a Koszalin odcięty od pieniędzy z centralnego budżetu wciąż nie potrafi znaleźć dla siebie formuły opartej na możliwościach lokalnych.

2. Nazwisko pana Staronia jako twórcy działań "kulturotwórczych" jest mi kompletnie nieznane. Jaką ma wiedzę na temat przedmiotu, który prowadzi - nie wiem i o tym nie pisałem.

3.Napisał pan zdanie, które nie jest do końca prawdziwe (a więc jest częściowo kłamstwem):
"deptak jest czymś wyjątkowym w sensie kulturotwórczym".
Aby to zdanie było prawdziwe, powinno ono brzmieć: "deptak MOŻE BYĆ czymś wyjątkowym w sensie kulturotwórczym". Że mimo poniesionych nakładów i prowadzonych działań tak się stać nie musi, pokazuje np. ten artykuł:
http://www.strefabiznesu.gazetalubuska.pl/artykul/kupcy-uciekaja-z-zielo...

3. Nazwane przez pana "wspaniałą akcją" Megaszydełkowanie daje pojęcie o pańskim oderwaniu od rzeczywistości: była to kompletna klapa, wyrazisty symbol klapy całego pomysłu Warsztatu Koszalin na ożywienie centrum. Pomysłu, który - przypomnę - zakładał, że wystarczy gazonami zastawić samochodom część jezdni i jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej centrum ożyje.
A Megaszydłowanie było takim samym niewypałem jak wcześniejszy SLAM poetycki i podpieranie się sloganami o tym, że takie niewypały mogą być "przyczynkiem do pobudzenia kulturalnego mieszkańców" sprawiają jedynie, że faktycznie zaczynam wątpić w pańskie kompetencje kulturoznawcy. Było to niestety taką samą pozbawioną znaczenia i sensu biedaimprezą jak owe cztery postawione na rynku samochody nazwane Auto Salonem. Nawet w Wąchocku by tego nie wymyślili.

5. Nie piszę o porzuceniu "wszelkich działań" - prezentuje pan typowe stanowisko Warsztatu Koszalin: "Jak nie my, to nikt" aka "Wszystko albo nic". Rezygnacja z wymyślonych tam głupot nie oznacza rezygnacji z wszystkiego - tylko trzeba to robić z głową (i pieniędzmi).

Pańska ironia... cóż, trawestując następny pański wpis ujmę to tak: "a co do ironii - to cenna umiejętność, jeśli wie się, jak to robić."

Emek
Emek czw., 2011-07-21 10:54

komentowanie tego artykułu

@Elektrolat:

komentowanie tego artykułu jest przednia zabawą :)
1. a co blokuje rozwój możliwości lokalnych? między innymi niekonstruktywna krytyka tego, co jest podejmowane dla dobra społeczności, co Pan tutaj prezentuje. odsyłam do 6 kapeluszy do Bono.
2. nie dziwi mnie to, gdyż jestem jednym z tych działaczy, którzy działają dla określonej społeczności, i i to nie w Koszalinie - i takimi działaniami ogólnopolskiego rozgłosu nie uzyskam. argumenty o WK i ludziach z nim związanych - że chcą zaistnieć - po prostu mnie bawią
3. ..... tego nawet nie będę komentować
4. zachęcam Pana do zapoznania się działaniami, które mają miejsce w innych miastach, Lublin/Bytom! - to świetne przykłady. polecam także zapoznanie się z pojęciem "warsztaty kreatywne/twórcze". i jeszcze "environmental art" i "happening", a może też "performance" - koniecznie niech Pan przejrzy przykłady tego ostatniego
5. oczywiście, nie pisze Pan tak, jak reprezentuję typowe stanowisko, a WK jest złe. bla bla bla coś jeszcze?

moja ironia... si, Senior!

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 11:40

Krytykowanie głupot

@Emek:

1. Krytykowanie głupot nie jest niekonstruktywną krytyką inicjatyw podejmowanych dla społeczności. Jest krytykowaniem głupot. Bajeczki o zaangażowaniu banków (Bank Cafe), imprezy typu Auto Salon na rynku - to są głupoty. A może ma pan inne zdanie na temat w/w pomysłów?

2. Na Facebooku jako miejsce zamieszkania podał pan Sopot - a więc zapewne wpada pan do Koszalina jedynie na gościnne wykłady. To tłumaczy pańskie oderwanie od tutejszej rzeczywistości i kompletną anonimowość w tutejszym środowisku artystyczno - kulturalnym.

3. Nie będzie pan już komentować "sukcesu" Megaszydełkowania? I chwała Bogu, bo nawet jeden z organizatorów przyznał, że nie był to sukces.

4. Zachęcam pana do zapoznania się z realiami deptaka w Zielonej Górze i próby odpowiedzi na pytanie, czemu tam, mimo wielkich pieniędzy włożonych w rewitalizację pięknej starówki deptak przegrywa z tamtejszą galerią handlową.

5. Zapewniam, że istnieją i były niejednokrotnie przedstawiane władzom Koszalina alternatywne rozwiązania zamiast dyletanckiego ożywiania centrum za pomocą barierek na jezdni.

Pańska ironia... Proponowałbym jakieś warsztaty doskonalące ;)

Emek
Emek czw., 2011-07-21 15:04

1. Głupotą dla wielu ludzi

@Elektrolat:

1. Głupotą dla wielu ludzi było to, co robili impresjoniści. No ale po co o tym piszę, przecież Pan w swojej roztropności jest w stanie oddzielić ziarno od plewy, głupotę od mądrości. Pan wie. Tak trzymać.
2. Na facebooku mam też zaznaczone, że przynależę do polskiej partii hipochondryków.
3. i 4. Proszę uważnie czytać - pomylił Pan punkty. Szydełkowanie było bardzo dobrym pomysłem, i takich akcji powinno być jak najwięcej, może wtedy co niektóre osoby, które znają się na animacji kultury jak ja na chińskich liniach lotniczych, skumają co nieco. A może nie skumają, i trudno.
5. Wiem, my też z przyjaciółmi przedstawialiśmy swego czasu w ramach lekcji KOSS-u na trybunie obywatelskiej RM całe projekty, np. renowacji "Ptaków" Hasiora czy zagospodarowania Góry Chełmskiej.

Jeszcze raz dziękuję za cenne sugestie dotyczące szkoleń w zakresie ironii, są one dla mnie wprost nieocenione.

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 15:42

...

@Emek:

1. No właśnie, po co pisać o impresjonistach? Lepiej o pierwszych chrześcijanach, też mieli "misję" zbawienia świata do spełnienia.

2. Bez komentarza.

3/4. "Szydełkowanie było bardzo dobrym pomysłem, i takich akcji powinno być jak najwięcej" - Boże, zmiłuj się nad polską kulturą, gdy ma takich kulturoznawców.

5. Fachowiec od renowacji i zagospodarowania Góry Chełmskiej już w szkole?? Imponujące! *

* (ironia)

Emek
Emek czw., 2011-07-21 19:13

1. Oczywiście, nie ma sensu.

@Elektrolat:

1. Oczywiście, nie ma sensu. W ogóle nie ma sensu robić żadnych analogii do żadnych wydarzeń z historii kultury. Bo po co, skoro wszystko wiemy najlepiej.
2. Dzięki Bogu...
3. ... który mam nadzieję zmiłuje się nad polską kulturą.
4. Fachowiec już w szkole - to Pana interpretacja, jak zwykle luźno związana z moją wypowiedzią.

Emek
Emek czw., 2011-07-21 01:30

a co do wyszydzania - to

@Elektrolat:

a co do wyszydzania - to cenna umiejętność, jeśli wie się, z czego szydzić. i jak

JarekK
JarekK śr., 2011-07-20 22:15

Artykuł naprawdę dobry

... a jesli chodzi o komentarz Pana Staronia .... Mam wrażenie, że podobnie jak pomysłodawcy deptaka chce Pan zaistnieć. I nie jest ważne w jakim zakresie. Najważniejsze być. Tylko, że tworząc i wychodząc publicznie z pomysłami należy uwzględnić rzecz najistotniejszą: Pomysł, projekt bądź inicjatywa publiczna powinna mieć na celu m.in. jednoczenie ludzi, obywateli. To co jest z góry skazane na tworzenie kłótni i rozdzwięków powinno być eliminowane w zarodku. Artykuł ELEKTORATU jest - w pewnym sensie - obroną przed arogancją i głupotą odpowiedzialnych za wdrożenie tego idiotycznego pomysłu.
I na koniec ..... chciałbym sie skontaktować z Elektoratem. To z pewnością ktoś mądry i twórczy.
Proszę o kontakt: jarek.kras@interia.eu.
Serdecznie wszystkich " za" i "przeciw " pozdrawiam.
Jarek K

Emek
Emek czw., 2011-07-21 01:37

tak, Panie Jarku, miałem

tak, Panie Jarku, miałem palącą potrzebę zaistnienia wśród komentarzy do artykułu na mmkoszalin, dziękuję za tę cenną interpretację mojej wypowiedzi.

madelajnaa
madelajnaa czw., 2011-07-21 09:39

No tak

@Emek:

jak każdy nauczyciel ma Pan potrzebę zaistnienia. A Elektorat dobrze mówi. Deptak to zły pomysł. I tyle w temacie.

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 12:46

:)

@Emek:

:)

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 12:47

Ironia?

@Emek:

@ Emek: To chyba miała być ironia. Nalegam na wzięcie udziału w jakimś szkoleniu z tej dziedziny.

Emek
Emek czw., 2011-07-21 14:58

Dziękuję kolejny raz za tę

@Elektrolat:

Dziękuję kolejny raz za tę jakże cenną radę - moja wdzięczność nie zna granic :)

madelajnaa
madelajnaa czw., 2011-07-21 09:36

Z Koszalina

nie zrobi się Krakowa, Torunia, Poznania, Warszawy, Gdańska i wielu innych miast, które posiadają rynek. Tak trudno to zrozumieć? Mamy plac przed ratuszem, który można świetnie zagospodarować. Po co od razu zamykać ulice? Moim zdaniem pomysł zrobiony na hura, nieprzemyślany. Szkoda pieniędzy bo można było je inaczej wykorzystać tworząc coś super na placu przed ratuszem. A do tego powiem jeszcze jedną rzecz. Turyści i mieszkańcy miasta w brzydką pogodę albo siedzą w domach/hotelach/odwołują wczasy lub pędzą do Forum. A w ładną pogodę każdy siedzi w swoich ogródkach, jedzie na plażę itp. Większość osób nie będzie siedziało w centrum miasta gdzie pijąc kawę słyszymy silnik emzetek i wdychamy spaliny.

rrekin
rrekin czw., 2011-07-21 09:36

Szanowny kolego Przemku (Emku)

Zwracam się do Ciebie w tej formie, ponieważ także jestem wykładowcą (byłym i zupełnie innego przedmiotu ale jednak). A zatem zwracam się do Ciebie z koleżeńską radą:
jeśli zabierasz głos w jakiejkolwiek sprawie, na jakimkolwiek forum, nie podpisuj się imieniem i nazwiskiem, nie ujawniaj swojego zawodu i wykształcenia.
Twoją siłą powinna być siła użytych argumentów i uzasadnień. Jeśli czujesz , że są słabe, żadna proteza w postaci dodawania sobie akademickiej powagi ich nie wzmocni. Skutek jest wrecz odwrotny, a jeśli nie daj Bóg, Twoje wynurzenia przeczytają Twoi studenci to już będzie kompromitacja i katastrofa!

I jeszcze jedna koleżeńska rada: zapisz się na kurs czytania ze zrozumieniem, bo Twoja wypowiedź dowodzi, że kompletnie nie zrozumiałeś, co Elektrolat miał na myśli.
Pozdrawiam!:)

Emek
Emek czw., 2011-07-21 10:41

Widzisz, różnica między nami

@rrekin:

Widzisz, różnica między nami jest taka, że ja się tego nie boję, zwłaszcza że każdy człowiek ma pełne prawo podpisać się, wskazując na swoje powiązanie z tematem.
"Jeśli czujesz , że są słabe, żadna proteza w postaci dodawania sobie akademickiej powagi ich nie wzmocni" - haha, co za doskonałe użycie presupozycji :) ja akurat nie obawiam się o merytoryczność swoich argumentów, a moi studenci i uczniowie na pierwszych zajęciach dostaną linka do tej dyskusji, co będzie przyczynkiem do poprowadzenia zajęć o etyce dyskusji internetowej, dobieraniu argumentów, itd.
Dzięki za radę, jak skończę, prześlę certyfikat. Pozdrowienia :)

Andrzej
Andrzej czw., 2011-07-21 13:34

Przestańmy w końcu być tfurcami, stańmy się twórcami!

Szanowny panie kulturoznawco,
wszystkie dostępne mi encyklopedie jak i słowniki jednoznacznie określają deptak jako potoczne nazywanie ulicy, miejsca spacerowego (zwłaszcza w miejscowościach letniskowych i kuracyjnych) najbardziej uczęszczanego, przemierzanego przez spacerujących. Nieco szerzej definiuje to Wikipedia, która co prawda nie może być uznawana za wyrocznię ani źródło miarodajne, niemniej wg niej, deptak to: „Strefa piesza, deptak – ulica, skwer, aleja lub plac wyłączone całkowicie (lub prawie całkowicie) z ruchu kołowego. Najczęściej położona w śródmieściu, spełnia funkcje centrum handlowego i gastronomicznego, niekiedy kulturalnego. Strefy piesze lokalizuje się też w związku ze wzmożonym ruchem turystycznym. Podobnym rozwiązaniem jest strefa uspokojonego ruchu, z tym, że w tych obszarach dopuszcza się ograniczony ruch pojazdów.”
W tym miejscu warto zwrócić uwagę, iż wszystkie definicje na pierwszym miejscu stawiają spacerowo, handlowo, gastronomiczne funkcje deptaków, dopuszczając niekiedy działalność kulturalną. Co istotne, wszystkie wyraźnie podkreślają fakt, iż tworzenie deptaków związane jest z wzmożonym ruchem turystycznym, głównie w miejscowościach letniskowych i kuracyjnych. Wracając jednakże do kwestii dopuszczenia tam działalności kulturalnej, należy zwrócić uwagę, że nie może ona wówczas zagłuszać podstawowych funkcji deptaka, zdominować go. Głównym bowiem jego celem jest spacer, relaks, zaduma, wymiana gestów przyjaźni, nawiązywania znajomości, czy wręcz zaprezentowania się, niestety, współcześnie również handel.
I w tym tkwi chyba całe nieporozumienie. Warsztatowcy źle najpewniej zdefiniowali i przez źle nazwali również swoje zamiary. Jak sądzę, bardziej niż o deptak, chodzi im o stworzenie miejskiego centrum masowej, czy też powszechnej kultury, o zintegrowanie mieszkańców we wspólnym uczestniczeniu i kontemplowaniu sztuki, podziwianiu jej twórców, a nawet włączaniu się w pewne działania, jak w przypadku owego masowego szydełkowania.
Ale do tego celu najmniej jak sądzę nadaje się plac między ratuszem a katedrą, a tym bardziej centrum miasta, w 90 procentach spełniające dzisiaj funkcje bankowo-administracyjne, będące przy tym główną arterią ponad stutysięcznego miasta.
Niestety, póki co w Koszalinie nie widzę miejsca na klasyczny deptak, pomijając oczywiście bezsens tworzenia go, bowiem nieco większy ruch turystyczny ma u nas miejsce zaledwie przez dwa, dwa i pół miesiąca, a w dni słoneczne również mocno zanika.
Póki nie przyciągniemy turystów jakimiś spektakularnymi działaniami, powiedziałbym wręcz z pogranicza wyczynów, to tworzenie deptaka, promenady śródmiejskiej, czy jakby tam jej nie nazywać, jest absolutnie bezcelowe, jest marnowaniem energii i pieniędzy.
Zbudujmy choćby ów wyśmiany monument Jana Pawła II na Górze Chełmskiej, postawmy tam ten wyśmiany przez niektórych napis KOSZALIN, zbudujmy w końcu te stoki narciarskie, które tak pięknie opisywał prezydent Miketyński, odbudujmy tor saneczkowy, przywróćmy Górze Chełmskiej funkcje sportowo rekreacyjne, zagospodarujmy odłogi wokół amfiteatru i zbudujmy w końcu zalew na Dzierżęcince w pobliżu Forum, i dopiero wtedy, oczywiście jeśli będzie jeszcze potrzebny, twórzmy deptak.
Reasumując, deptak jak mniemam nie wyraża się funkcją kulturotwórczą, a tym bardziej nie jest ona jego głównym założeniem, na nim zaledwie dopuszcza się niekiedy jej zaistnienie, o czym wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, tym bardziej kulturoznawca wiedzieć powinien.
Z poważaniem, dyplomowany emeryt.

Emek
Emek czw., 2011-07-21 14:56

Panie Andrzeju!

@Andrzej:

Cieszę się, że wreszcie ktoś zawarł w odpowiedzi na mojego posta wypowiedź naprawdę merytoryczną, szkoda natomiast, że podobnie jak cała reszta używa Pan zabiegu "pan jako ten i ten to wiedzieć powinien", co jest w mojej ocenie szczególnym przypadkiem nierzeczowego argumentu ad hominem. Jest to tym bardziej dziwne, że, jak mniemam, nie jest Pan specjalistą od spraw związanych z kulturą (mogę się mylić), a powoływanie się na definicje z dostępnych Panu encyklopedii nie do końca jest adekwatne, gdyż kultura jest pojęciem niewiarygodnie wieloznacznym, i właśnie brak wiedzy kulturoznawczej może tu być pewnym problemem w odczytywaniu definicji z encyklopedii. Co do argumentu ad hominem - ok, sam pojechałem ostro (co było odpowiedzią na niewiarygodnie niski i niesprawiedliwy artykuł), więc nie mam do Pana o to pretensji.

Pierwszy problem jest związany z rozumieniem terminu "kultura". Potocznie jest on kojarzony najczęściej z grzecznym, uprzejmym zachowaniem (w skali indywidualnej) lub z działaniami związanymi z ochroną dziedzictwa kulturowego, promocją dorobku artystycznego w rozumieniu sztuk wizualnych, teatru, kinematografii, itd., kultywowaniem tradycji (np. obyczajów), itd. Definicji kultury jest wiele, a wśród jedna zasługuje na szczególną uwagę - jest to definicja klasyczna, bodaj najszersza, w myśl której kulturą jest to, co wytwarza człowiek jako istota rozumna i wolna, wykraczająca poza świat przyrody, natury. Pisze Pan o gastronomii. Kiedy jemy, realizujemy tylko i wyłącznie prawa natury, natomiast sposób, w jaki jemy, cała otoczka związana z przygotowywaniem potraw, itd. - tu już jak najbardziej uobecnia się kultura.

W związku z tym kulturą będzie zarówno spektakl teatru ulicznego, jak i picie wina przed Fenicją czy jakakolwiek forma spędzania wolnego czasu. Dlatego też funkcja kulturotwórcza przestrzeni publicznej nie wiąże się jedynie z podejmowaniem działań o charakterze artystycznym (gdyż jest to jedynie jedna z domen kultury), ale także ze wszelką aktywnością rekreacyjną, turystyczną, a także handlową (i wieloma innymi!). Dlatego, jak Pan widzi, sama definicja z Wikipedii (która jest bardziej rzetelnym źródłem informacji niż niejedna encyklopedia "papierowa" - pokazały to badania medioznawcze) nie wystarczy, gdyż tam pojęcie "kulturalne" pada w bardzo wąskim zakresie. Dlatego też jeszcze raz podkreślam to, co napisałem w komentarzu do artykułu: deptak jest czymś wyjątkowym w sensie kulturotwórczym - dlatego że daje możliwości wielowymiarowego realizowania się kultury, spajania aktywności rekreacyjnej z możliwością stymulacji artystycznej, etc.

Żeby organizować deptak, trzeba działać wielokierunkowo - po pierwsze musi to być ciekawe, miłe i atrakcyjne miejsce w rozumieniu czysto przestrzennym (vide psychologia środowiskowa - polecam prace prof. Lewickiej). Ciekawe? Muszą być odpowiednie punkty, restauracje, kawiarnie, puby, sklepy. Miłe? Roślinność, przyjemne kolory - dla przykładu. Atrakcyjne? Musi czymś przyciągać - Wrocław urozmaicił swoje wydzielone dla ruchu pieszego ulice (i nie tylko) krasnalami - każdy jest przedstawiony w innej pozycji i każdy robi co innego, każdy ma także swoje imię. Krasnale te cieszą się wielkim powodzeniem wśród turystów.

Równolegle deptak taki powinno się urozmaicać różnorodnymi działaniami o charakterze twórczym - happeningami, formami należącymi do gałęzi sztuki performance (sam wiele razy tworzyłem z przyjaciółmi happeningi teatralne w okolicach ratusza, dworca PKP, Emki), a przede wszystkim - buskingiem. Deptak powinien być przestrzenią realizacji także takich form sztuki współczesnej, jak street art (vide sztuka wizualna Banksy'ego z potężnym przesłaniem ideologicznym - antyglobalistycznym i pacyfistycznym) czy installation art (polecam poszukać w Internecie - jest mnóstwo wspaniałych przykładów). Bardzo ważne jest tworzenie działań warsztatowych, w których każdy mógłby wziąć udział; działania te mogą być mniej lub bardziej interakcyjne, może to być np. kreatywna wystawa albo namiot, do którego każdy może wejść i coś zrobić, np. zrobić pieska z balonika, pomalować palcami, czy zrobić cokolwiek innego z zakresu treningu twórczości i kulturo- oraz arteterapii.

I co ważne - nie chodzi tu o deptak jako sposób na uzdrowienie miasta czy panaceum na wszelkie problemy związane z niską aktywnością mieszkańców na polu kultury. Deptak jest jednym z narzędzi, a potrzeba ich wiele - jak sam Pan słusznie zauważył, pomysłów nie brakuje. Grunt, to je realizować, realizować, realizować... kiedyś nie było ulicy Smaków, nie było Święta Wody - kto wie, jak będą wyglądały za 10, 20 lat? Być może wiele lat temu ktoś też krytykował pomysł zorganizowania festiwali w Opolu, Gdyni...

Proszę zauważyć, Panie Andrzeju, jakie tezy zawarłem w I poście. Nie twierdziłem, że ten pomysł w danej chwili sprawdził się świetnie - moim zdaniem można to było inaczej zorganizować, ale może właśnie nie było można (ograniczenia ze strony władzy? brak funduszy?). Natomiast pomysł jest bardzo dobry, bo sprawdzony - wiadomo, że w obszarze kultury coś się gdzieś może nie udać (i takie przypadki bywają w doświadczeniach "deptakowych"), ale bez próbowania nie ma nic. Pomysłodawcom należą się wielkie brawa - a mój post powstał dlatego, ponieważ uznałem, że artykuł Elektrolata jest bardzo dla nich krzywdzący. Smutne jest to, że niektórzy działają - a niektórzy siedzą w domach, anonimowo wyzywając w Internecie tych pierwszych. Smutne - i niekulturalne w tym wąskim rozumieniu kultury.

Mam nadzieję, że Pan reprezentuje inny poziom. Serdecznie pozdrawiam,
Przemek Staroń

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 23:43

<Ziew>

@Emek:

Z trudnością przebiłem się przez wykład pana Wykładowcy. Zawarł tam mnóstwo słusznych spostrzeżeń i przykładów z Polski i ze świata. Pięknie się zrobiło i oczy zasnuła mi mgiełka rozkoszy, ale do rzeczywistości przywróciło mnie skrzeczenie: była to RZECZYWISTOŚĆ koszalińska, gdzie ani buskingów, ani krasnali, ani nawet odpowiednich punktów: restauracji, kawiarni, pubów, sklepów. Tylko te trzy ogródki wylazłe ze swoich keżysk na asfalt udający deptak i dmuchana zjeżdżalnia.

Nie pojawił się też Banksy. Owszem, pojawiły się na asfalcie malowane sprajem malunki będące żartem z akcji TAK na Deptak , ale już dzień później zostały zniszczone przez kogoś, kto najwidoczniej poczuł się tymi malunkami urażony. Zapewne wzorem pana Kulturoznawcy poczuł się kompetentny, by oceniać i wartościować, co jest, a co nie jest sztuką, a także co może jako sztuka istnieć, a co należy zniszczyć (kłania się tradycja "Entartete Kunst").

Ale jest nadzieja, że Stowarzyszenie Upiększania Miasta pokaże nam kiedyś, na co go stać: może w przyszłym roku wspaniałe Megaszydełkowanie zgromadzi parę osób więcej? Może Auto Salon na Rynku zostanie powiększony o wystawę maszyn rolniczych? Już tak bywało:
http://img121.imageshack.us/img121/9153/rolnictwo.jpg

Pomysłodawcom na razie należą się brawa za chęci i lanie za wykonanie.

JarekK
JarekK czw., 2011-07-21 15:24

Ble, ble, ble Panie Staroń.

