drukuj

Köslin 1942 - koniec pewnej kariery

Przed gmachem "z lwami" przy dzisiejszej ulicy Andersa

Ostatnia droga do Kołobrzegu na kremację. Z tyłu widać wdowę i współpracowników kreisleitera

Historia Koszalina to również wydarzenia i postacie, o których z różnych powodów niechętnie lub wcale się dziś nie mówi. Taką postacią był również pewien prominentny aparatczyk, Hans Doege.

   Hans Doege urodził się 14 czerwca 1908 roku w Koszalinie, tutaj uczęszczał do szkoły i tutaj uzyskał świadectwo dojrzałości. Gdy po ukończeniu studiów prawa i administracji, 1 marca 1930 roku wstąpił do NSDAP, miał już za sobą staż w Narodowosocjalistycznym Związku Studentów w Halle. Po krótkim okresie pracy w służbie państwowej, towarzysz Doege zajął się pracą partyjną w okręgu Halle-Merserburg. Struktura terenowa NSDAP wyglądała następująco: obszar Niemiec podzielono na okręgi (Gau), których było początkowo 33, a po zagarnięciu nowych obszarów liczba okręgów wzrosła do 43. Te okręgi partyjne pokrywały się z okręgami struktury państwowej (Reichsgau). W ten sposób czasami naczelnik okręgu partyjnego (Gauleiter) był jednocześnie funkcjonariuszem administracji państwowej. Hans Doege był m.in. kreisleiterem w Bitterfeld (co odpowiadałoby funkcji sekretarza powiatowego), kierownikiem redakcji w gazecie "Der Kampf" ("Walka"), należał do SS i do Hitler-Jugend jako Oberbannführer . W czerwcu 1934 roku został mianowany Hauptstellenleiterem okręgu Halle-Merserburg, gdzie zajmował się pracami organizacyjnymi, a także szkoleniem pracowników DAF (Niemiecki Front Pracy).

   Wiosną 1940  roku w jako żołnierz wziął udział w kampanii przeciw Francji. Jednocześnie od stycznia tegoż roku został przeniesiony do okręgu Pomorze i objął kierownictwo swojego rodzinnego powiatu Köslin. Jako kreisleiter był m.in. odpowiedzialny za organizowanie w czasie wojny akcji zbiórek zimowych (Wintershilfe) dla żołnierzy na froncie wschodnim, czy pomocy mieszkańcom zbombardowanych miejscowości.

   23 września 1942 roku ok. godz. 15:30 podczas podróży służbowej, na przejeździe kolejowym trasy Koszalin - Kołobrzeg jego samochód wpadł pod pociąg towarowy. Wypełniony łatwopalnymi materiałami wagon stanął w płomieniach, zaś kreisleiter w wyniku odniesionych obrażeń poniósł śmierć.

   Jego pogrzeb był w Koszalinie wydarzeniem. Przy trumnie ze zwłokami odprawiono wartę honorową a oddział Schutzpolizei oddał salwę honorową. Następnie ciało uroczyście przewieziono do Kołobrzegu, gdzie poddano je kremacji.

   Pozostało po nim jedynie kilka zdjęć w zachowanej w koszalińskim archiwum gazecie "Kösliner Zeitung". I ten drukowany tam życiorys, dość typowy dla milionów Niemców tamtego pokolenia (w 1944 NSDAP liczyła 8,5 miliona członków). Być może gdyby przeżył wojnę, nie zostałby nawet sądzony; przeszedłby tzw. proces denazyfikacji i dożyłby zjednoczenia Niemiec w 1990 r.

Zdjęcia

  • Przed gmachem "z lwami" przy dzisiejszej ulicy Andersa
  • Warta honorowa
  • Salwa honorowa
  • Nekrolog w "Kösliner Zeitung", wrzesień 1942 r.

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Adam Wolski
Adam Wolski pt., 2010-03-26 14:20

Błąd

Nie wiedzieć czemu, bohaterowi tekstu zmieniłem imię: nazywał się Max Doege. Ech... człowiek sprawdza każdy przecinek, a tu taka wpadka {:-(

Wik
Wik pt., 2010-03-26 17:03

Historia Koszalina pana Wolskiego

Pisze pan, że historia Koszalina to również wydarzenia i postacie o których z rożnych powodów niechętnie się mówi. A pan by chciał byśmy zachwycali się sylwetkami
hitlerowskich funkcjonariuszy NSDAP i SS. Proszę pana jest to jakieś nieporozumienie, nie ten wątek historii nas interesuje. Zapędza się pan w mroczny zaułek. Czy to trochę nie zakrawa na przywoływanie treści faszystowskich.

Wik
Adam Wolski
Adam Wolski pt., 2010-03-26 19:04

To jest nieporozumienie

Skąd wniosek, że chciałbym, byśmy zachwycali się sylwetkami hitlerowskich funkcjonariuszy NSDAP i SS? Czy o to samo oskarżyłby pan wszystkich autorów biografii Hitlera (np. Allana Bullocka), Himmlera, Goebbelsa itd.? Czy nam się to podoba, czy nie, to są postacie, które odegrały mniejszą czy większą rolę w historii i nie widzę powodu, by to przemilczać w imię jakiejś "poprawności politycznej". I proponowałbym również mówić za siebie; takie formułki: "... nie ten wątek historii NAS interesuje. Zapędza się pan w mroczny zaułek" wypowiadali pół wieku temu komunistyczni cenzorzy tym, którzy chcieli opublikować np. biografie przedwojennych polskich polityków. Mogłem oczywiście dać tutaj jedynie dwa czy trzy stare zdjęcia z 1942 roku z widocznym fragmentem b. Urzędu Wojewódzkiego i lakonicznymi podpisami, ale pomyślałem sobie, że skoro w Regopedii bez problemu przedstawia się sylwetki hitlerowskich dowódców koszalińskiego garnizonu, a nawet sam podpułkownik Wojciech Grobelski poświęcił stacjonującym w Koszalinie oddziałom Wehrmachtu parę stron swojej książki, to dlaczego nie przypomnieć również innych nieznanych faktów z historii miasta?

Adam Wolski
Adam Wolski czw., 2010-04-08 21:55

Faktycznie

Dziękuję za podpowiedź. Dopiero teraz znalazłem opcję: "edytuj" [:-)

Wik
Wik ndz., 2010-04-11 14:09

Nieporozumienie z Maxem

Skąd taki wniosek ? – z pana przekazu, z pana komentarza, tej szczególnej refleksji, którą zwieńczył pan życiorys byłego koszalińskiego nazisty.
Max Doege był w pierwszym rzędzie nazistą od młodych lat, członkiem NSDAP oraz SS Himmlera, najbardziej brutalnej, przestępczej organizacji hitlerowskich Niemiec, uznanej po wojnie w Norymberdze za organizację zbrodniczą.
Funkcję koszalińskiego kreisleitera pełnił właśnie z tytułu brutalnego opanowania przez nazistów i ich zbrodnicze formacje życia politycznego i publicznego w hitlerowskich Niemczech.
To tacy młodzi Niemcy jak Max Doege, tworzyli bojówki partyjne i dokonywali brutalnych aktów przemocy, wynosili Hitlera do władzy. Umacniali jego reżim i tworzyli w Niemczech zbrodniczy, totalitarny system państwowy, który zgotował holokaust narodu żydowskiego i miliony ofiar wśród innych narodów. Gdyby Doege nie zginął w wypadku pod Koszalinem, wyrządziłby z pewnością jeszcze wiele zła, gdyż SS po 1942 roku odegrała najbardziej zbrodniczą swą rolę. Pod życiorysem nazisty wypadałoby to napisać. Dba pan w swoich tekstach o każdy przecinek, a tu takie przeoczenie. Tych informacji w pana tekście niestety nie ma. Jest pudrowanie gęby.
Ja wiem, że w miarę upływu lat słabnie ostrość widzenia tych spraw lecz chyba nie do tego stopnia, aby wywoływać u obecnego pokolenia koszalinian wrażenie, że były to niby normalne czasy i normalni urzędnicy.
A te pana argumenty, proszę pana jest takie powiedzenie - „ Pod włos to ...”.

Wik
Adam Wolski
Adam Wolski pon., 2010-08-09 14:03

"Normalne czasy"

Przeglądając stare gazety, zarówno te z lat 40, 50 czy 70 widać, że prócz "wytężonej walki na wszystkich frontach" ludzie również normalnie żyli, pracowali, także w strukturach ówczesnych władz państwowych i partyjnych. Dziś, po latach, łatwo wszystkich wrzucać do jednego worka "zbrodniarzy nazistowskich" i "zbrodniarzy komunistycznych"; rzeczywistość jednak nie była czarno - biała, a ludzie mimo zajmowanych stanowisk byli również różni. Nie bronię Maxa Doege, jedynie przypominam tę postać. Może trochę za wcześnie? Może za 100, 200 lat nie będzie już budził emocji takich jak wciąż jeszcze budzi je teraz?