Korona piwowarów - tajemnica koszalińskiego świecznika
Świecznik w kościele świętego Jacka w Słupsku. Wszystko wskazuje na to, że jest to zaginiona „korona piwowarów”.
W 1945 roku zniknął w tajemniczych okolicznościach. Najprawdopodobniej się odnalazł. W Słupsku.
Ten wielki świecznik nosił nazwę „korona piwowarów”, bo ufundował go właśnie ten koszaliński cech. Został zamówiony w 1606 roku, u norymberskiego mistrza Fischera. Gotowy świecznik zawisł w kościele Mariackim w Koszalinie 10 marca 1607 roku.
Jego pojawienie się miało związek z planami księcia Franciszka z rodu Gryfitów, do którego wtedy należała koszalińska ziemia i zamek w Koszalinie. Otóż zamierzał on się ożenić, a jego wybranką była księżna Zofia z Saksonii. Mieszczanie, oprócz nowych organów, fundując tak majestatyczny świecznik chcieli uczcić to doniosłe dla miasta wydarzenie i pokazać gościom, którzy zjadą się na uroczystość weselną, że koszalinianie to mieszczanie jak się patrzy i stać ich na to, aby ich kościół był równie piękny jak inne świątynie. Ostatecznie związek małżeński między książętami został zawarty w 1610 roku.
Od tamtej pory gigantyczny, i kunsztownie wykończony, świecznik rozjaśniał nabożeństwa i wszelkie inne uroczystości organizowane w świątyni. Choć jego światło było największe, to nie było jedynym, bo oprócz niego w kościele wisiało siedem innych, mniejszych świeczników. Te dotrwały do lat czterdziestych XIX wieku, gdy zdecydowano o przebudowie katedry. Zgodnie z panującą modą postanowiono nadać świątyni neogotycką szatę i pozbyć się wszystkiego, co do tego trendu nie pasowało. Usunięto więc te siedem świeczników i je zezłomowano. Ostała się tylko „korona piwowarów”.
Ostatecznie świecznik znikł z kościoła z 1945 rokiem, tuż przed wkroczeniem armii sowieckiej. Przez długi czas nie było wiadomo, co się z nim stało i czy przetrwał wojenną zawieruchę. Do chwili, gdy postanowiła się tego dowiedzieć Danuta Szewczyk, historyk z koszalińskiego Muzeum, z którą na ten temat rozmawialiśmy.
– Czy wiadomo, co stało się z „koroną piwowarów” w 1945 roku?
– Długo tego nie wiedzieliśmy, ale jakiś czas temu to się zmieniło. Otóż przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Koszalina protestancki superintendent Friedrich Onnasch, odpowiednik katolickiego biskupa, zdjął świecznik wraz z pomocnikami i ukrył go w swoim rodzinnym grobowcu na cmentarzu, który kiedyś istniał w parku okalającym dziś Koszalińską Bibliotekę Publiczną. Sam Friedrich Onnasch został zamordowany przez sowieckich żołnierzy, ale relację tę znamy od jego syna Bernarda. I do niedawna tu ślad po „koronie piwowarów” się urywał.
– Coś się jednak zmieniło...
– Tak. Przygotowując wystawę „1000-letnie dziedzictwo chrześcijańskie Pomorza Środkowego”, trafiłam do kościoła pw. Św. Jacka w Słupsku i od razu rzucił mi się w oczy wielki, wiszący świecznik. Podobieństwo jest uderzające, a rozmiary mniej więcej się zgadzają. Zaczęłam sprawdzać dostępne źródła i okazało się, że świecznik ów słupskiemu Muzeum Pomorza Środkowego podarowała w 1966 roku koszalińska Wojewódzka Rada Narodowa, a potem trafił on do tego kościoła. Wszystko więc by się zgadzało.
– Czy mamy stuprocentową pewność, że to właśnie słynna „korona piwowarów”?
– W tej chwili jeszcze nie. Są pewne drobne różnice i teraz trzeba sprawdzić, czy powstały one w wyniku konserwacji, przeprowadzonej w 1985 r., czy też jest to jednak inny, bardzo podobny świecznik, co jednak wydaje się mało prawdopodobne. Myślę, że niedługo wszystko już będzie jasne.



























Kontakt:
Nadzieja
Pozostaje mieć nadzieję, że w przypadku potwierdzenia, że to "nasz" świecznik,zobaczymy go zawieszonego w naszej katedrze. :-)
Korona piwowarów
Już na pierwszy rzut oka widać,że to nie jest slynna korona piwowarów z naszej katedry. Różnice są widoczne i jest to tylko podobny świecznik..Nasz leży gdzieś ukryty i czeka na odnalezienie.
Korona piwowarów
Już na pierwszy rzut oka widać,że to nie jest slynna korona piwowarów z naszej katedry. Różnice są widoczne i jest to tylko podobny świecznik..Nasz leży gdzieś ukryty i czeka na odnalezienie.
KORONA.
Do rzucania okiem raczej nie zachęcam. Po prostu trzeba zrobić dokładne badania "podejrzanego" świecznika, powinny być na nim znaki wytwórni i odbiorcy, np herb Koszalina. Niech rozstrzygną znawcy wytwóczości norymberskich rzemieślników. Może gasnący Pan Prezydent zafunduje grant na pracę magisterską/doktorską na ten temat ? Tym może się upamiętnić, a nie tylko wyrżnięciem koszalińskich zabytków.