Czytam komentarze Pana Staronia i zastanawia mnie jedno .... Dlaczego do bzdurnego pomysłu dopisywana jest cała sfera ideologiczna, definicje i pseudonaukowe wywody. Odnoszę wrażenie, ze jako ( powiedzmy !!!) wykładowca, czy też nauczyciel kłębi się w Panu wiele kompleksów. " Pompuje " Pan nietrafiony pomysł i stara się Pan udowodnić coś co naprawdę nikomu nie jest potrzebne. Jest Pan w czołówce mataczy, któych celem jest zaistnieć ( pisałem o tym wcześniej ). Z filozoficznego spojrzenia można uzasadnić prawie wszystko. Tylko po co? Oczywiście można absurdy wywlec na lewą stronę i uczynić z nich rzeczywistą potrzebę. Tylko, czy .... ma Pan w swoim mieszkaniu ( domu ) telewizor i wannę w przedpokoju? Proszę się zastanowić, gdyż to absurdalne pytanie w Pana interpretacji nabiera znaczenia?
Jesteśmy tu i teraz. Tu i teraz. Pan ma satysfakcję z wkładania kija w mrowisko. To z pewnością nie jest pedagogiczne. I coś jeszcze ....
Oprócz polemiki i negacji nie zaprezentował Pan żadnej alternatywy. Żadnej twórczej i co istotne realnej koncepcji. Żadnej. Szkoda. Nic jednak straconego. Spróbujmy coś zaproponować i stworzyć. Wspólnie i z pożytkiem dla wiekszości
( nigdy nie ma korzyści dla wszystkich ). Hmmmm ..... Co Pan na to ?
Co na to inni?
Już chyba wystarczająco krytyki na temat pseudodeptaka? Może teraz pomysły, inicjatywy. Najpierw w internecie, w gazecie a dopiero później można uruchomić środki. Tak chyba madrzej, rozsądniej, normalniej. Jeśli oczekuje Pan na inicjatywę z mojej strony chętnie zamieszczę swoje pomysły.
Pozdrawiam.
JarekK

Emek
Emek czw., 2011-07-21 19:20

Panie Jarku, jeśli dla Pana

@JarekK:

Panie Jarku, jeśli dla Pana są to wywody pseudonaukowe, to nic na to nie poradzę.
Wypowiedzi na forum nie miały na celu wprowadzania propozycji, a potępienie chamskiej i niskiej krytyki - jakkolwiek pewne kierunki propozycji się pojawiły, zachęcam do przeczytania.
Reszty nie komentuję, bo jeżeli jak refren powtarza Pan, że chcę zaistnieć, że jestem zakompleksionym nauczycielem i "(powiedzmy!!!)" wykładowcą, to nie widzę przestrzeni dialogu. Jeśli z Pana strony pojawią się argumenty merytoryczne, chętnie wysłucham propozycji, bo dobro Koszalina zawsze leżało mi na sercu.

JarekK
JarekK czw., 2011-07-21 15:51

Hasło

Adekwatnym do Waszej ( twórców pseudodeptaka, jego obrońców i Pana ) inicjatywy są wymowne słowa tytuły znanych utworów: " Znowu w życiu mi nie wyszło " , " Nas nie dogoniat ".
Zapraszam do dyskusji o tym co można w tym - nie do końca - straconym pięknym mieście.
Pozdrawiam.
JarekK

mirez
mirez czw., 2011-07-21 16:33

.

"Torecan jest lekiem przeciwwymiotnym i przed tego typu artykułami powinna się znajdować informacja o tym, aby przed przeczytaniem lek ten zażyć.
komentarz z sugestią psychoanalityczną, że autor artykułu doświadcza przykrych emocji związanych z kimś z WK, a może w kimś z tej organizacji się nieszczęśliwie podkochuje."

To jest "etyka dyskusji internetowej" w wykonaniu pana "kulturoznawcy".

"Realizacja próbnego deptaka od początku budziła moje niezrozumienie, równie dobrze można by postawić wannę z wodą przy ścieżce na Górę Chełmską i sugerować, że to próbny Aquapark."
A to jest taką samą krytyką tego nibydeptaka jak artykuł Elektoratu, tylko słabszą, w jednym zdaniu. Pan kulturoznawca jest więc hipokrytą lub nie potrafi logicznie myśleć.

Zły przykład daje pan studentom. Hmmm... kolega Staroń ledwo rok temu zrobił licencjat z kulturoznawstwa ;) I już musi się promować w necie jako "Przemek Staroń, kulturoznawca, wykładowca SWPS i nauczyciel wiedzy o kulturze" buahahahaha!!!

Na wymioty to może się zbierać po przeczytaniu postów tego Emeka

Emek
Emek czw., 2011-07-21 19:31

Tak, drogi mirezie, to jest

@mirez:

Tak, drogi mirezie, to jest reakcja na coś, co jest niskie, chamskie i bardzo niesprawiedliwe. Etyka ironii i sarkazmu jako obrony przed niesprawiedliwością jest ciekawym obszarem, proponuję go zgłębić.

Jeżeli nie potrafisz rozróżnić żenującej krytyki Elektrolatu i moich wątpliwości co do formy organizacyjnej przedsięwzięcia, to proponuję wstrzymać się z zarzutami o brak logiki czy hipokryzji.

Co do promowania, nie muszę się promować - to są gołe fakty, wskazujące na moje powiązanie z tematem; jeśli takie emocje wywołuje w Tobie moje wykształcenie, szkoda, że podałeś tylko jego wycinek. Ale niestety na tym forum, jak widzę, wszystkie zagrania tego typu są jak najbardziej w cenie.

Elektrolat
Elektrolat czw., 2011-07-21 23:08

Niezależnie, kim jest pan

@Emek:

Niezależnie, kim jest pan Staroń z wykształcenia, twierdzenie, iż jego teksty to "potępienie chamskiej i niskiej krytyki " jako reakcja "na coś, co jest niskie, chamskie i bardzo niesprawiedliwe" świadczy o nim źle. Jeszcze gorzej, że mój satyryczny tekst, doceniony przez osoby, które - w przeciwieństwie do niego mają dorobek jako parający się pisaniem zawodowo artykułów - dla p. Staronia jest "żenującą krytyką".

Chętnie napisałbym kilka słów prawdy bez ogródek o deptaku, jego pomysłodawcach i obrońcach pokroju p. Staronia, ale właśnie wówczas byłoby to żenujące, a nie chcę dostosowywać swojego poziomu do poziomu kulturoznawcy z jakiejś podrzędnej uczelni.

Andrzej
Andrzej czw., 2011-07-21 18:51

To temat prawie na dysertację naukową!

Panie Przemysławie,

Oczywiście słusznie Pan zauważa, iż kultura to wyjątkowo rozległe pojęcie, niemniej, jakby nie patrzeć, trudno mi wepchnąć tam picie piwa w centrum miasta, gdzie pomijając towarzyszące temu spaliny, odbywa się normalny miejski ruch, w którym uczestniczą małe dzieci i młodzież. Inna sprawa, to fakt, że dotychczasowe deklaracje i wypowiedzi prominentnych reprezentantów Stowarzyszenia Upiększania Miasta Warsztat Koszalin mówią o wszystkim, jeno o kulturze tam mało. A więc jest mowa o beznakładowym uzyskaniu 200 miejsc parkingowych, o ruchu samochodowym i rowerowym, o miastotwórczej roli centrum, etc., etc. Tak, co zrozumiałe to wszystko również można wpisywać w szerokie pojęcie kultury, ale przecież nie o to im chodzi i nie przesadzajmy, nie dorabiajmy teorii do faktów widocznych gołym okiem. Poza tym to nie centrum jako takie jest miastotwórcze, ono co najwyżej może być wizytówką, a nawet chlubą miasta, miastotwórczy natomiast są ludzie i w tym względzie słusznie Pan zauważa, iż mając pomysły uatrakcyjniające miasto, to: Grunt, to je realizować, realizować, realizować”. A my cóż? My jak zwykle gadulstwem się zajmujemy, przekonywaniem kto mądrzejszy, kto ma więcej racji, kto myli się bardziej, która definicja jest bardziej słuszna, która mniej.
Niestety deptak jako taki, przy obecnej „atrakcyjności” i ofercie miasta, zdecydowanie nie wpisuje się w te działania uatrakcyjniające, no i faktycznie, póki co, to nasze centrum chlubą, ani wizytówką miasta nie jest.
Wie Pan, za czasów PRL propagowano hasło o zmianie kultury picia (chodziło wówczas o narastający problem alkoholizmu, o uchlewanie się czystą wódą ). A więc picie, używanie alkoholu, to również proces który można wtłamsić w pojęcie kultury. Tylko konia z rzędem, temu, kto udowodni mi, że bardziej kulturalne jest upicie się markowym winem, bądź piwem na deptaku, niewykluczone, że nawet w trakcie słuchania koncertu filharmonicznego! Choć z punktu widzenia nauki, to w rzeczywistości może być, a nawet jest prawdą.
Słusznie pan zauważa, jak wielokierunkowe są wymogi dla organizacji deptaka, a więc: „musi to być ciekawe, miłe i atrakcyjne miejsce w rozumieniu czysto przestrzennym. Muszą być odpowiednie punkty, restauracje, kawiarnie, puby, sklepy. Roślinność, przyjemne kolory.”
No a gdzie to mamy w naszym centrum?
Atrakcją mogą tam być co najwyżej toy toyki! Ale to też jest wyższy poziom kultury, niż oddawanie moczu po okolicznych krzakach i klatkach.
Oczywiście celowo ironizuję, bowiem nie przekonują mnie argumenty o deptaku na miarą możliwości, o uczeniu się na żywym organizmie w trakcie prowadzonych na nim doświadczeń. W tej sytuacji, tym bardziej wobec braku należytego dystansu ze strony Galla Podlaszewskiego do swojej pomyłki, upartym trwaniu w zachwycie i wmawianiu nam sukcesu, oraz wpisaniu się deptaka w historię i tradycję miasta, zdecydowanie nie dziwi mnie tak ostra reakcja internautów.

Z poważaniem nadal dyplomowany emeryt

JarekK
JarekK czw., 2011-07-21 19:07

Szanowny Panie

@Andrzej:

Nie chodzi o to, aby doprowadzić Pana Wykładowcę do skrajności. Ma Pan rację w 100 %. Ja zreszta też. A moze zrobimy cos wspólnie? Serdecznie pozdrawiam i zachecam do wymiany myśli.
jarek.kras@interia.eu
Z poważaniem i pozdrowieniem
JarekK

Emek
Emek czw., 2011-07-21 19:43

Panie Andrzeju, cieszy mnie

@Andrzej:

Panie Andrzeju,

cieszy mnie to, że wysuwa Pan dojrzałe argumenty i zgadzam się z Panem co do obaw związanych z piciem alkoholu, itd. Niemniej jednak alkohol wydaje się nieodłącznym elementem pubów, które przy deptaku stoją, poza tym jest normalną rzeczą, z której ludzie mogą korzystać - kwestia jest tylko, aby było to na poziomie; w przypadku deptaka powinna zadbać o to chociażby policja. Niemniej to jest już problem, mam wrażenie, zupełnie wtórny, niezwiązany z tematem.
Tak jak napisałem, uatrakcyjnianie miasta jest procesem złożonym, wielowymiarowym i wielokierunkowym, sam deptak nie rozwiąże problemów, ale jestem przekonany, że może bardzo pomóc, pod warunkiem że nie będzie to deptak dla samego deptaka. O stymulacji kulturalnej/kulturowej - pisałem wcześniej.

Proszę się nie martwić, że się nad tym dyskutuje, że się to rozważa, że się odwołuje do humanistyki, to jest konieczne, wymiana poglądów tworzy kulturę! :) Grunt, żeby to była wymiana poglądów, a nie jechanie po kimś jak po łysej kobyle; można być zirytowanym pomysłem, ale warto jednak krytykować to konstruktywnie.

Co ciekawe jednak, rozmawiałem dziś z kilkoma osobami mieszkającymi w Koszalinie, i one wszystkie twierdzą, że ludziom deptak się podoba, choć niektórzy sądzą, że można by go ulepszyć - aczkolwiek rozumieją, że to jest projekt. To jest ciekawe.

I jest jeszcze jedna rzecz. Nie ocenia się czegoś, co wciąż trwa - przecież projekt DEPTAK jest przewidziany na całe wakacje...

Andrzej
Andrzej czw., 2011-07-21 22:02

Więc przestańmy to coś nazywać deptakiem,

@Emek:

a nazwijmy tak, jak Pan to uczynił przed chwilą.
Zgoda, to jest PUB. Przyznaję, iż nie bardzo rozumiem, cóż chciał Pan powiedzieć twierdząc, że nie ocenia się czegoś, co wciąż trwa - przecież projekt DEPTAK jest przewidziany na całe wakacje... A co ma piernik do wiatraka? Żadna zasada, żadna teoria nie zabrania oceniać czegoś co jest, co trwa. Wręcz przeciwnie, rwanie włosów po fakcie uznałbym za bezcelowe, za mocno chybione. W przeciwieństwie do Pana, ja również rozmawiałem i to nie tylko dzisiaj z kilkunastoma osobami mieszkającymi w Koszalinie i są oni przeciwnego zdania niż pańscy rozmówcy. Być może mylę się, ale zabrzmiał Pan tym zdaniem jak zdyscyplinowany członek Stowarzyszenia Upiększania Miasta Warsztat Koszalin.

JarekK
JarekK czw., 2011-07-21 20:30

Panie wykładowco....

Robi Pan jednak wszystko, aby zaistnieć. Żenujące. A studenci, sluchacze, uczniowie lub inne .... przedszkolaki ( nie znam Pana dorobku naukowego ) będą miały zadanie .... co Pan miał na myśli.... I fajnie jest. Pan zaistniał, Pan ma temat, przedszkolaki zadanie i .... wszystko się kręci. Osiągnął Pan cel tylko proszę pokazać przedszkolakom wszyskie komentarze. Myślałem , że Pan jest poważny. Niestety ..... pieniądze i chęć zaistnienia bałamucą. Pana z pewnością.

zabson
zabson czw., 2011-07-21 21:39

Odbiegając trochę, ale wciąż w temacie

Godzinę temu przejeżdżałem obok deptaka. Nie wiem, czy wiecie, ale ktoś zamalował nowe logo BiedaDeptaka - zasmarował je po prostu czarnym sprejem. Niezbyt dokładnie jednak...

Emek
Emek pt., 2011-07-22 00:18

WOW!

Myślę, że moja rola na tym forum już się zakończyła - zobaczyłem bowiem wpis Autora, który wśród stosu inwektyw skierowanych w moją stronę napisał:

"Pomysłodawcom na razie należą się brawa za chęci i lanie za wykonanie"

Panie Elektro! Cieszy mnie to, że wreszcie zauważył Pan to, o co mi chodziło od samego początku. Nie zgadzam się z laniem za wykonanie, ale to już nie ma znaczenia - jestem pod wrażeniem, że naprawdę, w miarę bez jadu, zauważył Pan chęci.

Na zarzuty o moje wykształcenie vel jego brak, nieumiejętność czytania i wyczuwania ironii, podrzędność skończonej uczelni, kompleksy, chęć zaistnienia (moje ulubione :) pseudonaukowość, bycie ustawionym/podstawionym członkiem Stowarzyszenia Upiększania Miasta (które tu i teraz bardzo pozdrawiam :), chęć do życia i miłość do ojczyzny nie odpowiadam, lista moich osiągnięć i dorobek jest zawarty w dużej mierze w Internecie, powodzenia w konfrontacji z faktami ew. w rzucaniu kolejnych inwektyw i podważaniu faktów.

A wszystkim tym spragnionym propozycji przesyłam link do nieaktualnej i zawieszonej już strony Sekcji Arteterapii - organizacji studenckiej, którą niegdyś założyłem. Co prawda studenci pracują teraz nad nową stroną, ale na tamtej starej jest dużo zdjęć z zajęć twórczych, które cieszyły się wielką popularnością, gdziekolwiek żeśmy je prowadzili. Kto ma ochotę, niech poogląda, a kto spragniony czytania, niech zajrzy do literatury, zwłaszcza proponuję pozycje prof. W. Karolaka o warsztatach artystycznych i twórczych. Swoją pracą licencjacką obronioną na 5 z wyróżnieniem poświęconą sztuce instalacji i aranżacji starych przestrzeni miejskich też mogę się podzielić, jak już skończę przerabiać ją na artykuł.

http://arteterapia.studio-rimm.eu/galeria.html

Ariwederczi!

Przemek Staroń, Imć Zakompleksiony, Jego Pseudonaukowość, (powiedzmy!!!) Wykładowca Pierwszy

Elektrolat
Elektrolat pt., 2011-07-22 01:02

Żegnam

Nie przypominam sobie ani jednej inwektywy skierowanej pod pana adresem, panie Staroń. Oczywiście przy założeniu, że posługujemy się taką samą definicją, wg której "inwektywa" jest to "obraza słowna wyrażona mową lub pismem, przez przypisanie danej osobie cech negatywnych."

O pańskiej chęci zaistnienia nie ja pisałem. Nie pisałem również o byciu przez pana ustawionym/podstawionym członkiem Stowarzyszenia Upiększania Miasta , a jedynie o prezentowaniu typowego stanowiska Warsztatu Koszalin (a więc kłania się jednak uwaga - również nie moja, bo rrekina - dot. czytania ze zrozumieniem) ;)

O pańskiej założonej parę lat temu uczelni i jej charakterze nie mogę napisać jako o renomowanej, więc ten temat pominę.

Lista pańskich osiągnięć itd. mnie nie interesuje. Takoż pana zabawy ze studentami i studentkami, do których obejrzenia zaprasza pan linkiem.

Co do zauważenia przeze mnie dobrych chęci Warsztatowców - trochę mnie smuci fakt, że dostrzegł pan to dopiero w ostatnim moim wpisie, gdy wyłożyłem to czarno na białym (no, ale to powinno być raczej pana zmartwienie). A przecież w satyrycznym tekście, który wzbudził tu tyle komentarzy, zawarłem to na samym początku, gdy pisałem o "młodzieńczej lekkomyślności i werwy grupy młodych ludzi" i " tryskającym pomysłami i energią Warsztatem Koszalin". I za tę energię można ich pochwalić.
Ale, że samymi dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, za realizację należy im się lanie, lub przynajmniej odebranie zbyt skomplikowanych dla nich zadań, którymi zamiast naprawić - zepsuli centrum miasta.

Emek
Emek pt., 2011-07-22 01:17

:)

proszę zauważyć, że ten post nie był tylko do Pana :) dobranoc!

rrekin
rrekin pt., 2011-07-22 10:42

Niczego nie zrozumiał!

Widzisz szacowny Elektrolacie, kolega PrzEmek megalomańsko zapatrzony w "swoją pracę licencjacką obronioną na 5 z wyróżnieniem", niczego nie zrozumiał, bo nie mógł zrozumieć.
Można było przypuszczać, że tak będzie już w chwili, kiedy rozogniony manią wielkości i potęgi swojego umysłu zaczął z zapałem tłumaczyć znaczenie swoich mętnych wywodów, pogrążając się coraz bardziej, a przy tym obrażać wszystkich, którzy potrafią uzasadnić swoje racje za pierwszym podejściem.
Jak widać długa jeszcze przed nim droga i tylko jego uczniów żal!
Tli się jednak jakaś mała iskierka nadziei, bo wreszcie przyznał, że jego misja w tym temacie dobiegła końca.
Amen!:)

Ian665
Ian665 pt., 2011-07-22 20:17

Gdyby autor tego tekstu

Gdyby autor tego tekstu wkładał tyle wysiłku w pracę na rzecz miasta co w wymyślanie kwiecistych metafor na to jakim to "świetnym pomysłem" jest deptak, to w głosowaniu na Kulturalną Stolicę Europy mielibyśmy nie Lublin, Gdańsk i Katowice, ale właśnie Koszalin. Cieszę się jednak, że Szanowny Pan Elektrolat woli wylewać żółć zamiast coś zmienić...

Wracając jednak do tematu: Może i realizacja projektu deptaka była do d..., ale trzeba jednak zwrócić organizatorom honor, bo oni przynajmniej próbują. Nie podoba Ci się co robią? Zrób coś lepszego! Spraw, że miasta, które z takim uwielbieniem obsmarowujesz nie będzie już dla Ciebie obiektem drwin.

Elektrolat
Elektrolat sob., 2011-07-23 01:13

Myśleć przed działaniem

@Ian665:

Myślę, że więcej dobrego robię nie narażając Koszalina na śmieszność, jak to zrobili pomysłodawcy Biedadeptaka, niż dyletanci, którzy (owszem, w szlachetnym zapale) zabierają się za przedsięwzięcia, które ich przerastają.

Pani Pe
Pani Pe pt., 2011-07-22 21:42

coś ty Atenom zrobił, Sokratesie?

Nie mieszkam w Koszalinie. Ale czytając artykuł i komentarze do niego mam wrażenie, że w Koszalinie mieszka jakiś inny gatunek ludzi, którzy nie bardzo lubią ruszać się z domu.

W czym Wam wszystkim przeszkadza deptak? Nie lubicie spacerować? Podziwiać architektury?

Cieszcie się, że w Waszym mieście powstaje coś nowego, zmienia się. Czy wszystko, co teraz składa się na Koszalin od początku było świetnym pomysłem? Przemyślanym od początku do końca? Czy wykorzystano wszystkie jego możliwości już na samym początku? Nie wydaje mi się.

Każde miasto, nawet biedne, rozwija się. Musi. Może nie teraz, ale za kilka lat ten deptak może stać się ważnym ośrodkiem kulturowym. Może będziecie mieli własny jarmark św. Dominika, może to tam latem odbywać się będą koncerty, zjazdy, spotkania. Nie chcielibyście? Nikt z Was, autor i ludzie popierających autora nie chce, by Koszalin rozwijał się w sensie kulturowym? Jeśli tak- współczuję Koszalinowi takich mieszkańców.

Nie każde wydarzenie kulturalnie musi mieć sens. Nie musi też podobać się wszystkim. De gustibus non est disputandum. Ale to bardzo ważne, dla rozwoju miasta, by nawet te, które nie gromadzą dziesięciotysięcznego tłumu fanów, miały miejsce. Szydełkowanie może i nie jest zbyt popularne, ale kiedyś na pewno było. Chcecie, żeby to zamarło? Należy kultywować stare tradycje. Zróbcie sobie festiwal ubijania masła, jeśli Was to zadowoli, ale nie zostawiajcie deptaka na pastwę losu. Zainwestowano w niego czas i pieniądze. Wy chcecie go zlikwidować. Nie lepiej wpaść na jakiś pomysł i go zrealizować?

Dziwie się Wam, tym, którzy mówią, że zabiegi kulturalne nie są potrzebne. To zwyczajne prostactwo. Dziwie się także Waszym atakiem na pana Staronia (jednak zgodzę się z jednym z komentujących, że nie powinien on podawać swojego nazwiska), którego, jak widać, miasto obchodzi bardziej niż Was wszystkich razem, nawet pomimo tego, że w nim już nie mieszka.

„Nie przypominam sobie ani jednej inwektywy skierowanej pod pana adresem, panie Staroń”- och. To bardzo interesujące, najwidoczniej nie umie Pan czytać własnych ani cudzych komentarzy ze zrozumieniem, bo tych inwektyw było całkiem sporo.

„Pan ma satysfakcję z wkładania kija w mrowisko. To z pewnością nie jest pedagogiczne”- w mojej skromnej opinii jest to wysoce pedagogiczny zabieg. Pobudzanie ludzi do myślenia jest chyba jednym z celów istnienia szkoły. Chyba, że chcemy wychować bandę ogłupiałych, obojętnych na kulturę i sztukę degeneratów.

„3/4. "Szydełkowanie było bardzo dobrym pomysłem, i takich akcji powinno być jak najwięcej" - Boże, zmiłuj się nad polską kulturą, gdy ma takich kulturoznawców.”- Polskiej kulturze na pewno nie pomoże hamowanie wszelkiego rodzaju wydarzeń kulturalnych.

Boli mnie to, że autor artykułu spisuje na straty dobry pomysł i krytykuję inicjatywę współmieszkańców. Zastanawiam się, co takiego zrobił Pan dla miasta, Elektrolacie, poza pisaniem pseudoszyderczych tekstów.

Andrzej
Andrzej sob., 2011-07-23 18:04

Droga Pani Pe!

@Pani Pe:

Nikomu z krytykujących ów deptak nie chodzi o to by go nie było, problem również nie w tym, że miasto jest biedne (zresztą może źle odczytałem pani sugestie odnośnie tej kwestii). Rzecz w tym, że ten niby deptak został usytuowany na głównej, przelotowej ulicy, gdzie nadal, na dwóch pasmach odbywa się normalny, intensywny (szczególnie latem) ruch, w tym autobusowy i od czasu do czasu przeleci coś większego, a w domach wzdłuż tego niby deptaku mieszkają ludzie. To miejsce, pomijając, że owe ogródki nie mają żadnego zaplecza sanitarnego, nie nadaje się miejsce spacerów, zadumy, relaksu, etc. Rażą tam np. toy toyki i zasobniki na śmieci ustawione na ulicy banków i pod katedrą, bo choć potrzebne w tej sytuacji, to przyzna pani, to nie miejsce dla nich. A jeśli chodzi o jarmark Dominikański, to niech pani wyobrazi sobie usytuowanie go w Gdańsku na jednej nitce Alei Armii Krajowej, bądź deptak w Warszawie na połowie ul. Puławskiej. Zapewniam, iż są w Koszalinie miejsca zdecydowanie bardziej nadające się na deptak, że ci młodzi gniewni i prezydent miasta w końcu to pojmą.

Elektrolat
Elektrolat sob., 2011-07-23 07:38

Pani Pe

@Pani Pe:

Napisała Pani:
"... najwidoczniej nie umie Pan czytać własnych ani cudzych komentarzy ze zrozumieniem, bo tych inwektyw było całkiem sporo." -najwyraźniej nie umie Pani czytać ze zrozumieniem, gdyż Emek skierował pod MOIM adresem zarzut napisania stosu inwektyw - po cóż więc miałbym odnosić się do cudzych komentarzy?
A skoro było podobno tych inwektyw całkiem sporo, to proszę o przykład którejś z tych przypisywanych mnie, bo na razie to pomówienie.

