Koszalin: Historia z autobusu MZK
Piątek, 27 stycznia, ul. Traugutta, przystanek autobusowy. Na przystanku kilka osób przytupujących z zimna i oczekujących na autobus. We wnęce przystanku przykucnięty mężczyzna w wieku ok. 20 lat, ubrany w cienki sweterek w niebieski paski. Obydwoma rękoma przytula dziecko w wieku około 2 lat. Maluch otulony w ortalionową, cieką kurteczkę mężczyzny stoi sztywno przytulony do jego piersi. Nie płacze, nie rusza się, jakby nie chciał utracić ani kalorii ciepła. Mężczyzna - chłopiec z czułością go otula, rozciera jego policzki, jakby pocieszał, że to jeszcze tylko chwila...
Godzina 14.25 - podjeżdża autobus linii 4. Wszyscy z lubością wchodzą do pojazdu i rozsiadają się w fotelach w ciepłym, kojącym pomieszczeniu. Straciłem z oczu obserwowaną parę, pomyślałem ogrzeją się, dojadą do domu, może nie przeziębią się ...
Na następnym przystanku jakieś zamieszanie. Pan kierowca wstał zza kierownicy, odwrócił się do pasażerów i gestami coś nakazywał. Nie mówił, nie pytał, ale jakimś niemym poleceniem nakazał komuś wysiąść z jego autobusu. Pomyślałem - pewnie jakiś gapowicz lub pijak naraził mu się, ale nie... Widzę podnoszącego się cienko ubranego mężczyznę z przytulonym do jego ciała brzdącem. Ociężale podniósł się, przeszedł ponaglany gestami kierowcy do wyjścia i razem znowu pochłonięci zostali przez mróz na pustym przystanku. Za chwile autobus prowadzony przez służbowo, elegancko ubranego kierowcę, potoczył się w swoją marszrutę.Tylko przez szybę widziałem wolno człapiącą parę zziębniętych niedoszłych pasażerów, którzy jak gdyby z ciepłego lata przez pomyłkę wpadli w środek coraz bardziej obudzonej zimy.
Pewnie tak nakazywał regulamin, pewnie będzie za to premia. Ale gdy spotka ktoś przymarzniętych niedoszłych pasażerów niech wezwie odpowiednie służby, które zgodnie z kompetencjami służbowo zajmą się nimi...



























Kontakt:
Trzeba było dzwonić!
Panie Kowall, historia wzruszająca! Zachowanie kierowcy pewnie naganne, ale nie wiemy dlaczego tego człowieka wyprosił.
Mnie zastanawia coś innego. Nikt nie zapytał, dlaczego ten człowiek jest na wpół rozebrany? Nikt nie zadzwonił na policję, żeby się zainteresowali, co facet w samym sweterku ze zziębniętym dwulatkiem robi na przystanku?
Jeszcze wiele musimy się nauczyć...
"(...)Ale gdy spotka ktoś
"(...)Ale gdy spotka ktoś przymarzniętych niedoszłych pasażerów niech wezwie odpowiednie służby, które zgodnie z kompetencjami służbowo zajmą się nimi... "
A samemu nie było łaska zadzwonić? Szczególnie, gdy zostali wyproszeni/wyrzuceni z autobusu?
Ten tekst to ma być oczyszczenie sumienia, czy co???