drukuj

Jestem zwyczajnie szczęśliwy

Kategorie: Tagi:
- Irlandia to świetny kraj. I ja, i moi znajomi z całego świata, żyjemy ty pełnią życia - uważa Michał Stawiński.

Michał Stawiński pochodzi z Koszalina. Tu ukończył popularnego "dibulca", a później wyjechał na studia do Szczecina. Po czterech latach, już jako magister filologii germańskiej, zdecydował się emigrować na Zieloną Wyspę.

Mieszka w Irlandii już prawie cztery lata i uważa, że to była doskonała decyzja.

- To był rok 2006, wielu Polaków masowo wówczas wyjeżdżało do Anglii i Irlandii, również moi znajomi - wspomina pan Michał. - Postanowiłem też spróbować, wyjechać, zarobić i pewnie po roku (tak zakładała większość osób) - wrócić.

Ułatwiony start

Michał zdecydował, że pojedzie do Dublina. - Tam, bo dzięki życzliwości znajomych, którzy wyjechali kilka miesięcy wcześniej, mogłem liczyć na dach nad głową i tak zwaną pierwszą pomoc - wyjaśnia. - Od razu po przyjeździe zgłosiłem się do agencji pośrednictwa pracy. Liczyłem się z tym, że będę pracował fizycznie. I tu spotkała mnie miła niespodzianka.

Łut szczęścia

Ktoś w agencji, przeglądając dokumenty aplikacyjne Stawińskiego, zwrócił uwagę na jego znajomość niemieckiego i doświadczenie w obsłudze klienta. - Doświadczenie takie miałem, ponieważ podczas studiów pracowałem w niemieckiej firmie, gdzie przez telefon obsługiwałem klientów - opowiada koszalinianin. - Udało się, już po dziesięciu dniach od przyjazdu dostałem pracę i jestem tam do dziś.

Michał Stawiński jest zatrudniony w firmie świadczącej usługi finansowe. - Nikomu nie przeszkadzał mój brak wykształcenia i doświadczenia w tej dziedzinie - wspomina. - Pracodawcy wychodzą z założenia, że każdego można wszystkiego nauczyć. Nikt też nie weryfikował informacji, które zawarłem w CV. Sprawdzono jedynie referencje. Agencja faktycznie dzwoniła do moich poprzednich pracodawców.

Początkowo nasz ziomek zajmował się księgowaniem płatności klientów jednego z niemieckich dostawców usług internetowych. - Praca z cyferkami, nic fascynującego, ale na początku oczekuje się spokoju i stabilizacji - tłumaczy. - Aktualnie robię to, co lubię, mam kontakt z ludźmi. Upewniam się, że klienci korporacyjni pewnej dużej firmy na rynku reklamy internetowej płacą faktury na czas. Troszczę się o to, by księgowanie po naszej stronie przebiegało bez problemów i pomagam im w przypadku trudności - wyjaśnia pan Michał. - Tu już można liczyć na pełne spektrum emocji, bo nie każdy lubi płacić. Razem z kolegą i koleżanką z Niemiec opiekujemy się klientami niemieckojęzycznymi, Czechami i Słowakami. Od pewnego czasu mam okazje korzystać w pracy również z ojczystego języka - w moim portfolio znalazły się polskie firmy.

Nie samą pracą ...

Firma, w której pracuje Stawiński to prawdziwa arka Noego. - Moich dwustu kolegów pochodzi z trzydziestu ośmiu krajów - wyjaśnia. - Takie międzynarodowe znajomości mają swoje przedłużenie w życiu prywatnym. To cudowna okazja do poznania naprawdę różnych kultur. Jestem bardzo szczęśliwy, że jestem tu, gdzie jestem. Irlandia to wspaniały kraj, ludzie są otwarci i przyjacielscy, można żyć pełnią życia - zdradza Michał Stawiński. - Najtrudniejsze pytanie, na które przychodzi mi odpowiadać, to to o powrót do Polski. Odpowiedź zwykle brzmi: tak. Ale unikam deklaracji co do terminów.

Zdjęcia

  • - Irlandia to świetny kraj. I ja, i moi znajomi z całego świata, żyjemy ty pełnią życia - uważa Michał Stawiński.

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać