Koszalińska schizofrenia rocznicowa
4 marca od dawna był datą, co do której spierano się, czym była i czym powinna być dla dzisiejszych koszalinian. Co roku, przez 45 lat czczono „wyzwolenie miasta" z rąk niemieckich przez bratnią Armię Czerwoną, która rzekomo zdobyła miasto w ciężkich bojach z doborowymi jednostkami hitlerowskiej armii.
Po roku 1989 r. wiele utartych stwierdzeń i powielanych faktów zweryfikowano: okazało się, że doborowych niemieckich jednostek nie było, a miasta nie wyzwolono, lecz je zdobyto. Przez następne miesiące miastem rządził sowiecki wojskowy komendant Woronkow i dopiero pod koniec kwietnia 1945 r. do Koszalina przybyła pierwsza grupa polskiej administracji na czele z Alfonsem Karczmarkiem, której Rosjanie przekazali pełnię władzy 28.07.1945 r; powołano Polską Komendę Wojenną miasta Koszalina, zaś radziecką komendanturę zlikwidowano.
Ze zdumieniem przeczytałem na stronie koszalińskiego Urzędu Miejskiego, że „4 marca br. przypada 66. rocznica ustanowienia administracji polskiej w Koszalinie. To również Dzień Pioniera, który obchodzą członkowie Klubu Pioniera i koszalińscy kombatanci" i z tej okazji 4 marca o godzinie 12.00 w sali 300 Urzędu Miejskiego odbędzie się spotkanie, na które pionierów naszego miasta zaprosił prezydent Piotr Jedliński oraz prezes Klubu Pioniera Lesław Mytnik.
4 marca 1945 r. nastała polska administracja? Czyżby komendant Woronkow był Polakiem?
Obchodzenie 4 marca Dnia Pioniera z okazji rocznicy wydarzenia, które zdarzyło się w lipcu to przykład kłopotów, które w umysłach zapewne większości koszalinian sprawia fakt, że nie potrafimy dojść do ładu z naszą historią najnowszą.
Naszego miasta nie wyzwolono, nie wróciliśmy do niego. To miasto zostało zdobyte i przekazane nam przez armię mocarstwa, które co prawda uwolniło Polaków od faszystów, ale nie przyniosło im wolności. Przestaliśmy świętować „Dzień Wyzwolenia", również nie ma chętnych, by świętować „Dzień Zdobycia" skoro zdobywcami byli żołnierze, którzy na bagnetach przynieśli Polsce zniewolenie – mniej dotkliwe, niż hitlerowska okupacja, ale jednak jako państwo nie byliśmy w pełni suwerenni.
4 marca można z pewnościa nazwać dniem ostatecznego końca niemieckiej administracji w mieście. Jak jednak prezydent miasta (urzędnik) miałby świętować "koniec administracji", nawet niemieckiej?
Od kilku lat trwa ta dziwna sytuacja, gdy 4 marca władze miasta, trochę jakby w konspiracji, by nie posądzić ich o komunistyczne sympatie, składają kwiaty pod pomnikiem z również nie do końca prawdziwą sentencją Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy.
Byliśmy? - przecież od początku swojego istnienia koszalinianie – do 1945 r. - mówili po niemiecku! Podczas Dni Koszalina obchodzonych jako nowe, niekomunistyczne święto miasta na przełomie maja i czerwca na pamiątkę wizyty papieża Jana Pawła II, odgrywane są scenki nawiązujące do „urodzin" Koszalina, w których aktorzy wcielają się w niemieckiego biskupa Hermana von Gleichen nadającego lokacyjny przywilej niemieckim osadźcom Marquardowi i Hartmanowi, czemu przyglądają się hrabia von Kirchberg z Wirtembergii, kanonicy z Kolbergu Walter, Günter i Hildebrand oraz inni nie mający nic wspólnego z Polską dostojnicy.
Mam wrażenie, że dotykam tu problemu braku wykrystalizowanej historycznej tożsamości mieszkańców Koszalina. Skąd przychodzimy, kim jesteśmy – próbujemy na to odpowiadać od lat, ale jako koszalinianie swoimi korzeniami każdy z nas sięga do 1945 r. Wcześniej nasi przodkowie żyli gdzie indziej, stąd ten chaos i próby podszywania się pod kogoś obcego, stąd te nienaturalne próby poczuwania się do potomków Marquarda i Hartmanna, choć nie jesteśmy ich krewnymi, tylko spadkobiercami.
Na co dzień nie myślimy o tym, nie zauważamy i się tym nie interesujemy, zajęci pracą, domem, zakupami i wypoczynkiem. Problem ujawnia się wtedy, gdy miasto, jako wielka społeczność, powinno się zjednoczyć z okazji jakichś zdarzeń mających wspólne dla nas wszystkich odniesienie.
Co nas łączy? Czy jest coś, co jako koszalinianie mamy utrwalone jako wydarzenie wyjątkowe i wyróżniające nas wśród innych miejskich społeczności? Co ważnego zdarzyło się w historii miasta, by móc to np. upamiętnić pomnikiem? Zdobycie miasta w 1945 r.? Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej został zdemontowany, przeniesiony na cmentarz i zastąpiony pomnikiem marszałka Piłsudskiego (na budowę którego zresztą podczas publicznej zbiórki udało się uzbierać zaledwie drobną część potrzebnej kwoty). O planach demontażu pomnika Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy mówiono w ub. roku wielokrotnie podczas dyskusji o przebudowie Rynku Staromiejskiego. Mamy też pomnik Jana Pawła II, któremu zresztą postawiono w Polsce tysiące gorszych i lepszych pomników.
Więc co lub kto w Koszalinie wpisał się w krzepnącą tożsamość miasta na tyle, by godzien był upamiętnienia?
Spójrzmy na listę naszych Honorowych Obywateli: Jan Paweł II - bo Koszalin znalazł się na trasie jednej z jego licznych pielgrzymek do Polski. Marek Kamiński – bo spędził w Koszalinie cztery lata jako uczeń szkoły średniej, a później stał się głośny w Polsce i na świecie jako podróżnik. Biskup Ignacy Jeż – bo był dobrym człowiekiem. I ostatnio Mirosław Mikietyński – bo miał wielkie plany co do Koszalina i za jego rządów wybudowano duże centrum handlowe, dzięki któremu koszalinianie poczuli się bardziej „światowo".
Natomiast nie znajdziemy tam ludzi, którzy oddali Koszalinowi serce, talent i lata pracy – jak choćby Bernard Kokowski, wieloletni prezydent miasta, które za jego rządów zmieniło się nie do poznania, i któremu nie przypadło nawet spocząć w alei zasłużonych koszalińskiego cmentarza.
Nawet nasz lokalny męczennik poległy z ręki komunistycznej władzy – Janek Stawisiński zginął daleko stąd i tak naprawdę łączy nas z nim jedynie to, że pochodził z Koszalina. Przy okazji: ze zdumieniem odkryłem, że w Wikipedii brak jest hasła zarówno Janek Stawisiński jak i Jan Stawisiński. Nikt z koszalinian nie pomyślał, by wpisać go do najpopularniejszej internetowej encyklopedii świata.
Najbardziej pamiętnym wydarzeniem w powojennych dziejach miasta okazują się Centralne Dożynki w 1975 r., które zmieniły wygląd miasta (termin „tereny podożynkowe" do dziś funkcjonuje w zbiorowej świadomości) oraz wizyta papieża w 1991 r., która co prawda miasta nie zmieniła, ale również pozostawiła po sobie „plac papieski" i kilka pamiątkowych tablic. Czy jednak propagandowa impreza z czasów tow. Gierka (dożynki) czy msza papieska na terenie dzisiejszego kompleksu handlowego to wystarczająco ważne wydarzenia, by czuć się innym i bardziej wyjątkowym niż mieszkańcy np. Legnicy czy Piotrkowa Trybunalskiego?
Myślę, że wciąż wiele pracy przed nami – mieszkańcami Koszalina, czującymi odpowiedzialność za obraz swego miasta. I nie wystarczy tu postawić kolejny pomniczek, nazwać kolejny skwerek. Potrzebna jest żmudna i mało zauważalna praca u podstaw i ta praca częściowo już ma miejsce: dzięki ludziom ze Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina ukazały się wspomnienia pionierów miasta, dzięki harcerzom, organizującym spotkania kombatantów z młodzieżą istnieje jeszcze ostatnia szansa spotkania żywych świadków historii. Ale czasu jest niewiele, bo gdy tych ludzi – naszych rodziców i ich sąsiadów zabraknie, będziemy skazani na pustą niczym skorupa celebrę kolejnych mszy w intencji, składania kwiatów przez partie polityczne w rocznice wymyślonych wydarzeń i dalszą nijakość konsumentów fast foodów w centrach handlowych.



























