drukuj

„Koszalin za trzydzieści lat" - jak sobie wyobrażano miasto w 1975 roku.

Kategorie:
Tagi:
Uczniowie

Jak wyobrażali sobie Koszalin za 30 lat?

Dawno dawno temu, w 1975 r. w pewnej koszalińskiej szkole podstawowej poproszono uczniów klas drugich, żeby napisali, jak wyobrażają sobie Koszalin za dwadzieścia -trzydzieści lat, czyli teraz. Dotarłem do zapisów tamtych dziecinnych marzeń. Czy któreś z nich się spełniły?

Ośmioletni Krzyś marzył o lotnisku - „ale musi być podziemne. I dużo będzie basenów, bo teraz musimy się śpieszyć, żeby nas wpuścili - nie wolno się spóźnić."

Niestety, panie Krzysztofie,  jak pan wie, po trzydziestu pięciu latach na razie Koszalin dysponuje jedynie analizą opłacalności lotniska, w dodatku naziemnego, oraz poza tym samym jednym basenem -  jedynie planami wybudowania basenów w kompleksie zwanym Akwaparkiem.

Lilka: "A na podwórku będą duże, duże piaskownice. Trawniki po których dzieci będą mogły biegać i fontanny. A wszędzie kwiaty i drzewa, ale naprawdę zielone.
I nie będzie "Dzika" tylko spiczasta kawiarnia. I kiosków brzydkich nie będzie, tylko takie ze szkła różowego i zielonego."

Cóż, pani Liliano: co prawda w myśl przepisów wolno już chodzić po trawnikach, ale nie radziłbym tego czynić z powodu zalegających na nich ogromnych ilości psich odchodów. Co do fontann - po trzydziestu pięciu latach mamy ich w Koszalinie mniej, niż wtedy; prawdę mówiąc jest tylko jedna, ale ponieważ rok temu ogłoszono Koszalin „Miastem Czterech Żywiołów", miała z tej okazji powstać jakaś wodna „Instalacja" autorstwa studentów sztuki. Kto wie, może powstanie w przyszłości, może nawet szybciej niż za kolejne 35 lat?

Ale za to zniknął, i to dawno, sławetny bar „Dzik" na rogu Zwycięstwa i Traugutta, serwujący piwo podejrzanym typom. Dziwna spiczasta kawiarnia zamiast niego co prawda nie powstała, ale za to niedaleko (ul. Zwycięstwa) stoi od niedawna dziwacznie zaprojektowany sklep „Biedronka".

Jeśli chodzi o kioski to część z nich rzeczywiście jest ładniejszych: nowe kioski Ruchu są tak jak chciałaś, zielone i mają nawet klimatyzację. Ale sporo jest jeszcze kiosków brzydkich, zwanych popularnie „szczękami", które jednak już niedługo mają zniknąć z centrum miasta.

Andrzejkowi marzyły się wielkomiejskie klimaty:

"Ulice będą szerokie i jezdnie też. Zbudują podziemne przejście i tunele i jeździć będzie podziemny pociąg. A przedszkolaki dostaną zielone listki, na których będzie pisało, gdzie mieszkają i nie zgubią się, bo pan milicjant przywiezie je do domu. I nikt nie będzie krzyczał, że dzieci źle przechodzą przez jezdnię, bo samochody będą jeździły podziemnymi tunelami pod Koszalinem."

Jeżeli pan pamięta, panie Andrzeju, to w pół roku po napisaniu tych słów miał pan już szerokie ulice w Koszalinie. Niestety, ostatnio się je zwęża lub zamierza zwężać poprzez ustawianie na osi jezdni tzw. azyli dla pieszych oraz zamykać poprzez tworzenie projektowanych właśnie „deptaków" ciągnących się wzdłuż licznych banków przy ul. Zwycięstwa . Na podziemne tunele też raczej się nie zanosi, ostatnio potrzeba było kilku lat, żeby podjąć decyzję, by wadliwie zaprojektowane skrzyżowanie Zwycięstwa i Stawisińskiego zamienić na rondo. Co prawda rozpoczyna się właśnie budowa części obwodnicy zw. z niemiecka „ringiem", ale już wiadomo, że nie będą to szerokie jezdnie.

Ale za to zamiast zielonych listków z wypisanym adresem, dzieci dostają dziś od rodziców telefony komórkowe, dzięki czemu pan policjant nie musi ich odwozić do domu. Chyba, że tym telefonem komórkowym kręcą jakieś trefne filmiki.

Joasi marzyła się nowa szkoła:

"Szkoły będą jak wieżowce, ale z windami. I hala sportowa będzie. I ławki inne, żeby wygodnie można było siedzieć. Klasy też muszą być większe, a na przerwy dzieci będą wychodziły do parku. Musi on mieć szklany dach, żeby dzieci nie mokły, jak deszcz będzie padał."

