drukuj

Koszalińska masoneria

Loża „Maria pod Złotym Mieczem"

Siedziba koszalińskich wolnomularzy przy dzisiejszej ul. Grodzkiej. Budynek nie istnieje.

Masoneria od początków swego istnienia kojarzyła się zwykłym ludziom z tajemniczą i potężną organizacją dążącą do przejęcia władzy nad światem. Loża masońska w Koszalinie istniała ponad 150 lat i był jedną z najstarszych na Pomorzu.

Masoni, czyli wolnomularze

Pierwsze bractwo wolnomularskie powstało w Anglii w roku 1717 i było jednym ze zwiastunów epoki Oświecenia, w której rodząca się wówczas burżuazja dążyła do unowocześnienia feudalnego społeczeństwa. Zawarte w „Konstytucji wolnomularzy" obowiązki i przepisy bractwa postulowały wolność wyznania i myślenia – rzecz niezwykłą w czasach absolutyzmu. Również niezwykłe ówcześnie były pozostałe cele wolnomularzy (zwanych również masonami): domaganie się równości wobec prawa, osobistego bezpieczeństwa, ograniczenia przywilejów feudałów oraz uprawnień państwowej władzy w dziedzinie jej ingerowania w życie obywateli. Przez cały czas swego istnienia wolnomularstwo było z założenia organizacją filantropijną, filozoficzną i postępową, opierając się na zasadach wzajemnej tolerancji, szacunku dla siebie i dla innych oraz wolności sumienia, oddając się poszukiwaniom prawdy, studiom nad moralnością oraz dążeniu do moralnej i materialnej poprawy ludzkości w myśl przejętych później przez Wielką Rewolucję Francuską haseł: Wolność – Równość – Braterstwo.

Loże wolnomularskie w krótkim czasie rozprzestrzeniły się po całym świecie, stając się stowarzyszeniami grupującymi intelektualne elity i od początku swego istnienia budziły wrogość wielu środowisk: przede wszystkim tych związanych z kościołem katolickim, dla którego hasła oddzielenia władzy kościelnej od świeckiej, tolerancja i wolność wyznania, były nie do zaakceptowania i powodowały oskarżenia o niszczenie religii i ładu społecznego. Dodatkowo podejrzliwość wzmagały tajemnicze symbole i obrzędy masońskie mogące kojarzyć się z pogańskimi. Tymczasem wolnomularstwo zwalczało jedynie klerykalizm, wszelki dogmatyzm i fanatyczną nietolerancję, akceptując w swoich szeregach zarówno osoby wierzące jak i ateistów. Wśród masonów tamtego okresu można znaleźć najwybitniejsze nazwiska epoki Oświecenia: byli nimi m. in. Wolter i Danton we Francji, Beniamin Franklin i George Waszyngton w Ameryce czy król Prus Fryderyk Wielki, który wprowadził w swoim państwie, jako drugi po królu Danii, powszechne nauczanie elementarne, co w późniejszym okresie przyczyniło się do gwałtownego rozwoju cywilizacyjnego Prus.

Koszalińska loża „Maria Pod Złotym Mieczem"

Właśnie król Fryderyk Wielki założył w Berlinie w roku 1740 Wielką Narodową „Lożę – Matkę" „Pod Trzema Globami" i brał aktywny udział w pracach loży i jej rozwoju, zaś całe wolnomularstwo w Prusach jako organizacja postępowa było za jego rządów otaczane szczególnie skuteczną ochroną i opieką. .W 1777 roku do dziewiętnastu „lóż – córek" należała również loża „Augusta pod Złotą Koroną" w Stargardzie Szczecińskim. Do tej loży, jak zresztą do większości, należeli liczni oficerowie, którzy podążali za przykładem swojego króla. W tym czasie w stacjonującym w Koszalinie i w Darłowie pułku Billerbecka, a w garnizonie Białogardzie pułku kirasjerów Lölhöft-a siedmiu oficerów było wolnomularzami; prócz nich do loży w Stargardzie Szczecińskim należało także dwóch koszalinian, w tym ówczesny burmistrz Brand. Ponieważ podróż do Stargardu Szczecińskiego na prace loży była przy ówczesnym stanie dróg zbyt długa i niewygodna, wszystkich dziewięciu wolnomularzy postanowiło założyć w Koszalinie własną lożę (minimum wynosiło 7 osób). 9 stycznia 1777 roku otrzymali od Wielkiego Mistrza Narodowego Fryderyka Augusta - Pana Brunszwiku i Lüneburga pozwolenie na utworzenie w Koszalinie loży członkowskiej podlegającej loży w Stargardzie. Po znalezieniu odpowiednich pomieszczeń, dnia 3 marca 1777 roku założono lożę członkowską, której mistrzem i przewodniczącym został będący oficerem w białogardzkim pułku kirasjerów, książę Fryderyk Wilhelm Karol – Pan Stuttgartu i Wirtembergii.

Krótko po powstaniu loży jej członkowie postanowili uniezależnić się od loży w Stargardzie. Wielka Narodowa „Loża – Matka" zezwoliła 16 sierpnia 1777 roku na utworzenie nowej „Loży – córki" pod nazwą „Maria pod Złotym Mieczem". Nazwa ta pochodzi prawdopodobnie od szczególnie zasłużonej krewnej księcia Wirtembergii, która podarowała mu miecz i z pewnością miała za zadanie zobrazowanie wojskowego charakteru loży.

Pierwsza siedziba koszalińskich wolnomularzy mieściła się w nieistniejącym już dziś budynku przy ówczesnej ulicy Junkerstraße 27 (dziś ul. Mickiewicza). W burzliwych latach wojen napoleońskich działalność loży osłabła (większość jej członków będąc stanu żołnierskiego była nieobecna walcząc z Francuzami), i dopiero w roku 1810 wznowiono działalność. Znaleziono nowe miejsce na siedzibę loży w budynku należącym do radnego Lenza przy Neutorstraße. W 1822 r. loża przeniosła się do pomieszczeń przy Ritterstraße. (dziś ul. Zawiszy Czarnego), gdzie wynajmowała na swe cele parcele gruntu od giełdy aktuariuszy prawniczych na tak zwanym Schloßfreiheit do roku 1837. W roku 1836 loża nabyła dom numer 2 na Schloßfreiheit (późniejsza ulica Mauerstraße 22, a następnie Schloßstraße 6, dziś ul. Grodzka, w pobliżu obecnego kościoła prawosławnego) i był to pierwszy i zarazem ostatni własny dom loży. Poświęcenie miało miejsce 15 grudnia 1837. W roku 1875 dom został rozbudowany, a w roku 1912,  gdy mistrzem koszalińskiej loży był sam burmistrz Koszalina, Ernst Sachse, powiększony poprzez dobudowę.

Koszalińska loża masońska bazowała na tych samych podstawach, na których opierało się (i opiera do dziś) całe wolnomularstwo: na myśleniu i działaniu ku wspólnemu dobru, a także deklarowało wiarę w Wielkiego Budowniczego Świata (jak nazywano Istotę Najwyższą, czyli Boga) i opieranie się na naukach Jezusa Chrystusa (stąd np. miało miejsce święcenie kolejnych siedzib loży). Jakkolwiek było to akceptowane przez protestantyzm, stało się nie do zaakceptowania przez totalitaryzm. W swojej ostatniej siedzibie loża działała do końca swego istnienia w latach 30, kiedy to działalność wolnomularska została w III Rzeszy zakazana. Sam budynek już dziś nie istnieje, a na jego miejscu wybudowano po wojnie kotłownię. 

Zdjęcia

  • Loża „Maria pod Złotym Mieczem"

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
rrekin
rrekin pt., 2012-01-13 10:40

Ciekawe i pouczające!

 

Bardzo interesująca historia odkrywająca kolejną kartę z dziejów Koszalina. Pokazuje też coś więcej, a mianowicie, dlaczego wszelkie totalitarne systemy tak bardzo bały się działalności masonów, że w rezultacie zakazały ich istnienia. Przypomniane przez autora tekstu cele istnienia i działania wolnomularzy rzucają też światło na powody traktowania ich przez niektóre środowiska działające dzisiaj, używające określenia „mason” jako epitetu!

Powiadają, że na głupotę nie ma lekarstwa. To prawda, ale ciemnota powinna być wykorzeniona w szkole. Widać wyraźnie kto wagarował!

Świetny tekst Adama Wolskiego do poczytania przy kawie i do przemyśleń.
:)

jacek142
jacek142 pon., 2012-01-16 15:24

Pytania do eksperta

@rrekin:

Jak widzę pan RRekin jest zorientowany w problematyce, ja trochę mnie, ale kto pyta nie błądzi... Ponieważ ja jestem nieufny wobec masonerii, co z miejsca kwalifikuje mnie jako głupka, ciemniaka i wagarowicza, chciałbym prosić o wyjaśnienie jak to jest z tą masonerią.

Czy, ajk to ujmuje Autor, działanie na rzecz dobra wspólnego z powoływaniem się na Boga i Jezusa Chrystusa wymaga przynależności do tajnego związku, o niejawnych strukturach, w którym osiąga się przez lata kolejne stopnie wtajemniczenia? Czy raczej otwartości i pełnej jawności? Czy Jurek Owsiak zakładał loże masońską, czy raczej stworzył wielki otwarty ruch społeczny ludzi dobrej woli?

Czy działalność na rzecz dobra wspólnego w Koszalinie wymaga przynależności do organizacji paramasońskich, które zapewne przez zwykły przypadek skupiają polityków i przedsiębiorców? Przecież politycy mają partie, a przedsiębiorcy swoje organizację korporacyjne? Przecież mogą założyć zwykłe stowarzyszenie, fundację, można "czynić dobro" przy Caritasie, PCK, TPD i mnóstwa innych organizacji? Można wreszcie indywidualnie sponsorować i wspierać różne dzieła? Po co więc tajne spotkania, niejawna przynależność, rytuały inicjacyjne i kolejne stopnie wtajemniczenia?

Czy zwykły człowiek, kiedy chce coś zrobić "dla dobra wspólnego" szuka kontaktu z masoneria, czy raczej kontaktu z najbardziej potrzebującymi? Będę Panu bardzo wdzięczny za odpowiedź na zadane pytania, bo strasznie jestem ciekaw jak to jest z tą masonerią.

Pozdrawiam

rrekin
rrekin pon., 2012-01-16 21:57

Zupełnie nieekspercka odpowiedź

@jacek142:

Panie Jacku, pańska ironia i samobiczowanie są zupełnie niepotrzebne, a na pytanie (Czy zwykły człowiek, kiedy chce coś zrobić "dla dobra wspólnego" szuka kontaktu z masoneria, czy raczej kontaktu z najbardziej potrzebującymi?) w znacznej mierze odpowiada pan sobie sam pisząc: „ Przecież politycy mają partie, a przedsiębiorcy swoje organizację korporacyjne? Przecież mogą założyć zwykłe stowarzyszenie, fundację, można "czynić dobro" przy Caritasie, PCK, TPD i mnóstwa innych organizacji? Można wreszcie indywidualnie sponsorować i wspierać różne dzieła?”
No właśnie, można tak, można inaczej, a ważny jest cel. I czy ktoś pomoże tylko jednorazowo, indywidualnie albo ze wspomnianym przez pana Jurkiem Owsiakiem, czy pomaga systemowo, czy też pomagając chce doskonalić siebie, zawsze na końcu jest osoba potrzebująca, która z tej pomocy korzysta. I to jest piękne.
Dlatego nie do końca rozumiem dlaczego wyraża się pan z pogardą o masonach, którzy wybrali swoją drogę i podążają nią czyniąc dobro i nikogo po drodze nie krzywdząc. Nie rozumiem dlaczego nie ufa pan „organizacjom paramasońskim, które zapewne przez zwykły przypadek skupiają polityków i przedsiębiorców?” i wyraża się o nich z ironią. A w czym według pana, np. Lions Club, czy BCC (bo chyba o takie organizacje panu chodzi) jest gorszy od PCK? W tym, że nie jest tak masowy?
Pyta pan „czy działalność na rzecz dobra wspólnego w Koszalinie wymaga przynależności do organizacji paramasońskich?”
Odpowiadam: moim zdaniem nie wymaga, ale też nie widzę niczego złego w organizowaniu się ludzi o podobnych aspiracjach i ideałach, by wspólnie dążyć do doskonałości i naprawy naszego świata.
Ludzie panie Jacku są różni i oprócz wspomnianych przez pana „ludzi zwykłych” robiących coś dla dobra wspólnego, są też inni „zwykli ludzie” którzy robią to samo tyle że według innego schematu, nie szukając poklasku. Nauczyła ich tego historia i wielowiekowy brak tolerancji.
W niczym nie są gorsi.
Wszystkiego dobrego:)

Andrzej
Andrzej wt., 2012-01-17 00:46

Poniekąd sama prawda!

@rrekin:

Ale jak mawiał św. pamięci ksiądz Tischner, jak mawiają też górale, tych prawd, czy prowd jest wiela! Z jednej strony, jak przynajmniej twierdzą członkowie lóż masońskich, ich działalność rzeczywiście nastawiona jest na pomaganie potrzebującym, tylko jak i komu, tego już nie mówią. Ale to najmniej ważne, podobnie jak jakieś tam stopnie wtajemniczenia, czy tajemne rytuały. Jeśli badał pan jednak historię tego ruchu, nurtu, czy czym on tam nie jest, to zapewne wie pan, iż ich głównym celem, ideą fiks można by rzec, jest ukształtowanie człowieka oraz społeczeństwa według zasad przez nich uznawanych za ważne. A więc jeszcze jedna organizacja zamierzająca nas kształtować, uczynić nas szczęśliwymi wg. własnych, wcale nie twierdzę, że złych założeń, niemniej bez pytanie nas o przyzwolenie. Jest to przy tym organizacja elitarna, ba, jak sam pan napisał, nawet król Fryderyk Wielki był założycielem jednej z lóż, a przecież do dawnych  lóż, w tym również polskich należeli królowie, książęta, arystokracja, etc. Do loży nie da się wejść (zapisać) bez zaproszenia i rekomendacji, niemile są tam widziane kobiety, choć obecnie mają już swoje, ale wyłącznie żeńskie, etc., etc. Z jakichś powodów, raczej zrozumiałych, od początku przeciwny masonerii był kościół. Wiele by pisać, ale każda organizacja, która działa w sposób tajemniczy, dosłownie niemal w podziemiu, a przy tym, można by powiedzieć prawie magiczny, choć to może tylko fantazje niewtajemniczonych, jest mało wiarygodna i co najmniej podejrzana. Inna sprawa, to fakt, że mimo już wielowiekowej działalności, trudno znaleźć namacalne, materialne efekty ich działalności. Oczywiście, zbyt mało wiemy na ten temat, nie będąc (przynajmniej ja) jej członkiem, stąd pewnie większość tych często może nawet absurdalnych poglądów i twierdzeń, ale faktem jednak pozostaje, że to nie my jesteśmy temu winni, jeno sami masoni czyniąc ze swego istnienia i działania wielką tajemnicę. Czyżby jednak mięli nieczyste sumienia? Nie twierdzę tego, ale jak wspomniałem na wstępie, prawd jest wiele.

jacek142
jacek142 wt., 2012-01-17 11:00

Naiefność, wrogość, pogarda

@rrekin:

W którym miejscu wyraziłem się o masonerii z pogardą? Napisałem, że jestem nieufny wobec masonerii, a to nie to samo co wrogość czy pogarda. Znam wielu koszalińskich masonów, mam z nimi poprawne relacje, o co najmniej jednym z nich mogę napisać, że zaliczam go do grona swoich przyjaciół. Nie zmienia to jednak mojej generalnej oceny, zresztą nie tylko mojej, ale wielu ludzi ode mnie mądrzejszych i lepiej znających zagadnienie. Zwracam tylko uwagę, że teza Autora, jakoby masoneria powstała do realizacji zasad braterstwa i szczęśliwości powszechnej jest naiwna. Masoneria tworzy w społeczeństwie niejawną sieć powiązań, oddziałując na politykę, biznes, życie społeczne, bankowość. Paradoksalnie więc, wytwarza nierówności i podziały. Filantropia jest jedynym widocznym dla opinii publicznej przejawem działalności masonerii, jest parawanem, co nie oznacza, że wśród masonów nie ma ludzi dobrej woli i osób uczciwych. Jednak ci dziennikarze, którzy podchodzą do tego bezkrytycznie, nie reprezentują w sposób właściwy opinii publicznej. Masoneria w armii pruskiej to zjawisko niezwykle groźne, przede wszystkim dla Polski jako państwa, i tutaj jak raz wrogość jest uzasadniona. Nie rozwijam tego tematu, jego omówienie wykracza poza ramy zwykłego komentarza, może kiedyś nadarzy się jeszcze możliwość.
Pozdrawiam

Adam Wolski
Adam Wolski śr., 2012-01-18 12:57

Stereotypy i ksenofobia

@jacek142:

Dwie rzeczy w komentarzu jacka142 mnie zdziwiły:
Po pierwsze zdanie, że "ci dziennikarze, którzy podchodzą do tego bezkrytycznie, nie reprezentują w sposób właściwy opinii publicznej". Myślałem, że czasy reprezentowania "w sposób właściwy opinii publicznej" minęły wraz z upadkiem Trybuny Ludu.

Po drugie: zdziwiła mnie siła stereotypu: jacek142 deklaruje, że co prawda zna kilku masonów, a jednego z nich nawet zalicza do grona swoich przyjaciół, ale swoje wie: "wie", że "masoneria tworzy w społeczeństwie niejawną sieć powiązań" wytwarzając nierówności i podziały. Filantropia jest wg niego jedynie parawanem, a kto wierzy w programowe zasady wolnomularzy, ten jest naiwny. Podobne osądy autorstwa różnych prawicowych dziennikarzy i polityków czytałem niedawno o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

W sumie taki sposób myślenia jest stary jak świat: to, czego ludzie nie znają lub nie rozumieją, jest obce, czyli inne, czyli (z założenia) wrogie. Ta sama zasada dotyczy ksenofobii - polecam przeczytanie definicji tutaj.
Od początku pewna elitarność i utrzymywanie w tajemnicy rytuałów wolnomularskich była pożywką do oskarżeń masonów (i Żydów) o wszechświatowy spisek, ale jak pokazują ostatnie wydarzenia, nawet transparentność działań WOŚP nie jest w stanie przekonać niektórych, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Jak mawia moja znajoma: zawsze znajdą się ludzie, którzy lepiej domniemywają, niż ja wiem na pewno.

 

jacek142
jacek142 śr., 2012-01-18 14:50

@ Autor

@Adam Wolski:

Jeśli Pan myślał, że czasy reprezentowania "w sposób właściwy opinii publicznej" bezpowrotnie minęły wraz z odejściem "Trybuny Ludu", to muszę Pana rozczarować - one dopiero powróciły wraz z odejściem "Trybuny Ludu". Realizacja misji publicznej wolnej prasy wynika po prostu z jej natury, i to niezależnie od formy własności, a także z obyczaju dziennikarskiego ujętego w zasadach obiektywizmu, rzetelności itd.

Być może dla Pana jest sprzecznością nie do przezwyciężenia fakt przyjaźni między ludźmi, przy zachowaniu szacunku dla dokonywanych przez nich wyborów, tolerowaniu słabości, a nawet popełnianych błędów. Przysłowia, które jak wiadomo są mądrością narodów, uczą, że przyjaciół poznaje się w biedzie, również tej biedzie moralnej czy intelektualnej. Jeśli przyjaźniłem się od dziecka z panem X, a przed nami przyjaźnili się ze sobą nasi rodzice, a on teraz wstąpił do organizacji paramasońskiej, albo na przykład do SLD, to uważa Pan, że jest to wystarczający powód do zerwania przyjaźni? Ja aż taki zasadniczy nie jestem, być może jest to moja słabość.

Nie twierdziłem, że WOŚP jest parawanem dla jakichś działań, przeciwnie - postawiłem Jurka Owsiaka jako przykład działań dobroczynnych pożądanych - otwartych, jawnych, masowych, wciągających innych, przeciwstawiając je działaniom tajnym, zamkniętym, elitarnym. Dlaczego zatem manipuluje Pan moją wypowiedzią?

A teraz ad rem. Cenię bardzo dziennikarstwo obywatelskie, czy też społeczne, więc staram się być bardzo delikatny w jego ocenie. Dopuszczam możliwość popełniania tych błędów, których raczej nie wolno popełnić zawodowemu dziennikarzowi. Tym razem jednak w artykule z serii "Znalazłem pocztówkę!" pojawiło się zbyt wiele nieporozumień, dotyczących armii pruskiej i roli masonerii. Stawianie armii pruskiej, słynącej z nieludzkiej odczłowieczającej dyscypliny, której istotę oddaje określenie "dryl pruski", za wzór i ostoję demokracji, można potraktować jedynie jako żart. Teza, że hitlerowcy zakazali udziału armii w masonerii w ramach walki totalitaryzmu z demokracją jest komiczna. Hitler  był dzieckiem armii pruskiej, przez nią ukształtowanym i przesiąkniętym jej ideałami. W związkach masońskich armii pruskiej, które nawiasem mówiąc były instrumentem realizacji celów państwa pruskiego (zezwolono tylko na istnienie trzech lóż masońskich, reszta musiała być im podporządkowana), zakazany był udział osób wyznania innego niż chrześcijańskie. Mówiąc wprost, było to zarządzenie rasistowskie, skierowane przeciwko Żydom, jedno z tych zarządzeń, które kształtowało ideologię pruska i hitlerowską, doprowadzając w końcu do Holokaustu. Pan tymczasem, w imię "tolerancji i szczęśliwości powszechnej" wygłosił pochwałę - jestem przekonany, ze mimowolną i nieświadomą - masonerii w armii pruskiej. A jest to tylko jeden z wielu aspektów tego złożonego zagadnienia.

