Dyrektorze ZDM-u, tu też są niemonitorowane znaki
Swego czasu przeczytałem wypowiedż dyrektora ZDM-u (notabene drugi raz będącego dyrektorem; za pierwszym razem obraził się na dyrektorowanie i zrezygnował z tej " odpowiedzialnej" posady, moim skromnym zdaniem była to dobra decyzja dla miejskich ulic), który oświadczył, że monitoruje ruch samochodów na skrzyżowaniach i ocenia, które pasy ruchu są przydatne, a które należy wyłączyć z ruchu samochodowego.
Tak ta praca go zaabsorbowała, że nie ma już czasu monitorować dziur w nawierzchni miejskich ulic. Należy też wspomnieć o różnego rodzaju studzienkach, których poziom jest zawsze niższy od nawierzchni asfaltu, tak na starych, jak i nowych ulicach.
W tej sytacji trudno czepiać się aktualizacji znaków drogowych - i tak tylko jednego ZDM używa na co dzień, a jest to znak A -11, oznaczający nierówną drogę.
Być może ktoś napisze komentarz: co ma zrobić dyrektor, kiedy nie ma pieniędzy? Uprzedzę taką odpowiedź innym pytaniem: skąd się biorą pieniądze na utrzymanie kilku urzędników i dyrektora Zarządu Dróg Miejskich? Czy dyrektor, zamiast z niecierpliwością wyczekiwać na comiesięczną kasę, nie mógłby wziąć drabinki, kluczy i zająć się aktualizacją zanoków? Chociaż tyle, czy może aż tyle?






























Kontakt:
A co z kierowcami?
Ciekawa sprawa, że atakujesz tylko dyrektora ZDM-u. Zwróć uwagę, że na zdjęciach widać samochody, które ktoś zaparkował i to zaparkował źle, tam gdzie nie wolno tego robić.
Jasne, nieaktualne znaki i dziurawe drogi to wina ZDM-u, ale bezmyślność kierowców też trzeba piętnować. W końcu te wszystkie znaki po coś tam stoją.