To była pierwsza lekcja demokracji
Jest rok 1980. Jak pan trafił do Solidarności?
- Pracowałem wówczas w dużej firmie Unitra Unima i koledzy inżynierowie wytypowali mnie na swojego przedstawiciela. Włączyłem się więc, jako sekretarz, w budowanie pierwszego komitetu strajkowego. A później było budowanie organizacji zakładowej, następnie struktur miejskich, a ostatecznie zostałem wybrany na stanowisko przewodniczącego regionu.
To nie były ani łatwe, ani bezpieczne czasy. Trudno było ludzi zmobilizować do działania?
- Ale sytuacja też nie była łatwa. Iskierką, która zapaliła beczkę prochu, była podwyżka cen żywności. Ale były też inne nawarstwiające się od dawna problemy. Choć samo wejście w struktury Solidarności było rzeczywiście trudną decyzją. Trzeba było bowiem wypisać się ze starych związków, co oznaczało utratę wielu przywilejów, jak choćby zasiłki czy kasa zapomogowo-pożyczkowa. I z perspektywy zwykłego człowieka to był prawdziwy akt odwagi. No i do objęcia funkcji związkowych nikt się nie palił, bo jednak wszechobecne było poczucie, że taka działalność może się źle skończyć.
Spodziewał się pan, że rok później zostanie internowany?
- Nie, takich kalkulacji nie było. Chcieliśmy zmieniać rzeczywistość, dlatego bardzo szybko pojawiły się postulaty, które miały doprowadzić do powstania samorządności - lokalnej, gospodarczej, sądowniczej. Wydawało nam się, że siła wielomilionowego związku pozwoli nam pokojowo i ewolucyjnie zmieniać rzeczywistość. Taką nadzieję mieliśmy. I świadomie rezygnowaliśmy z radykalizmu, żeby nie zaprzepaścić tej szansy.
Jak pan myśli, czy gdyby nie Sierpień 80, to potem wydarzyłoby się to wszystko, co doprowadziło do obalenia komunizmu w Polsce?
- Tak. Trzeba sobie uzmysłowić, że wtedy, w roku 1980, uczyliśmy się demokracji. Zebrania nieraz trwały do późnej nocy, a my głosowaliśmy nad kolejnością głosowania wniosków. Uczyliśmy tysiące ludzi demokracji - jak się porozumiewać, budować program, formułować postulaty. To zaprocentowało dziewięć lat później. I trzeba o tym pamiętać. Ruch obywatelski w 1989 roku nie istniałby, gdyby nie Sierpień 80.
Czym są dla pana obchody jubileuszowe, które przed nami?
- Okazją do spotkania kolegów i przypomnienia o ważnych wydarzeniach tamtych czasów, ale przede wszystkim okazją do podziękowania zwykłym ludziom, którzy wtedy działali w drugim, trzecim czy czwartym szeregu i wykonywali niezwykle ważną pracę, o której czasem się nie pamięta. To święto ma służyć przypomnieniu heroicznych postaw zwykłych ludzi, nie działaczy. Bo największy ciężar i największe represje spadły właśnie na ich barki. I o tym trzeba pamiętać.
co, gdzie, kiedy...
25 sierpnia, Koszalińska Biblioteka Publiczna, pl. Polonii 1
- godz. 10: otwarcie wystawy pn. Koszaliński karnawał Solidarności 1980-1981
- godz. 10.15: otwarcie spotkania
- godz. 10.45: inscenizacja sztuki "Ku wolności" autorstwa Aleksandry Smokowskiej
- godz. 11.25: prelekcja Wiesława Romanowskiego (Instytut Polski w Mińsku) pt. "Solidarność i jej otwarta tradycja"
- godz. 12: prelekcja Michała Siedziako (IPN Szczecin) pt. "SB wobec Solidarności w województwie koszalińskim w latach 1980-1981"
- godz. 13.15: projekcja filmu "Koszalińska Solidarność"autorstwa Romana Barcikowskiego i Marka Pysza
- godz. 13.35: panel dyskusyjny (Andrzej Watemborski, Paweł Michalak, Wiesław Romanowski, Elżbieta Potrykus, Wiktor Szostało, Zygmunt Bąk, Klemens Bieliński i Bogusław Pałka)


























Kontakt:
Wybory wtedy i dziś.
Może i p. Michalak jest godnym kandydatem ? Był swego czasu szefem Regionu "S", chyba nawet SZEFEM. Dziś natomiast mamy w koszalinskiej "S" najżywszy dowód twierdzenia piekłoszczyka Uljanowa (ksywa "Lenin"), iż w socjaliźmie i kucharka może być ministrem. Adnażdy, w sajuzie z sajuzem TRUDNO ROKOWAĆ SUKCES TEMU KANDYDATOWI, wtarowo karnawała nie budiet.