Co do oceny masonerii jako takiej, to możemy oczywiście różnić się w jej ocenie, chciałbym Pana jednak przekonać przynajmniej co do jednej sprawy - żeby w sprawach niewątpliwie mocno kontrowersyjnych, nie wyrażała Pan tak zdecydowanych, wyostrzonych i jednoznacznych opinii. Proszę o to Pana jako stały czytelnik pańskich ciekawych tekstów, z którymi często nie zgadzam (tu też nie ma żadnej sprzeczności). Oczywiście może Pan zażyczyć sobie, żebym nie komentował pańskich artykułów, co też uczynię jesli takie będzie pańskie życzenie.

Pozdrawiam

Adam Wolski
Adam Wolski śr., 2012-01-18 17:43

Od autora

@jacek142:

"Jeśli Pan myślał, że czasy reprezentowania "w sposób właściwy opinii publicznej" bezpowrotnie minęły wraz z odejściem "Trybuny Ludu", to muszę Pana rozczarować - one dopiero powróciły wraz z odejściem "Trybuny Ludu"."
Pozostaje jeszcze ustalić, na czym miałby polegać "właściwy sposób" przedstawiania rozmaitych zjawisk, np. masonerii. Ja w swoim krótkim tekście opieram się na głoszonych przez nich zasadach, natomiast darowuję sobie posługiwanie się podejrzeniami i domniemywaniami.

Co do zestawienia przyjaźni z poglądami osób, które uważam za przyjaciół - nie widzę tu zwykle konfliktu i tu się z panem Jackiem zgadzamy. Niemniej dziwi mnie fakt podejrzeń masonów o krętactwa (bo jak inaczej zinterpretować Pana słowa o oddziaływaniu na politykę, biznes, życie społeczne, bankowość poprzez niejawną sieć powiązań i traktowanie filantropii przez masonów jako parawan?). Czy tym właśnie zajmują się osoby Panu znane?

Swego czasu miałem dość stereotypowy pogląd na Świadków Jehowy, którzy kojarzyli mi się z nawiedzonymi staruszkami i lizuskami w garniturkach pukającymi w niedziele aby głosić "Przebudźcie się" i przynudzać jakimiś "Strażnicami". Tak było do czasu, gdy jeden z moich przyjaciół zdecydował się traktować wiarę chrześcijańską wg Pisma Świętego, a nie wg katechizmów czy kolejnych encyklik papieskich i został właśnie Świadkiem Jehowy. Co prawda nadal nie jestem zainteresowany rozmowami o końcu świata, ale nie traktuję tych ludzi jako jednej z wielu sekt. Ale to tak na marginesie.
Tak samo na marginesie wspomniałem o WOŚP i bynajmniej nie było moim zamiarem manipulowanie Pana wypowiedzią. Przytoczyłem jedynie ten przykład jako ilustrację rozmaitych (nie Pańskich) krytycznych komentarzy opierających się na uprzedzeniach.

Dziękując za pozytywną ocenę tego co robię (napisał Pan o sobie, że jest stałym czytelnikiem moich ciekawych tekstów) chciałbym jednak jedną rzecz sprostować: teza, że hitlerowcy zakazali udziału armii w masonerii w ramach walki totalitaryzmu z demokracją nie jest komiczna. To, a raczej zakaz działania wszelkich (również cywilnych) loży masońskich to po prostu fakt historyczny. Naziści zresztą walczyli również z kościołem i tu bynajmniej nie byli nowatorami - 60 lat wcześniej robił to już Bismarck. Również utożsamianie niemieckiej masonerii jedynie z armią, a co za tym idzie z holocaustem to nadużycie. Nie zamierzałem przy tym ani nie zamierzam głosić pochwały masonerii w armii pruskiej, chciałem jedynie rozwiać mity i uprzedzenia, które wokół tego tajemnego i tajemniczego bractwa się utrzymują.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że nadal będzie pan czytelnikiem i komentatorem moich tekstów  

Andrzej
Andrzej śr., 2012-01-18 21:31

Wszystko pięknie i ładnie!

@Adam Wolski:

W konkluzji ostatniego postu napisał pan: "Nie zamierzałem przy tym ani nie zamierzam głosić pochwały masonerii w armii pruskiej, chciałem jedynie rozwiać mity i uprzedzenia, które wokół tego tajemnego i tajemniczego bractwa się utrzymują." Przyznaję, że przeczytałem pański artykuł dosyć dokładnie, nie znajdując w nim jednakże jakichkolwiek podstaw, które pomogłyby mi rozwiać owe mity i uprzedzenia, odczytując go wyłącznie jako rys historyczny. Owszem, pisze pan: "Koszalińska loża masońska bazowała na tych samych podstawach, na których opierało się (i opiera do dziś) całe wolnomularstwo: na myśleniu i działaniu ku wspólnemu dobru, a także deklarowało wiarę w Wielkiego Budowniczego Świata (jak nazywano Istotę Najwyższą, czyli Boga) i opieranie się na naukach Jezusa Chrystusa.", ale właśnie dokładnie to samo o swojej działalności mówią sami wolnomularze. A mimo to  nadal, jak pan sam to napisał, wolnomularstwo nadal pozostaje tajemnym i tajemniczym bractwem. Jak wspominałem już którymś z wcześniejszych postów, nie wchodząc w szczegóły, tej opinii o sobie wolnomularze są winni sami sobie. Nie upierałbym się oczywiście, że każda niejawna działalność musi być niedobrą, sam swojego czasu byłem uczestnikiem harcerskiej akcji "Niewidzialna ręka", ale w historii i mimo wszystko poznanych niektórych faktach o rytuałach i celebrze wolnomularskiej, mam prawo przynajmniej zastanawiać się, a cóż takiego oni ukrywają, czemu działają niejawnie?
Z poważaniem

Andrzej
Andrzej ndz., 2012-01-15 22:13

Wielce szanowny rrekinie,

jak sądzę, nie ujmując w niczym powyższej historii, nie kwestionując również zawartych w niej faktów, one w najmniejszym stopniu nie mają związku z zaledwie niespełna 67 letnią historią Koszalina. Podobnie, nie mają też związku z współczesną polską masonerią, nawet jeśli jej przedstawiciele mieszkają i działają w Koszalinie. Oczywiście, nie zmienia to historii tego miejsca i zapewne jest pewną przenośnią, próbą umiejscowienia, czy raczej wskazania miejsca historycznych wydarzeń. Natomiast, co najmniej denerwujące jest to ciągłe, niczym nie uprawnione pisanie o historii Koszalina w kontekście wydarzeń sprzed 4 marca 1945 roku. I w tym względzie również mam zastrzeżenia do stwierdzenia, jakie Adam Wolski zawarł w niewątpliwie interesującym materiale, pisząc tam: "Loża masońska w Koszalinie istniała ponad 150 lat". Otóż panie Adamie, Koszalin jak dotąd chlubi się zaledwie niespełna 67 letnią historię, a fakty opisane przez pana działy się na terenie obecnego Koszalina, w czasach gdy nie był on jeszcze polski, ani nie nazywał się Koszalin.

Adam Wolski
Adam Wolski pon., 2012-01-16 00:05

Koszalin czyli Köslin

@Andrzej:

Szanowny panie Andrzeju
W swoim tekście nigdzie nie napisałem, że istniejąca loża  "Maria zum goldenen Schwert", co przetłumaczyłem na "Maria pod Złotym Mieczem" miała coś wspólnego z polską masonerią i polskim Koszalinem. Ale dzieje miasta w którym mieszkamy sięga jednak dalej niż do 1945 r. i myślę, że warto również poznać jego historię z czasów, gdy Köslin (którą to nazwę przetłumaczono już przed wojną na Koszalin) należał do Niemiec. Dlatego właśnie napisałem, że "Loża masońska w Koszalinie istniała ponad 150 lat": bo Koszalin i Köslin jest tym samym miastem, podobnie jak np. Danzig i Gdańsk, Lwów, Lemberg i Lwiw. Zmienili się jedynie mieszkańcy, na co zresztą zwracam uwagę od swojego pierwszego na mmkoszalin tekstu pt. "Köslin in Pommern 1939", gdzie zdecydowanie tych mieszkańców rozgraniczam, pisząc w w/w artykule:

"Czy współcześni koszalinianie mają coś wspólnego z dawnymi mieszkańcami miasta Köslin?
(...) Koszalin na starych pocztówkach... niewielkie, sympatyczne miasteczko z tramwajami, z ludźmi, których już nie ma. Nie ma też wielu budynków, zniknęły podpalone przez Rosjan w 1945 roku. Ale zostały na pocztówkach i starych zdjęciach jako świadectwo historii miasta.

 Dzisiejsi koszalinianie patrzą na te fotografie z pewną nostalgią, ponieważ w jakimś stopniu czują się spadkobiercami tamtych ludzi mieszkających w tamtym mieście. (...) Powstaje wrażenie, że owe dawne pokolenia koszalinian to jacyś nasi przodkowie: prapradziadowie i pradziadowie... Ale to przecież nieprawda. Tamci ludzie nie mają z nami nic wspólnego. Ba, ci uwiecznieni na pocztówkach dobrodusznie wyglądający niemieccy mieszkańcy spacerujący po przedwojennym Koszalinie nie mieli nic wspólnego ani z nami, ani z naszymi polskimi rodzicami i dziadkami.

(...) Dawnych niemieckich mieszkańców miasta o obecnej polskiej nazwie Koszalin wysiedlono, na ich miejsce przyszli nowi; zamieszkali w ich domach i wybudowali nowe. Są niczym nowi lokatorzy w mieszkaniu dawnych nieprzyjaciół."

W swoich artykułach przypominam dzieje miasta: te przedwojenne, liczące 679 lat i te powojenne liczące 67 lat. I jakkolwiek używam nazwy miasta zamiennie, pisząc np. o XIX-wiecznym Koszalinie mam świadomość tego, kto tu wtedy mieszkał i pamiętam, że nie byli to nasi polscy przodkowie. Byli to poprzedni niemieccy mieszkańcy miasta Köslin in Pommern, czyli Koszalin na Pomorzu.

rrekin
rrekin pon., 2012-01-16 08:12

Nie o to tu chodzi

@Andrzej:

 

 

Panie Andrzeju, literalnie rzecz ujmując trudno się z Panem nie zgodzić. Podział na Köslin przed i Koszalin po 1945 roku oczywiście istnieje i nikt go nie kwestionuje.

Nie to jednak jest tematem artykułu Adama Wolskiego. Przedstawiona w telegraficznym ale rzetelnym skrócie historia wolnomularstwa i obecność tego ruchu na ziemiach koszalińskich, na których zrządzeniem historii i jej kreatorów z czasów II Wojny Światowej przyszło nam po jej zakończeniu żyć, pokazuje, że masoneria to nie tylko dalekie echa powieści Dana Browna ale też w jakimś sensie nasze, od kilkudziesięciu lat koszalińsko-polskie podwórko. Warto o tym pomyśleć w takim kontekście, bo istnienie masonerii, a często samo tylko pojęcie „masoni”, oddziałało w znaczącym stopniu na powojenną historię Polski i losy wielu jej mieszkańców, w tym także i na Pańskie. Kiedy komuniści z Bierutem a głównie Gomułką na czele straszyli społeczeństwo masonami i nie tylko, podzielili Polaków, a co gorsza naznaczyli nas jako naród piętnem ciemnoty i nietolerancji.

Adam Wolski przypominając historię ruchu przypomina lub jak kto woli odkrywa, cele jego działania. Kto wiedział przytaknie, kto nie wiedział może się zadumać. Na tym polega wartość jego (A.W.) artykułu, a że Koszalin był niemieckim Köslinem w czasach gdy działała w nim loża masońska, ma w tym momencie znaczenie drugorzędne.

Pozdrawiam:)

Andrzej
Andrzej pon., 2012-01-16 19:09

I z panem się zgodzę!

@rrekin:

Aczkolwiek w najmniejszym nawet stopniu nie kwestionowałem wartości tego materiału, poza owym, moim zdaniem niepoprawnym umiejscowieniu XVIII wiecznej niemieckiej masonerii w Koszalinie. Jeśli zaś idzie o oddziaływanie masonerii na społeczeństwa, bo przecież nie tylko na polskie i nie tylko przez komunistów i głównie, jak pan to podkreśla przez Bieruta i Gomułkę, to materiał na sporą bibliotekę. Trudno mi również zgodzić się z twierdzeniem, iż to wyłącznie przez owych komunistów etc., naród nasz został naznaczony piętnem ciemnoty i nietolerancji. Zapewniam, iż nie uznaję się za ciemniaka i obca jest wszelka nietolerancja. No i jeśli mówimy już o nietolerancji, to podobnej skali, jaką obserwujemy dzisiaj, mimo już prawie ćwierćwiecza od upadku komuny, nie przypominam sobie.

Andrzej
Andrzej pon., 2012-01-16 01:02

Oj tam, oj tam!

Szanowny Panie Adamie!
Faktycznie, nieco niefortunnie zabrzmiało być może owo odniesienie do polskiej masonerii, ale co zrozumiałe, ma pan zapewne świadomość, iż chodzi mi wyłącznie o traktowanie, bądź faktycznie tylko mówienie i pisanie o przeszłości tego grodu sprzed marca 1945 r. jako o historii Koszalina. Oczywiście mam pełną świadomość, że historia miasta jako organizmu, ma dużo dłuższą historię. Niemniej Koszalin, polski Koszalin jako taki, formalnie i historycznie istnieje jak powszechnie wiadomo od roku 1945. Co zrozumiałe nie mam nic przeciwko odczytywaniu i poznawaniu historii, ona również mnie ciekawi, ale bądźmy precyzyjni i pisząc o niemieckiej masonerii z XVIII wieku, nie piszmy iż działała ona w Koszalinie, osadzajmy ją jednak w Köslin. I wybaczy pan, ale w tej kwest będę się jednak upierał!

Adam Wolski
Adam Wolski pon., 2012-01-16 11:23

Słowa, słówka

@Andrzej:

Pisząc o masonerii w niemieckim Koszalinie posłużyłem się dość powszechnym skrótem myślowym, który jednak - jak sądzę - nikogo nie powinien wprowadzać w błąd. Używanie takiego skrótu jest powszechne: koszalińskie muzeum prezentuje wystawę pt. "Koszalin od średniowiecza do współczesności", chociaż w średniowieczu (zapewne wg Pana) o mieście zwanym Koszalin mowy być nie może.  W wydanej niedawno książce o koszalińskiej komunikacji miejskiej i plażowej autorzy piszą o tramwajach w Koszalinie (chociaż po 1945 roku w Koszalinie nie było żadnych tramwajów). W "Koszalińskich zeszytach muzealnych" znajdujemy "Dzieje kolei wąskotorowej w mieście Koszalinie i powiecie koszalińskim w latach 1896 - 1939" Kacpra Pencarskiego czy "Charakterystykę środowiska koszalińskich pocztowców w okresie międzywojennym" Danuty Szewczyk. W żadnej z tych publikacji nikt nie usiłuje udowodnić "odwiecznej polskości Ziem Odzyskanych", używa się jedynie polskiej nazwy miasta tak jak powszechnie używa się np. polskiej nazwy niemieckiego miasta Lipsk (Leipzig),

Przy okazji: polska nazwa niemieckiego miasta Köslin pojawiła się w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich już na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to w IV tomie tego monumentalnego wydawnictwa pojawiła się taka oto informacja:


źródło: tutaj

Gringojan
Gringojan pon., 2012-01-23 21:15

Skąd ten XX wiek ?