Pani Joanno, ławki rzeczywiście wymieniono. Niestety, szklanego dachu nad parkiem nie wybudowano. Szkoda, przydałby się przy organizacji różnych imprez jak np. „Ulica Smaków", kiedy to właśnie z powodu deszczu całą tę kosztowną imprezę po prostu odwołano - 70 tys. złotych poszło w błoto. Zresztą może obyłoby się nawet bez dachu, wystarczyłoby po prostu opracować wariant B na wypadek złej pogody. Ale to już inny temat.

Za to hala sportowa będzie już niedługo: jest właśnie w trakcie budowy przy ul. Śniadeckich.

Niektóre z dziecięcych wizji były bardzo oderwane od rzeczywistości, np. o rakietach dowożących dzieci ze wsi do szkół w mieście lub o tym, że domy będą obrotowe. Chociaż... przecież w Kołobrzegu istnieje na ostatnim piętrze sanatorium "Arka" obrotowa kawiarnia... Kolega Krzysia, Piotrek napisał:

"...A domy będą okrągłe, wysokie do nieba. W każdym z nich będą windy i ruchome schody. Domy też będą ruchome, odwracane do słońca. Każdy będzie inny, kolorowy, ozdobiony kolorowymi rysunkami. Będą też wille ze szkła i plastyku, dla tych, co nie lubią wysokich domów. A w wieżowcach będą żłobki i przedszkola i nawet basen. I nie będzie, jak przed moim domem, garaży, tylko place zabaw dla dzieci. Garaże będą za miastem, piętrowe i niewidoczne, bo drzewa posadzą wokoło – wysokie."

Panie Piotrze, jeżeli pan nie wie, to informuję: po trzydziestu pięciu latach garaże przed domami mają się dobrze, a ich cena wzrosła; nic też nie wskazuje na to, był jakiś prawny sposób nie tylko na ich likwidację (np. w śródmieściu), ale również na ich przeniesienie za miasto. Chyba, że pod warunkiem wybudowania ich razem z domem jednorodzinnym, (zwanym dawniej willą) przez tych, którzy nie lubią wysokich domów. Natomiast co do przedszkoli - wciąż jest ich za mało, ale właśnie podjęto decyzję o wybudowaniu kilku; co prawda dość prowizorycznie i nie w wieżowcach, ale to chyba akurat dobrze, zwłaszcza, jak się zna w tych wieżowcach np. zapachy w windach.

„Kolorowe rysunki" na kolorowych domach, powstały właśnie wtedy, gdy marzył pan o nich jako dziecko – przy okazji Centralnych Dożynek.Teraz zastąpiły je reklamowe banery, billboardy i plansze, i wie pan co? Sporo osób twierdzi, że zaśmiecają one miejską architekturę.

W ogóle poza pomysłem na obrotowe domy Piotrek trafił jeszcze w paru sprawach:

"I wszędzie będą wisieć obrazy, a fotele w kawiarniach i restauracjach będą podwyższone, żeby dzieci mogły wygodnie jeść lody. A w ogóle to wybudują kawiarnię dla dzieci z lodami i pepsi-colą i zabawkami. I jak mama pojedzie do miasta z dziećmi, a one się zmęczą, to tam posiedzą, a mama dalej będzie chodzić po mieście i wróci do dzieci."

"Sklepy będą pod ziemią, duże i samoobsługowe. Powstaną też wielkie domy handlowe, gdzie będzie można jeździć ruchomymi elektrycznymi schodami. A to, co kupimy, przywieziemy na wózkach, bo siatki ciężko nosić."

Pan Piotr powinien być zadowolony: powstały „wielkie domy handlowe"zwane dziś Centrami Handlowymi i można w nich jeździć ruchomymi elektrycznymi schodami do woli (lub do wyczerpania dobrej woli ochroniarza). Nie trzeba też już nosić siatek, gdyż wszystkie zakupy można przywieźć wózkiem wprost do stojącego na parkingu samochodu. I wszystkie tamtejsze sklepy są takie, jak pan chciał:samoobsługowe. A gdy podczas robienia zakupów (zwanego dziś shoppingiem) dzieci się zmęczą, można je zostawić w specjalnym salonie dla dzieci pełnym zjeżdżalni i basenów wypełnionych kulkami. Nazywa się ten salon: Eldorado i tak sobie myślę, że gdyby przy pomocy jakiejś machiny czasu przenieść nagle w dzisiejsze czasy tamte dzieci i ich rodziców sprzed trzydziestu pięciu lat, wszyscy oni poczuliby się jak w prawdziwym El Dorado.

W tekście wykorzystałem fragmenty artykułu z Głosu Koszalińskiego, nr 130 z 1975 r.

Zdjęcia

  • Uczniowie

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać