Koszalin: Styczeń 2011
Z początkiem nowego roku zawsze wiążemy nowe nadzieje. Chcemy, żeby był lepszy, czyli zdrowszy, bogatszy i... - cała reszta życzeń to bezpośrednie pochodne dwóch pierwszych, więc nie będziemy ich tu wymieniać. Tak czy inaczej z całym workiem marzeń i nadziei weszliśmy też w ten rok. Właśnie było świeżo po wyborach samorządowych i nowo wybrany prezydent Piotr Jedliński ogłosił urbi et orbi nazwiska swoich nowych zastępców. Adam Szałek i Andrzej Kierzek, bo o nich mowa, byli w tym momencie całkowicie nieznani, można by rzec anonimowi, co budziło niejakie nadzieje na to, że tacy nieograni w układach politycznych ludzie tchną w działania ratusza nowego ducha. Pod koniec roku można powiedzieć, że nadzieje pozostały nadziejami, a obaj panowie, jak byli anonimowi, tak nimi pozostali. Słychać o nich mało, z czego akurat trudno czynić zarzut, ale i efektów ich pracy jakoś szczególnie nie widać, co już skłania do podjęcia trudu głębszej analizy. To zadanie zostawiamy jednak opozycji.
W styczniu prezydent miasta podpisał umowę dotyczącą finansowania projektu nazwanego Inteligentny Koszalin. Celem projektu było (i jest nadal) zapewnienie powszechnego dostępu do internetu oraz usług elektronicznych mieszkańcom oraz administracji publicznej na terenie miasta. O ile administracji się udało, o tyle mieszkańcy raczej efektów nie odczuwają. Jest jeden wyjątek. Inteligentny Koszalin zainspirował jedną z osób startujących w wyborach parlamentarnych pod koniec roku do opisania swojego wizerunku. Do tematu wrócimy w sierpniu.
Godnym odnotowania wydarzeniem były też obchodzone w styczniu czwarte urodziny naszego tygodnika, co pozostaje w pewnym - aczkolwiek niezamierzonym - związku z poprzedzającym to zdanie akapitem. Słowa klucze to: "inteligencja" i "cztery".
Zima w styczniu była sroga, więc morsy miały dużo radości, zaś drogowcy, co nie dziwi, mniej. Wszyscy jednak pasjonowaliśmy się świńską grypą, która postawiła na baczność służby sanitarne całej Europy. Polska jako jedyny bodaj kraj, dzięki stanowczej i, jak się później okazało, bardzo rozsądnej postawie minister zdrowia Ewy Kopacz, nie zakupiła szczepionek. Epidemia nas ominęła i skończyło się na strachu oraz złorzeczeniach, że w koszalińskich aptekach brakuje płatnych (250 zł) testów na sprawdzenie, czy to ptasią grypę mamy czy inną.


























Kontakt:
Macie jakieś wspomnienia związane ze styczniem 2011?
Piszcie, może poszerzymy tę swoistą kronikę?