"Polskiej kulturze na pewno nie pomoże hamowanie wszelkiego rodzaju wydarzeń kulturalnych. " - nikt nie hamował Megaszydełkowania. Był to po prostu chybiony pomysł na imprezę mającą ożywić niedzielny rynek. Podobnie było z Bazarkiem Rękodzieła tego samego dnia i tak samo byłoby z Festiwalem Ubijania Masła. Można to podciągać pod kulturę niszową, ale to nie jest sposób na ściągnięcie ludzi do śródmieścia.

"Chcecie, żeby to zamarło? Należy kultywować stare tradycje. " Stare tradycje są w Koszalinie kultywowane: śpiewanie, pisanie poezji, malowanie obrazów, kolekcjonowanie... ale żadna z tych imprez nie nadaje się jako sposób na ożywienie rynku, co pokazała Uliczka Artystów lub SLAM poetycki.

"Boli mnie to, że autor artykułu spisuje na straty dobry pomysł i krytykuję inicjatywę współmieszkańców. Zastanawiam się, co takiego zrobił Pan dla miasta, Elektrolacie, poza pisaniem pseudoszyderczych tekstów."
Pomysł nie jest dobry, skoro jego realizacja wzbudza powszechną krytykę i zgłaszane alternatywne propozycje . A co ja zrobiłem dla miasta? A co to ma do rzeczy? Czy np. krytykować władze mogą jedynie ludzie którzy kiedyś rządzili?

ps. Mój tekst jest satyryczny, a nie PSEUDOszyderczy. Zapewne chciała mnie Pani urazić odmawiając tekstowi wartości. Ma Pani prawo do własnej opinii, ale nie ma ona dla mnie ŻADNEGO znaczenia jako pochodząca od osoby, której jedyną próbką pozwalającą ocenić umiejętności napisania krótkiego choćby tekstu jest ten powyżej.

Andrzej
Andrzej sob., 2011-07-23 01:38

Jeszcze raz do Emka!

Szanowny panie Przemysławie,

Ponieważ potraktował Pan tą zażartą debatę, a właściwie zagadnienie z powagą naukowca, tedy i ja, po głębszym namyśle postanowiłem wykazać, iż jak to bywa w naszym światku, nawet w tak prozaicznych kwestiach jak deptaki miewamy różne, czasem diametralnie nawet różne zdania. Zgadzam się z Panem, iż prace prof. Lewickiej są wielce interesujące, ale są i inne warte przywołania prace podnoszące kwestie organizacji przestrzeni miejskiej, a nawet zdecydowanie odnoszące się do problemu tworzenia i organizacji deptaków, jak choćby przywołane poniżej.
Funkcje bowiem, oraz organizację deptaków i promenad znakomicie opisał w swojej rozprawie z 1938 r. pt. „Städtischen Promenaden, Reflexionen” wybitny austriacki architekt Siegfried Manteuffel z uniwersytetu wiedeńskiego, a niemniej interesująco potraktował ten temat inny wybitny znawca i animator miejskiej infrastruktury, angielski naukowiec profesor J H Fulcher jr z Cambridge, poświęcając mu swój traktat z roku 1947 pt. „Contemporary European boardwalk and promenades”. Co interesujące, obaj tak wybitni znawcy przedmiotu zgodnie i niemal identycznie traktują w swoich rozważaniach problematykę gastronomii i rozrywki, nadając im na deptakach funkcje całkowicie marginalne, spychając je zdecydowanie na wydzielone miejsca, najczęściej na ich peryferiach. Obaj zaś również zgodnie jako główne przypisują im funkcje spacerowe, relaksacyjne, reprezentacyjne i towarzyskie. Wg nich, deptak to swoisty uliczny salon towarzyski, z niebagatelną funkcją wybiegu mody.
Zrozumiałe, iż czasy i obyczaj poczyniły od publikacji ww. prac niewyobrażalny krok rozmydlający te założenia, przez co dzisiejszy deptak dopuszcza handel, często nachalny, wciskane są tam jakieś happeningi, niekiedy wyjątkowo niedorzeczne i głośne i z tym powoli zaczynamy się oswajać. Ale stawianie klozetów, napędzanie spożycia napojów alkoholowych, tudzież tworzenie miejsc zabawy dla dzieci w spalinach samochodowych, choćby, lub przede wszystkim przez zważenie drogi jeżdżących wolniej, to już oczywiste wynaturzenie.
Wracając wszelako do zagadnień szeroko rozumianej kultury na deptakach, prezentacji jej, lub współtworzenia należnej atmosfery, to i owszem, obaj wspomniani naukowcy podkreślają możliwość stwarzania tam odpowiedniej atmosfery, poprzez puszczanie muzyki, delikatnej, a właściwie jej sączenie, jak to wyjątkowo obrazowo opisał profesor J H Fulcher jr dodając, iż w przypadku jakiegoś koncertu w muszli zamykającej deptak, o ile oczywiście taką tam wkomponowano, to nawet i to sączenie muzyki mechanicznej winno być natychmiast zawieszone.
Łacno z tych opinii wysnuć wniosek, iż prawdziwy deptak, a w każdym bądź razie jego pierwowzór, taki z prawdziwych kurortów, w swoim podstawowym założeniu nie miał intencji kulturotwórczych. Oczywiście jako kulturoznawca może Pan mieć odrębne zdanie, co mnie nie zaskoczy, tym bardziej, że ww. profesorowie to umysły stricte techniczne, bliżej im do architektury, bryły, operowania światłem. Choć jak wiadomo, kultura w tym zawodzie nie jest jednak kwestią marginalną.
Reasumując, nie jestem wrogiem deptaków, choć Koszalinowi daleko do kurortu czy do miejscowości wypoczynkowej, ale jeśli już niech by i był ten Wasz wymarzony deptak, to zdecydowanie nie w tym miejscu. Wie pan to trochę tak, jakby elegancki garnitur włożyć odwrotnie, spodnie na ręce, a marynarkę na nogi. I cóż z tego, że to Armani, czy Guci, kiedy wyjdziemy na głupka, bądź co najmniej na błazna?
Z poważaniem prof. Nieścisław Szczególny

Emek
Emek sob., 2011-07-23 22:36

Panie Nieścisławie, cieszy

@Andrzej:

Panie Nieścisławie, cieszy mnie Pana dojrzałe i merytoryczne zgłębianie tematu. Rozmowa z Panem jest prawdziwą, twórczą wymianą poglądów, zwłaszcza że spogląda Pan krytycznie, analitycznie także na swoje wypowiedzi - np. informację dotyczącą architektów i możliwość "przeterminowania się" ich twierdzeń.

Nie chciałbym zabierać głosu w kwestiach sensu stricto architektonicznych, gdyż architektem nie jestem, ale podobnie jak w architekturze kultura, tak i w kulturoznawstwie architektura jest znaczącym elementem :) Sądzę, że, tak jak w nauce to często bywa, panowie przez Pana przytoczeni prezentując pewne określone - ale nie jedyne - podejście do tematu. Czy ich twierdzenia się "przeterminowały"? Ciężko to ocenić, poglądy filozofów starożytnych mogą nas bawić, a zawierają one potężną intuicję dotyczącą rzeczywistości. Niemniej definicje architektów nie mogą wyznaczać - i nie wyznaczają - kierunku działań służących ulepszeniu i uatrakcyjnieniu miasta, w tym: podniesienia jego wartości kulturowej. Bo przecież to miasto, które jest postrzegane jako ważny ośrodek kulturalny, jest atrakcyjniejsze w oczach, dla przykładu, turystów. Bo przecież miasto, w którym kultura jest dynamiczna, realna, namacalna, ma o wiele więcej do zaoferowania mieszkańcom.

A co jest celem ludzi tworzących deptak? Moim zdaniem właśnie ożywienie, upiększenie, uatrakcyjnienie wszelkich aspektów życia w nim. Deptak jest narzędziem do tego celu i sądzę, że należy dać im spróbować. I jakiekolwiek by nie były definicje, z pewnością są inne; i nie należy więzić się w definicjach, tylko BADAĆ, OBSERWOWAĆ, SPRAWDZAĆ. Jeśli się nie uda - trudno.

