drukuj

Gra na wielu bębenkach

Kategorie: Tagi:
Najnowszy film Thomasa McCarthy’ego jest niezwykle oszczędny w środkach. Daleko mu do hollywoodzkiej superprodukcji. Subtelny, mądry, ze świetną muzyką Jana A. P. Kaczmarka. Gorącym fanom "dzieła" "Avatar" zdecydowanie nie polecam. Nuda.

Walter Vale jest inteligentny- publikuje książki i wykłada ekonomię na prestiżowej uczelni w Nowej Anglii. Walter Vale jest ambitny- mimo pewnych trudności jakie stwarza wiek, nie rezygnuje z próby nauki gry na fortepianie (w końcu teraz tylko tak może zbliżyć się choć na moment do swojej nieżyjącej żony pianistki). Walter Vale jest schludny- ma dobrze skrojony garnitur i porządek w elegancko urządzonym mieszkaniu. Walter Vale jest…samotny- zawsze sam wśród ludzi.

 

Najnowszy film Thomasa McCarthy’ego jest niezwykle oszczędny w środkach. Daleko mu do hollywoodzkiej superprodukcji. Nie ma w nim rozmachu, efektowności, wciągającej wartkiej akcji. Brak mu też -tak zwanego- rozmachu w obsadzie- Richard Jenkins, Haaz Sleiman, Danai Gurira, Hiam Abbass to nie są nazwiska na które „się chodzi”. A mimo to „Spotkanie” jest wyjątkowe. Opowiada historię nobliwego profesora, który pewnego dnia- przybywając do Nowego Jorku na organizowaną tam międzynarodową konferencję ekonomiczną- zatrzymuje się w opuszczonym dotąd mieszkaniu. Ku jego zaskoczeniu okazuje się, że zasiedliło się w nim dwoje nieproszonych gości – emigrantów: Syryjczyk Terek (Haaz Abbass) i jego ukochana z Senegalu, Zainab. Wiedząc, że młodzi nie mają się gdzie podziać Walter proponuje im tymczasową gościnę. Jak to zwykle bywa- początki nie są łatwe, bo i o czym mogą rozmawiać: poważny profesor ekonomii oraz tryskający energią syryjski muzyk i dziewczyna, której pasją jest artystyczne rękodzieło? Terek zarabiający na życie graniem koncertów na afrykańskich bębnach, spędza popołudnia grając z grupą przypadkowych muzyków w pobliskim parku. Jego życiową dewizą wydaje się być raczej carpe diem niż rozwaga i nieufność, którym podporządkowała życie na obczyźnie Zainab. Walter jest z innego świata- jego dni są wypełnione wykładami, konferencjami, spotkaniami. Walter jest u siebie- bezpieczny. Zawsze  zorganizowany, skrupulatny, rzeczowy, obowiązkowy i …samotny. Jedyne towarzystwo w domowym zaciszu, na jakie może liczyć to kieliszek dobrego, czerwonego wina. I nagle profesor zaraża się pasją do bębnów- najpierw trochę nieśmiało, potem coraz swobodniej zaczyna wystukiwać afrykański rytm- na trzy, nie na cztery- jak zauważa Terek- może przyszedł czas na zarzucenie klasyki. Energia i odmienność jaką wprowadzają w życie Waltera emigranci jest pociągająca, może nie hipnotyzująca, ale to niespodziewany i niezastąpiony powiew świeżości. Walter chyba czekał na niego od dawna. A może już zwątpił, że kiedykolwiek się przydarzy. Nie liczył też już pewnie na poryw serca- a i ten odnalazł go, gdy próg jego nowojorskiego mieszkania przekroczyła Mouna…

Ale obraz McCarthy’ego traktuje także o polityce. Nie sztandarowo, bez krzykliwych haseł i propagandowej nauki. Pokazuje raczej zwykłych ludzi uwikłanych w system urzędniczych praw, stykających się na co dzień z bezdusznością litery prawa, kaleką administracją, niedoskonałym aparatem imigracyjnym. Bo Ameryka to nie ziemia obiecana i kraj mlekiem i miodem płynący. Ta multietniczna puszka może być groźna, zbyt bliskie z nią spotkanie grozi wybuchem. Amerykański sen bowiem czasem przemienia się w koszmar.

O tym, że na zmianę nigdy nie jest za późno. O tym, że potrzeba bliskości i bycia potrzebnym jest taka sama pod każdą szerokością geograficzną. O tym, że niezależnie od koloru skóry i osobowości, poświęcenie, obcowanie z drugim człowiekiem i zwyczajna rozmowa jest czymś najcenniejszym. O tym wszystkim i o jeszcze paru wielkich rzeczach jest ten skromny film.

Zdjęcia

  • "Spotkanie" reż. Thomas McCarthy

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać