drukuj

Co nam zostało z tych lat: dach amfiteatru

Kategorie:
Tagi:
Zachowane zdjęcia i relacje z budowy dachu koszalińskiego amfiteatru

Podobno decyzję o zadaszeniu amfiteatru podjęto aby efekt wielomiesięcznych i kosztownych przygotowań miasta do centralnych dożynek w 1975 r. nie został zmarnowany w razie deszczu złym humorem ówczesnego przywódcy PZPR, Edwarda Gierka.

Koszaliński amfiteatr został oddany do użytku dwa lata wcześniej i początkowo składał się jedynie z widowni i sceny. Później dobudowano nad sceną obrotowy dach, który po automatycznym wypionowaniu (układ hydrauliczny siłowników) stawał się ekranem o wymiarach 12 x 9 metrów. Przy okazji organizacji w Koszalinie Centralnych Dożynek pojawiła się idea, aby dach miał cały amfiteatr (był to tzw. plan B na wypadek niepogody). Z propozycją zaprojektowania takiego zadaszenia zwrócono się do prof. Filipkowskiego z koszalińskiej Wyższej Szkoły Inżynierskiej, ale nawet on nie sądził, że szybko dojdzie do jego realizacji. W jednym z wywiadów mówił: - To było dla mnie takie ćwiczenie. W projekcie zastosowałem bardzo wiele nowatorskich, niespotykanych wówczas rozwiązań, które omawialiśmy w naszym uczelnianym gronie.

W początkach lutego 1975, dwa tygodnie po zapadnięciu decyzji o organizacji Centralnych Dożynek w naszym mieście, ówczesny sekretarz KW PZPR w Koszalinie Jan Kurylczyk zapisał w swoim dzienniku:

„Dwie sprawy związane z dożynkami zaczynają urastać do rangi problemu. Zadaszenie amfiteatru i budowa stołówki na 2,2 tys. osób, którą w dzień dożynek można będzie wykorzystać jako miejsce lokalizacji punktów gastronomicznych, z późniejszym przeznaczeniem na stołówkę dla studentów. Zadaszony amfiteatr będzie największym w województwie kinem i salą widowiskową. (...) Trzeba będzie pojeździć w tych sprawach, jeśli coś z nich ma wyjść.. Przydziały stali, wykonawstwo, przecież obiekty potrzebne są na... wrzesień tego roku. Prezydent (Kokowski), I sekretarz Komitetu Miasta i Powiatu PZPR (Czyżewski) i ja mamy to załatwić, więc wspólnie do Warszawy, Katowic i Legnicy. „Legmet" jest tym kontrahentem, który może na wariackich papierach zmontować dach amfiteatru."

Również na wariackich papierach były załatwiane konkretne ustalenia: minister z Komisji Planowania obiecał załatwić pomoc decyzją uchwały rządowej, co w czasach realnego socjalizmu, istnienia tzw. „problemu uszczelki", „braku mocy przerobowej" itp. w gruncie rzeczy niewiele znaczyło. Na szczęście istniała również droga nieoficjalna: tak to wspominał tow. Kurylczyk:

„Spotkanie z dyrektorem zjednoczenia wykonawczego. Jakoś ukryłem swoją polityczną ułomność - abstynencję. I już koło wieczora padły męskie pocałunki z dubeltówki i oczekiwane: „Mówcie mi Ziutek, ja wam wszystko p...nę. I ten amfiteatr, i stołówkę"! I były to stwierdzenia znacznie ważniejsze (niestety) niż zapowiadana przez ministra W. decyzja o ukazaniu się uchwały rządu na temat dożynek i spodziewanej pomocy, jaką miała nam ona przynieść.

Ziutek p...nie! I to większa gwarancja niż uchwała, bo my - a ja szczególnie – zapamiętałem stwierdzenie, pojutrze polecą zlecenia i na miły Bóg, będą wyegzekwowane. Co pomoże uchwała, jeśli każdy może zasłonić się budową o superpriorytecie, zbilansowanym portfelem robót, brakiem materiałów i setką innych argumentów na „nie". A z drugiej strony każde przedsiębiorstwo (licho wie skąd) ma swoje rezerwy, luki i luzy. Stąd Ziutek cenniejszy od uchwały!"

Pozostało jeszcze dogadać się z wykonawcą – legnickim „Legmetem". Rozmowy zakończyły się sukcesem, choć miały - jak wspominał uczestnik - chwilami surrealistyczny charakter: oto bowiem dyrekcja przedsiębiorstwa podjęła się realizacji konstrukcji dachu pod warunkiem... wybudowania dla zakładu domu wypoczynkowego nad morzem.Sprawę uzgodniono pomyślnie.

Stanowiące rusztowanie dla dachu rury wyprodukowane przez „Legmet" mające prawie metr średnicy, do Koszalina przyjechały w częściach i na miejscu były spawane w całość. Jedne z kluczowych elementów - 18-metrowe obręcze, które biegną po zewnętrznych obrzeżach dachu i na których dach został oparty - również powstały w Legnicy i stamtąd zostały przetransportowane koleją do Koszalina. Przęsła podnosili fachowcy gdańskiego „Mostostalu" przy pomocy potężnych dźwigów sprowadzonych z Rafinerii Gdańskiej (udźwig 75 ton). Koszalińscy strażacy dostarczyli 30-metrową drabinę i agregat prądotwórczy z reflektorami, ponieważ cała operacja trwała od wczesnych godzin rannych do późnej nocy 18 sierpnia 1975. Jak wspominał profesor, gdy powstawał dach, w tym samym czasie na widowni zawsze siedziało kilkadziesiąt osób i obserwowało postępy prac, czasami bili nawet brawa. Wcześniej z równym zainteresowaniem przyglądali się pracy ogromnego kafara wbijającego pale mające utrzymywać całą konstrukcję dachu przez ekipę Poznańskiego Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych; kafara, który nawiasem mówiąc dość często się psuł, budząc ogólny niepokój co do ukończenia robót w terminie.

Jednak 18 sierpnia - a więc trzy tygodnie przed dożynkami, nad amfiteatrem zawisła wiecha. Zaś w sobotę, 6 września na liczącej 4000 miejsc i wypełnionej po brzegi widowni składającej się z uczestników ogólnopolskiego spotkania młodzieży "Koszalin-75", zasiadł On - I sekretarz KC PZPR, tow. Edward Gierek w towarzystwie premiera Piotra Jaroszewicza, Henryka Jabłońskiego i przyszłych premierów: Edwarda Babiucha, Józefa Pińkowskiego, marszałka sejmu Stanisława Gucwy i świty sekretarzy: Barcikowskiego, Żandarowskiego, Macha, Kozdry i innych.

Szczęśliwie tego dnia nie padało; szczęśliwie, ponieważ dach uszczelniono dopiero po dożynkach. Jednak tow. Gierek nie uniknął deszczu i zmókł następnego dnia podczas głównej uroczystości dożynkowej - na niezadaszonym stadionie „Gwardii".

Zadaszony amfiteatr stał się w latach 70 i 80 miejscem, w którym wiele się działo: przede wszystkim w czasach, gdy nikomu nie śniły się kina 5D, projekcja filmu na taśmie 70 mm była sporym przeżyciem (tam oglądałem pierwszy raz klasyczny dziś film o super helikopterze „Błękitny Grom" z Royem Scheiderem). Na scenie występowały też głośnie niegdyś gwiazdy: zespół The Rubettes, Sal Solo i Classix Nouveaux, Goombay Dance Band i Afric Simone, który doprowadzał widownię do szaleństwa akrobatycznymi popisami przy przeboju „Ramaya". W latach 80 tam tam właśnie widziałem rozpoczynający dopiero wielką karierę zespół Republika z Grzegorzem Ciechowskim, tam też występował Józef Skrzek p rozpadzie zespołu SBB. Oj, działo się, działo... Ostatnie lata to jedynie kilka imprez w roku z Kabaretonem na czele, corocznymi gościnnymi występami opery i paroma mniej lub bardziej udanymi koncertami mniej lub bardziej znanych wykonawców (ostatnio BudkiSuflera). Filmów już się nie wyświetla...

Zdjęcia

  • Zachowane zdjęcia i relacje z budowy dachu koszalińskiego amfiteatru
  • Dach w trakcie budowy (fot. J. Piątkowski)
  • Dach w trakcie budowy
  • Dach w trakcie budowy
  • Koszaliński amfiteatr - jeszcze bez dachu

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Piter
Piter czw., 2010-10-07 10:40

Lato 2010

W tym roku (wyjątkowo) kilka ciekawych i przede wszystkim różnorodnych imprez w koszalińskim amfiteatrze się odbyło. Oprócz znanego w całej Polsce „Kabaretonu”, na deskach amfiteatru wystąpiła Agnieszka Chylińska, koncertował zespół Bajm (TKK Max), w ramach 30-lecia Festiwalu Generacje pokazały się dwie wielkie gwiazdy ciężkiego grania – Vader i Napalm Death, filharmonia wystawiła „Traviatę” Verdiego i świetne widowisko „Carmina Burana” Carla Orffa, na 30 lecie Solidarności zaśpiewali Majka Jeżowska i Andrzej Rosiewicz oraz swój występ miał Jan Pietrzak. Odbył się również festiwal muzyki disco polo ( Disco Bandżo), publiczność bawił kabaret Neonówka a w ramach Dni Koszalina swoje przedsięwzięcia zaprezentowali wychowankowie m. in. Pałacu Młodzieży i CK 105. Dla jednych to mało, dla innych dużo. Należy mieć tylko nadzieję, że w przyszłym roku imprez będzie więcej i nie będziemy się musieli wstydzić, że mając taki amfiteatr nie potrafimy go w pełni wykorzystać.