Kontakt:
4 marca
Szanowny Panie Adamie! Nie mogę nie zgodzić się z pańskimi tezami. Klub Pioniera Miasta Koszalina, który powstał w 1970r. , a którego liderem był ojciec Leszka - Karol Mytnik ustanowił dzień 4 Marca "Dniem Pioniera" i to utrwaliło się wśród braci pionierskiej - szanujemy to. Prawda iż 500-osobowa grupa Gnieźnian przybyła do Koszalina w dniu 10 maja 1945r. prowadzona przez Edmunda Dobrzyckiego z tego "Gniazda Polskości" jak do Ziemi Obiecanej. Wiele osób starszej generacji nie chce przyjąć do wiadomości iż zamieszkali w niemieckim mieście. Uczynili jeden z cudów społecznych zbudowali polski Koszalin. Realizuję już od paru lat "Galerie Pamięci" na stronie Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina, tam są biogramy naszych Pionierów. Nie robię tego "Sobie a muzom" - poszerza się krąg odbiorców tych informacji z całego świata. Złożyliśmy wniosek o nadanie nowo budowanej ulicy /obwodnicy/ imienia Edmunda Dobrzyckiego - tam przy tablicy może być miejsce spotkań z okazji tej rocznicy. Wołam od lat Bernard Kokowski - nasz pierwszy Prezydent powinień być uhonorowany.
Co do słowa "podożynki" - nóż mi się otwiera. Kiedyś nasz koszaliński etesta słowa Jupi Podlaszewski zaproponował na łamach miesięcznika "Koszalin" piękną nazwę "Błonia Dożynkowe" - jak to brzmi prawda ? Wiele mamy do zrobienia w określeniu naszej lokalnej tożsamości. PS. Jestem przeciwny burzeniu jakichkolwiek śladów przeszłości w naszym mieście - tych sprzed 1945r. i tych zbudowanych po tym roku. Dodam iż do 9 maja 1945r. Koszalin był miastem frontowym - wszak wiele tu było szpitali i lazaretów radzieckich. Na zegarach dworcowych do lipca 1947r. widniał czas moskiewski.
Dzień Pioniera na pamiątkę końca niemieckiego Koszalina
@Maciej:Wszystko to racja: pionierzy budowali polski Koszalin, winniśmy im szacunek i pamięć; piszę o tym. To, że w 1970 roku Dzień Pioniera ustanowiono w "Dzień Wyzwolenia" wynikało z tamtej interpretacji historii. Ale - jak napisałem - dziś wiemy więcej: wiemy, że nie wyzwalano i nie toczono zawziętych walk z doborowymi oddziałami niemieckimi. 4 marca może być Dniem Pioniera, ale nie dezinformujmy na miłość boską, że to jest na pamiątkę ustanowienia polskiej administracji! Historia opiera się na faktach, a nie na legendach prostowanych gdzieś w przypisach lub na łamach gazet.
Istotą tego, co napisałem jest pogmatwana świadomość mieszkańców ziem przyłączonych do Polski w 1945 r. , którzy usiłują za swoich koszalińskich "przodków" uznać zarówno Marquardów i Hartmannów oraz takich ludzi jak Dobrzycki czy Jagoszewski. To trochę tak, jakby współcześni Turcy powoływali się na starożytnych Greków, którzy mieszkali w dzisiejszej Antalyi i kreowali się na ich kontynuatorów, świętując greckie bachanalia (jak my udając dawnych Niemców bawimy się w bitwę pod Tatowem).
Owo powierzchowne (moim zdaniem) zakotwiczenie w świadomości mieszkańców faktów i ludzi związanych historycznie z Koszalinem wynika zapewne tych sprzeczności: nie można poczuwać się jednocześnie do emocjonalnych związków z dawnymi Niemcami i dawnymi Polakami. Warszawiacy czy poznaniacy nie mają takich problemów - tam ich rodziny żyją od wielu pokoleń w tym samym mieście, a wydarzenia takie jak powstanie warszawskie czy wielkopolskie jest równie żywe dla świadomości jak powiedzmy sierpniowe strajki dla mieszkańców Gdańska. Ludzie to pamiętają, przekazują swoim dzieciom... a jakie spektakularne wydarzenie obecne w zbiorowej pamięci możemy przekazywać w Koszalinie? Kilkugodzinne nielegalne zgromadzenie na rynku w 1982 r.?
