Koszalin: Kwiecień 2011
Ponieważ tradycyjnie miejsc jest mniej niż chętnych, wyścig był pasjonujący. Przegranym pozostało do wyboru wiele możliwości - wybrać przedszkole prywatne (drożej), podrzucać dziecko dziadkom, zrezygnować z pracy i samemu zająć się pociechą lub czekać na dodatkowy nabór. No niech nikt nie mówi, że zostali na lodzie!
W historii miasta kwiecień AD 2011 zapisze się jednak z innego powodu. W tym miesiącu prezydent Koszalina Piotr Jedliński zdecydował o czasowym, eksperymentalnym wyłączeniu z ruchu samochodowego fragmentu ul. Zwycięstwa na odcinku wzdłuż ratusza, katedry i Saturna. W miasto popłynął komunikat mniej więcej takiej treści: jeśli eksperyment się powiedzie, ulica zostanie zamieniona w deptak, jeśli nie - nadal pozostanie ulicą. Czas pokazał, że decyzja była rozpaczliwą próbą wykazania, że władza myśli o zagospodarowaniu centrum, chociaż pomysłu nie ma.
Natomiast całkiem udaną inwestycją miasta było niewątpliwie odnowienie wnętrza i otoczenia teatru. Budynek zyskał nowe wyposażenie, otoczenie nowe oblicze, a ostatni etap modernizacji zaczął się właśnie w kwietniu.
Trudno jednoznacznie zakwalifikować inne wydarzenie kwietnia, jakim była zgoda Walnego Zgromadzenia Wspólników Zarządu Obiektów Sportowych sp. z o.o. na zaciągnięcie kredytów na budowę akwaparku. Zgromadzenie jest jednoosobowe, a tworzy je prezydent miasta Piotr Jedliński. Zobowiązania będą wieloletnie, bo kredyty mają być spłacane przez 20, a może nawet i 30 lat. Zanosi się więc na to, że kolejne pokolenia koszalinian będą zażywały wodnych uciech niejako na kredyt, a kiedy inwestycja zostanie już spłacona, będziemy się pławić we własnym, zabytkowym akwaparku. Łączna wartość kredytów na budowę ma wynieść 63,5 mln zł. Bank, który ich udzieli, zarobi niemało na odsetkach, ale budżet miasta z pewnością bez trudu udźwignie ciężar spłaty rocznych rat, które będą oscylowały w granicach pomiędzy 3-5 mln zł. Trudność w zakwalifikowaniu tego wydarzenia polega na tym, że Zgromadzenie podjęło decyzję 1 kwietnia, co budzi podejrzenia, że całość to primaaprilisowy żart. Analizując dalszy bieg wypadków trudno oprzeć się wrażeniu, że mogło tak być.


























Kontakt: