Koszalin, czyli na końcu świata
Ekspres Słupia z Koszalina pojedzie tylko dwa razy w tygodniu. Co gorsza z Koszalina mają zniknąć dwa pociągi pośpieszne Słowiniec (Słupsk - Przemyśl) i Gwarek (Słupsk - Katowice). Takie są zamiary PKP Intercity.
Te plany, jeżeli nic się nie zmieni i faktycznie dojdzie do ich realizacji, oznaczać będą jedno: że Koszalin, oficjalnie nazywany turystyczną stolicą regionu, znajdzie się na końcu świata. Sprawna komunikacja to fundament każdego rozwoju. A ta w dramatyczny sposób, z roku na rok, groźnie się zawęża. Obiecanego lotniska w Zegrzu jak nie było, tak nie ma, dojazd z głębi Polski drogami to istny koszmar, bo najważniejsza, krajowa "jedenastka" coraz częściej, co pokazał ostatni weekend, staje się w praktyce nieprzejezdna (40-kilometrowe korki!). A teraz mają nas zdegradować także kolejowo.
Gdybym chciał teraz wypocząć gdzieś nad polskim morzem albo planowałbym uruchomienie jakiegoś zakładu pracy, to na pewno odpuściłbym sobie Koszalin i okolice. Bo jeżeli lotniska są gdzie indziej, drogi ekspresowe również, a kolej czyni z naszego miasta nie wartą zachodu mieścinę gdzieś na końcu świata, to czego miałbym tu szukać?
Ten komunikacyjny impas to bardzo groźna sprawa i zostało naprawdę niewiele czasu, aby coś z tym zrobić. Wiem, że obecne władze miasta robią tyle, co mogą (a mogą niewiele), aby było inaczej. Prezydent Mirosław Mikietyńki od kilku lat niczym Don Kichot walczy o lotnisko w Zegrzu i co jakiś czas przypomina tym w Warszawie, że dalsze odkładanie modernizacji "jedenastki" to dla naszego regionu drogowa zapaść. Pewnie i teraz zaprotestuje przeciwko planom PKP. Być może jednak, że właśnie nadszedł czas, aby skończyć z delikatną dyplomacją i zareagować ostro i bez pardonu. Nazwać rzecz po imieniu (a przede wszystkim bardzo głośno), że taka polityka to granda w biały dzień i stopniowe spychanie nas do samorządowej, czwartej ligi. Bo inaczej zepchną nas amen.
Piotr Polechoński
Fot. Radek Koleśnik
























Kontakt:
A na cholerę ta kolej
Zastanówmy się, ile osób jeździ dziś pociągami. Wystarczy wsiąść do któregoś z nich, aby się o tym przekonać. Jeżdżą głównie studenci (bo jeszcze nie mają samochodu). Mielno i tak się nie zapadnie, bo małolaci chcą tu jechać i przyjadą autem lub znajdą sobie na to inny sposób. O lotnisku na razie można pomarzyć. Zresztą poza sezonem ilość pasażerów byłaby znikoma. Najważniejsza rzecz dla nas to uczynienie z krajowej jedenastki, drogi ekspresowej. Tylko to jest rozsądne rozwiązanie na najbliższe lata.
a droga numer 6 to co?
a droga numer 6 to co? sierota? ;-)
Szóstka
Droga nr 6 jest akurat w najlepszej sytuacji. O nią bym się tak nie martwił. Tym bardziej, że łączy Szczecin z Gdańskiem i ma znaczenie dla transportu towarów, więc GDDiA przypisuje jej większą wagę. No i nigdy nie stałem w prawdziwym korku na "szóstce". Natomiast z 11 jest zupełnie inaczej. W sezonie jadą nią wszyscy z południa kraju i o korki, co już było widać w tym roku, nietrudno.