Pytanie tylko, co to znaczy, że się nie uda? Jeśli podejmuje się decyzję o stworzeniu deptaka na próbę, oznacza to, że jest to czas, kiedy zbiera się różne informacje, pozytywne i negatywne, kiedy się przygląda jego funkcjonowaniu, kiedy się prowadzi rozmowy z mieszkańcami, kiedy się robi tysiąc innych rzeczy, aby SPRAWDZIĆ. Potem można ocenić za i przeciw, ale dlaczego skazywać świetny pomysł na pójście do lamusa tylko poprzez pryzmat próby, która siłą rzeczy nie może być megaatrakcyjna, bo TAM NIE MA DEPTAKA! Tam jest tylko odgrodzona ulica, bo to TYLKO próba. Proponuję uruchomić wyobraźnię i pomyśleć, jak by to wszystko wyglądało, gdyby tam faktycznie BYŁ deptak.

Tam można zrobić wspaniałe rzeczy. Wyłączyć z ruchu wszystkie te małe uliczki - księżnej Anastazji, Bogusława II, stworzy się naturalne centrum. Zrobić tam życie, dać potężny ładunek kultury, gastronomii, zrobić most nad Zwycięstwa - żeby nie było przejścia dla pieszych do katedry, tylko właśnie most. Koszalin aż się o to prosi.

I jeszcze jedna rzecz odnośnie kultury na deptaku. Proszę pojechać do Lublina albo do Sopotu. Lublin ma takie miejsce tuż przed swoim deptakiem na Krakowskim Przedmieściu, które jest takim jakby podium. Każdy może tam stanąć, bo to "ostoja wolnego słowa" czy jakoś tak. Stanąć - i powiedzieć, co chce. Dzieje się tam (na lubelskim deptaku) sporo rzeczy - podczas festiwali poetyckich mój kolega chodził przebrany za szafę, miał na sobie naprawdę szafę, a kto zapukał, zatrzymywał się i recytował wiersz. Na deptaku stoi szopka bożonarodzeniowa. Na tymże odbywa się wiele happeningów, spektakli ulicznych i form parateatralnych. Rezydują tam wspaniali buskerzy, także jeden słynny pan, który gra bodaj na flecie, choć jego najczęściej spotykałem w Bramie Krakowskiej lub Grodzkiej. A karnawał sztukmistrzów? Ci wszyscy ludzie na szczudłach? A jednocześnie na Krakowskim są sklepy, jest gastronomia, itd. Moje zdjęcie na fb pochodzi z lubelskiego deptaka :)

A Sopot? Sopot bez buskerów? Bez mimów? Bez ludzi na szczudłach? Bez kamiennej rzeźby stojącej na linie? Bez akcji twórczych w ramach każdego festiwalu sztuki?

To są deptaki znane i chętnie odwiedzane. Jestem przekonany, że Koszalin stać na to samo. Liczy się pomysł, zaangażowanie i działanie. Reszta przyjdzie sama, bo ludzie nie lubią rzeczy idealnych, tylko ciekawe.

Serdecznie Pana pozdrawiam,
Przemysław Staroń

Elektrolat
Elektrolat ndz., 2011-07-24 00:18

Powrót Emka

Myślałem, że rola Emka na tym forum już się zakończyła, skoro po włosku się pożegnał ;)

A on powrócił z opowieściami o deptaku w Lublinie i Sopocie... to ja nie wiedziałem, że Monciak był kiedyś ważną ulicą tranzytową przecinającą Sopot na pół i ograniczenie na nim ruchu poprzez zwężenie jezdni spowodowało pojawienie się buskerów i turystów, co powinno przekonać nas, byśmy szli ich drogą...

(to była ironia ;-)

A może... (strach powiedzieć) ... a może w Koszalinie zrobić deptak ze wszystkimi jego atrakcjami w innym miejscu?
Ale to oczywiście nie jest pytanie skierowane do Emka, bo on (co sam napisał) nie jest ani architektem, ani - jak widać z przykładu powoływania się na deptaki w miejscach całkowicie nieporównywalnych do ul. Zwycięstwa - nie rozumie, że sytuowanie w naszym mieście "półdeptaka" (bo z zachowanym ruchem samochodowym) skomplikuje życie mieszkańcom zmotoryzowanym i nie poprawi komfortu mieszkańcom niezmotoryzowanym tak właśnie, jak to się dzieje teraz.

Ale przynajmniej Emek proponuje nam fantazje:
"jak by to wszystko wyglądało, gdyby tam faktycznie BYŁ deptak. Tam można zrobić wspaniałe rzeczy. Wyłączyć z ruchu wszystkie te małe uliczki - księżnej Anastazji, Bogusława II, stworzy się naturalne centrum. Zrobić tam życie, dać potężny ładunek kultury, gastronomii, zrobić most nad Zwycięstwa - żeby nie było przejścia dla pieszych do katedry, tylko właśnie most. Koszalin aż się o to prosi."
To jest piękny sen, Emku. Stawiamy barierki i już za jakiś czas ktoś "robić tam życie, dać potężny ładunek kultury, gastronomii, zrobić most nad Zwycięstwa" (jakby to powiedział cudzoziemiec z jakiegoś skandynawskiego (Danii?) kraju. Kto i za co "robić tam życie", kto i za co "dać potężny ładunek kultury i gastronomii" - to ustali się później. Zresztą po co ustalać, ujmie się to w punkcie pt. "Działania samoczynne".

Być pięknoduchem to szlachetna postawa, lecz raczej nieżyciowa.

Andrzej
Andrzej ndz., 2011-07-24 00:03

Panie Emku,

Zapewne zna pan piękny i jakże pouczający wiersz Adama Mickiewicza pt. „Golono, strzyżono” z którego pozwolę sobie dla ogólnego przypomnienia przywołać jeno pierwszą z jego zwrotek, swoiste jego preludium:
U nas, kto jest niby chory,
Zwołuje zaraz doktory;
Lecz czując się bardzo słaby
Prosi chłopa albo baby.
Ci ze swego aptekarstwa
Potrafiają i podagrze,
I chiragrze, i głuchotom,
I suchotom, i głupotom
Radzić. A i u nich wszakże
Nie masz na upór lekarstwa.
I właśnie podobnie jest z tym nieszczęsnym pomysłem, pozwoli Pan, iż tym razem nie nazwę tego tworu deptakiem. Tu powrócę tylko do wielu definicji, które mimo upływu lat, mody, etc. uparcie przypisują deptaki miejscowościom wypoczynkowym, bądź nawet tylko kurortom, bo tam drzewiej bywały elity, bywało państwo, etc. Ale pal diabli, czasy się zmieniły, choć znowu jakby coraz częściej bywają elity. Rzecz w tym, iż te wszystkie rzekome deptaki, bo w rzeczywistości to co mamy w Krakowie, Wrocławiu, etc. to w gruncie rzeczy uliczne teatry, takie współczesne variete, do którego dokładne jest coraz więcej funkcji stricte merkantylnych. Osobiście razi mnie np. widz „kontemplujący” kulturę, zajadając się hot dogiem, czy innym ulicznym „przysmakiem”, często wyprodukowanymi w urągających warunkach, kurzu, spalin, kichających przechodniów, etc., bądź pijąc kolejnego „browara”. To jak sądzę urąga nieco kulturze, choćby i podkasanej. A jeśli w wielu z tych miast te neo deptaki znalazły swoje miejsce, to może poza miastem Łódź, w której wtłamszono go na główną ulicę, zamykając ją wszakże dla ruchu, nigdzie indziej takiego numeru nie wykręcono. Pietryna zresztą, zdecydowanie bije ul. Zwycięstwa ofertą profesjonalnej gastronomii, hoteli. Koszalin natomiast, miasto zbudowane na osi głównej ulicy, nie może pozwolić sobie na taki desperacki uczynek, całkowitego wyeliminowania ruchu, tym bardziej, że ów twór we wtłaczanym tam kształcie, funkcjonowałby zaledwie przez góra trzy miesiące, oraz przez to, iż pomysłodawcy krępują ten ruch jedynie na krótkim odcinku ulicy. W mieście jest mnóstwo miejsc, które choćby ze względu na usytuowane tam już istniejące ośrodki i instytucje kultury, predestynują do tego zdecydowanie bardziej niż centrum miasta, niż jego główna arteria. Pamięta Pan zapewne długą, zawiłą i co ważne niczego nie zmieniając dyskusję Mazura i jego żony, wyrażoną już w tytule, która ostatecznie do stanu biednej suki niczego nie wniosła, w niczym go nie zmieniła. I podobnie jest z tą naszą dyskusją. Pal licho, deptak to, czy nie, promenada to, czy nie, choć biegnie tam nawet jakiś szlak turystyczny, ale jedno jest oczywiste i przyzna to zapewne miejski architekt, iż nie jest to szczęśliwy wybór miejsca.

Pozdrawiam.

  • 1 Strona
  • 1
  • 2