@Adam Wolski:

Zachęcam, zapoznanego, koszalińskiego psychiatrę (statnio robiącego za dziennikarza internetowego)  do zapoznania się z, o kilkadziesiąt lat starszym wydaniem SŁOWNIKA ... .
Czyżby nazwa wsi Koszalice (1214 r.) pochodziła od dolnoniemieckiego Coeslina ?

Andrzej
Andrzej pon., 2012-01-16 14:11

No cóż,

wobec tak mocnych argumentów przyjdzie mi chyba ustąpić, choć nadal nie mogę zgodzić się z nonszalancją i używaniem skrótów myślowych w sprawach fundamentalnych. Wiem oczywiście, iż tak, poprzez długotrwałe i upowszechniane używanie błędnych, bądź regionalnych zwrotów, rodzą się nowe zasady pisowni, ale w przypadku zdarzeń historycznych, szczególnie w przypadku powoływania się na jakieś fundamentalne prace, jak choćby przywołane przez pana przykłady, te mylące skróty myślowe, przystające i jakże powszechne wśród polityków, w odniesieniu do  wydarzeń historycznych wprowadzają tylko zamęt. To trochę tak, jakbym pisząc o dzisiejszych wydarzeniach w Koszalinie, choćby o sławetnym deptaku, używał jego historycznej w końcu nazwy - Köslin! Co do zasady używania nazwy Koszalin w tytule prac, bądź wystaw, jak w przypadku przywołanej przez pana "Koszalin od średniowiecza do współczesności" jest to oczywiście zasadne. Dotyczy bowiem historycznej przeszłości dzisiejszego Koszalina. Niemniej w treści, odnosząc się do konkretnych, datowanych wydarzeń, wskazane jest używanie nazw adekwatnych dla opisywanego wydarzenia, bądź stosowania co najmniej  podwójnego nazewnictwa, jak np w przypadku pańskiego materiału, w którym przywołując ulice, wskazuje pan ich ówczesne i obecne nazwy. Oczywiście nie będę się upierał, w końcu mogę się mylić. Wszak nie jestem historykiem, ani językoznawcą, niemniej parafrazując klasyka, wolę kiedy na białe mówi się białe, a na czarne, że czarne, Z poważaniem, etc. ...

Adam Wolski
Adam Wolski sob., 2012-02-11 18:07

O wolnomularzach raz jeszcze

We wczorajszym numerze tygodnika Miasto (z 10.02.2012 r.) ukazał się tekst o siedzibie koszalińskich wolnomularzy. Dla czytelników mam zadanie: proszę znaleźć podobieństwa i różnice między dot. koszalińskiej loży fragmentem artykułu red. Radosława Czerwińskiego (poniżej), a zamieszczonym miesiąc wcześniej w tygodniku teraz koszalin i portalu mmkoszalin  (powyżej) moim tekstem:
 

(...) Jednym z najwybitniejszych masonów był król Prus Fryderyk Wielki. Wprowadził on m. in. powszechne nauczanie elementarne, co w późniejszym okresie przyczyniło się do gwałtownego rozwoju Prus. Władca założył w Berlinie w roku 1740 Wielką Narodową „Lożę – Matkę” „Pod Trzema Globami” i aktywnie w niej uczestniczył, dlatego całe wolnomularstwo za jego rządów było otaczane ochroną i opieką. .W 1777 roku do dziewiętnastu „lóż – córek” należała również loża „Augusta pod Złotą Koroną” w Stargardzie Szczecińskim. Zbliżamy się do Köslina. Do loży stargardzkiej należało dwóch koszalinian, w tym ówczesny burmistrz Brand. Z powodu utrudnień związanych z podróżami do Stargardu, wszystkich dziewięciu wolnomularzy postanowiło założyć w naszym mieście własną lożę.. Zgodnie z zasadami minimalna liczba członków wynosiła siedem. 9 stycznia 1777 roku otrzymali od Wielkiego Mistrza Narodowego Fryderyka Augusta - Pana Brunszwiku i Lüneburga pozwolenie na utworzenie w Koszalinie loży członkowskiej podlegającej loży w Stargardzie. Po znalezieniu odpowiednich pomieszczeń, dnia 3 marca 1777 roku założono lożę członkowską, której mistrzem i przewodniczącym został książę Fryderyk Wilhelm Karol – Pan Stuttgartu i Wirtembergii, oficer białogardzkiego pułku kirasjerów. Koszalińscy masoni postanowili uniezależnić się od loży stargardzkiej. 16 sierpnia 1777 r. zezwolono im na utworzenie nowej „Loży – córki” pod nazwą „Maria pod Złotym Mieczem”. Chodziło zapewne o pewną krewną księcia Wirtembergii, która podarowwszy mu miecz zobrazowała wojskowy charakter loży. Lokalna loża masońska bazowała na tych samych podstawach, na których opierało się całe wolnomularstwo: na myśleniu i działaniu ku wspólnemu dobru. Jej członkowie deklarowali wiarę w Wielkiego Budowniczego Świata, bo tak nazywano Istotę Najwyższą, czyli Boga i opieranie się na naukach Jezusa Chrystusa. Działalność zakończyła w latach 30, gdyż działalność wolnomularska została zakazana w III Rzeszy. Ostatnią siedzibą był widoczny na zdjęciu budynek przy ul. Mickiewicza (za Urzędem Miasta). Po wojnie w tym miejscu wybudowano kotłownię.

okruch
okruch sob., 2012-02-11 18:45

No cóż ...

oba teksty są do siebie uderzająco podobne ... Ale powstrzymam się od użycia słowa, które w takiej sytuacji ciśnie się na usta.