Pisze pan o propozycji nadania imienia kolejnej ulicy; obawiam się, że będzie to jedynie zadośćuczynienie temu człowiekowi, nie wpłynie jednak na uporządkowanie chaosu, który być może zniknie za kilkadziesiąt lat, gdy już wszyscy uwierzą, że Gleichen, Marquard i Hartmann rozmawiali po polsku, a ostatni niemiecki Burgermeister po prostu przekazał władzę następnemu polskiemu burmistrzowi, albo będzie to dla każdego kompletnie obojętne w zjednoczonej Europie.
Co do "podożynek" - to nazwa potoczna, z nią się ne wygra nawet uroczymi "błoniami". Może kiedyś, gdy ostatnie "podożynkowe" (he he) pawilony zostaną zastąpione czymś innym...
Koszalin został wyzwolony
@Adam Wolski:To, ze pan Polechoński zadekretował, że od dziś już nie ma "wyzwolenia", jest tylko "zdobycie", nie znaczy, żebyśmy dali się zwariować. Ja sam używam określenia "wyzwolenie", bo do niego przywykłem i żaden żurnalista nie będzie mi narzucał konwencji.
Uważam też, że kto jak kto, ale to Pionierzy sami ustalają sobie daty, z którymi czują się związani emocjonalnie. Dla tamtego pokolenia koniec wojny ze znienawidzonymi Niemcami hitlerowskimi, były najszczęśliwszym dniem w życiu. Koszalin został wyzwolony dla Polski 4 marca, taka jest logika wydarzeń widziana z dzisiejszej perspektywy, choć w sensie formalnym mogło jeszcze trochę potrwać, zanim polska administracja przejęła pełnię władzy (w pewnym sensie Polska nie była tutaj suwerenem aż do roku 1989). Uszanujmy również inną wrażliwość historyczna, pozostawmy innym prawo wyboru, nie ufajmy tym, którzy próbują nam narzucać swoje wersje historii.
Pozdrawiam
Bezmyślne przyzwyczajenie
@Lobo3:Lobo3: "Ja sam używam określenia "wyzwolenie", bo do niego przywykłem..."
To wiele wyjaśnia. Zapewne wielu Rosjan również wciąż używa określenia "wyzwolenie zachodniej Białorusi i Ukrainy" 17 IX 1939 r., bo do niego przywykli. Są też tam i tacy, którzy wierzą w wersję mordu oficerów w Katyniu popełnionego przez Niemców - bo przez pół wieku powtarzania tego kłamstwa przez propagandę sowiecką (radziecką) też do niego przywykli.
Prawda czy kłamstwo ?
@Maciej:"Wyzwolenie Koszalina" to KŁAMSTO.
Przybycie pionierów do Koszalina w dniu 10 maja 1945 to PRAWDA.
W 1970 rządziła komuna i jej zbrojne ramię - bezpieka. PZPR narzuciła i podtrzymywała (wyłącznie dzięki swemu zbrojnemu ramieniu) KŁAMSTWO o wyzwoleniu Koszalina w marcu 1945. Nie sądzę, iż w 1970 roku, któryś z pionierów był na tyle nie rozsądny aby temu przeczyć. Chyba, jednak już NAJWYŻSZY CZAS aby zaprzestać trwania, w tej narzuconej, wyłącznie względami ideologicznymi schizofrenii.
No i znowu zagadamy rzeczywiste problemy i potrzeby!
Miast komentarza, miast górnolotnych i wielce filozoficznych popisów elokwencji, dedykuję autorowi wiersz naszego wieszcza, który również sam bywa powodem kontrowersji i sporów. Adam Mickiewicz problem sporów zawarł w przepięknym wierszu pt. "Golono, strzyżono". Ponieważ jest on dosyć pokaźnej objętości, poprzestaję na cytacie, resztę łatwo dzisiaj dopaść w internecie:
U nas, kto jest niby chory,
Zwołuje zaraz doktory;
Lecz czując się bardzo słaby
Prosi chłopa albo baby.
Ci ze swego aptekarstwa
Potrafiają i podagrze,
I chiragrze, i głuchotom,
I suchotom, i głupotom
Radzić. A i u nich wszakże
Nie masz na upór lekarstwa.
Mieszkał Mazur blisko Zgierza,
Któremu zginęła suka,
Straż domostwa i spichlerza.
Gdy jej z żalem i kłopotem
W okolicy całej szuka,
Wróciła się tydzień potem.
Ledwie poznał, że to ona;
Bo była wpół ogolona.
"O zbóje! żeby ją skryli,
Używają takich figli,
Że biedaczkę wygolili!"
"Powiedz raczej, że ostrzygli
- Robi mu uwagę żona -
Bo psów nie golą, lecz strzygą".
"A no patrzajcies no mi go, -
- Odpowie Mazur z przekąsem -
Jakaś ty mi dyć uczona!
Mając gołe jak pięść lice,
Chcesz nauczać nas pod wąsem,
Co jest brzytwa, co nożyce?
Przecież dobrze, suko miła,
Żeś tu jest, choć ogolona".
"I jam rada, że wróciła, -
- Odpowiada na to żona -
Choć wróciła ostrzyżona",
Jest coś jeszcze...
Nikt nie zwraca uwagi w mieście na obiekt, bez którego tego miasta pewnie by nie było. Góra Chełmska jest elementem spajającym historię i dla Niemców i dla Polaków i dla.... Kaszubów, którzy pierwsi pielgrzymowali tam (a po nich Niemcy). I co ciekawe, właśnie to nam Polakom udało się przywrócić jego sakralny charakter po 460 latach. Miasto zaś same powstało pierwotnie z osady służebnej dla kaplicy na Górze Chełmskiej.
Sprawa ta jest o tyle ciekawa, że łączy w sobie historię, aż trzech żywiołów kaszubskiego, niemieckiego i polskiego. Nie dzieli, a łączy, bo nie ma tu konfliktu historycznego. Każda nacja wniosła coś własnego i INNEGO.
A G.Chełmskiej nie sposób nie zauważyć, no chyba, że się jest krótkowidzem z koszalińskiego ratusza...
sakralny charakter
"udało się przywrócić jego sakralny charakter " tylko po co ? dawniej byla tam zabawa, sport a teraz "wycie to księżyca"
Zabawa, sport ...
@red.beast:Dobry homosowieciczku a któż to zlikwidował zabawę, sport, hotel, amfiteatr i restaurację ? Krasnoludki w chałacikach i z pejsikami, masoni a może CYKLIŚCI ? No KTO ?
Witam
Witam wszystkich jako że jestem tu nowy.
W Koszalinie mieszkam 40 lat od urodzenia i reprezentuję szkolnictwo "kłamliwej komunistycznej propagandy" :) więc uczono mnie że Koszalin był Polski i teraz po przeczytaniu tego tekstu trochę mną targneło gdyż faktycznie tak uważałem do tej pory, nie jestem historykiem ale ten tamt mnie bardzo zafrapował, poniżej zamieszczam "wklejki" znalezione naprędko w Wiki i teraz nie wiem co mam sądzić o artukule powyżej bo mi się wydaje że Koszalin jako taki nie był może Polski ale był Słowiański a z tego co wiem to Słowianom bliżej do Polaków niż Niemców no ale może te infa z Wiki to też kłamstwa:
1107 – zdobycie Koszalina przez Bolesława Krzywoustego (wg Kroniki Wielkopolskiej).
1214 23 października – Wystawiono przywilej przez księcia zachodniopomorskiego Bogusława II* w którym jest nadanie klasztorowi norbertanów w Białobłokach koło Trzebiatowa :...w spokojne i swobodne posiadanie wraz z wszystkimi przynależnościami wieś Cossalitz zwaną, w pobliżu Cholin (Góry Chełmskiej) w kasztelanii kołobrzeskiej położoną...(Czyli Koszalin)
*Bogusław II (ur. ok. 1178/1186, zm. 23/24 stycznia 1220) – książę pomorski na Szczecinie z dynastii Gryfitów. Syn Bogusława I i Anastazji, córki księcia wielkopolskiego Mieszka III Starego. Ojciec Barnima I (dopiero za Barnima I nastał szeroki napływ "Germanizacji" na te ziemie.
W drugiej połowie X wieku Pomorze należało do Polski, ale biskupstwo w Kołobrzegu utworzone w 1000 r., zostało zniszczone około roku 1007. Państwo pierwszych Piastów rozpadło się w latach 30. XI wieku, ale zostało ponownie zjednoczone przez Kazimierza Odnowiciela, który wygrał kilka bitew z Mazowszanami i Pomorzanami w 1047. Według kroniki Galla Anonima panowanie nad Pomorzem stracił król Bolesław Śmiały.
Przypomnijmy jeszcze kim byli POMORZANIE którzy tu "ponoć" mieszakli
Pomorzanie – wielkie plemię słowiańskie, z grupy plemion lechickich zasiedlające południowy brzeg Bałtyku. W skład wielkiego plemienia Pomorzan wchodzili między innymi: Kaszubi, Pyrzyczanie, Wolinianie, Brzeżanie i Słowińcy. Główne grody to: Szczecin, Kołobrzeg, Białogard, Nakło, Pyrzyce, Stargard, Gdańsk, Starogard Gdański.
Więc jak to jest z tą Polskością Koszalina bo już wiem że jako miasto wcześniej nie było Polskie ale wcześniej jako osada?
To więc wyzwolili czy zdobyli.
KŁAMSTWO i FAŁSZ.
@TeodorBonifacy:"Wyzwolenie Koszalina" to KŁAMSTWO.
Przybycie pionierów do Koszalina w dniu 10 maja 1945 to PRAWDA.
Zdobycie (?) Koszalina w 1107 roku to FAŁSZ. Nigdzie, a szczególnie w KRONICE WIELKOPOLSKIEJ nie ma wymienionego (opisanego) takiego wydarzenia.
Niemcy, Pomorzanie, Prasłowianie, Goci i inni...
Jest faktem, że przez ponad siedem ostatnich wieków aż do 1945 r. miasto o dzisiejszej nazwie Koszalin było zamieszkane przez ludność mówiącą po niemiecku.
Wcześniej było tu różnie - przypomnę, że w niedalekiej Grzybnicy (dwadzieścia parę km od Koszalina) znajdują się tzw. kamienne kręgi będące śladem zamieszkiwania tu w I - III w. przez Gotów, o których nikt chyba nie powie, że mieli coś wspólnego ze Słowianami.
No cóż
No cóż nie będę się spierał ale jakby przyjąć takie myślenie jak pańskie o tych kręgach to Koszalin był Rzymski a nie Germański czy Słowiański a skąd takie info?Gdy 2 lata temu kupowałem działkę pod Koszalinem dowiedziałem się że jest w strefie B czy coś takiego bo już nie pamiętam i że to oznacza że konserwator musi być przy kopaniu fundamentu i innnych wykopów a czemu ano temu bo niedawno znaleźli jakiś kopiec Rzymski z czasów "Bursztynowego Szlaku" z tego co mi pobierznie powiedział konserwator oni tu żyli i umierali czyli mieszkali więc co Rzymianie?Pozostałości kręgów bym raczej doszukiwał się w sposobie przyjmowania "obcych" na swych ziemiach Słowian, mało jest o tym lecz czytałem listy z czasów bodaj zaraz po narodzinach J.Ch. a może troszkę później jakiegoś kupca czy szlachcica z bliskiego wschodu (Arab) który opisuje dziwne plemie Słowian i ich zwyczaje mniędzy innymi własnie o "mieszalności" kultur oraz ludzi rdzennie tu mieszkających jak i napływających, fakt nie pisał on o Koszalinie ale o osadach na zachód od Koszalina między innymi o warowni na Wolinie, która była zupełnie wolnym grodem pomieszanym kulturowo i narodowo gdzie jedyną wiarą zakazaną był chrześcijanizm z którego to powodu jakiś Duński książe zniszczył ten gród.Więc z tym osądzaniem do kogo ta ziemia należy pod względem zamieszkania nie byłbym taki pochopny, co do tych ostatnich wieków to się zgodzę ale nie można tylko się ograniczać do "współczesnej" historii :) ja preferuję starożytność i wiem że jeśli chodzi o ten czas to Koszalin pretenduje raczej do Słowiaństwa niż do Germaństwa.Lecz to tylko domysły ale może właśnie poparte tym że na ziemiach okupowanych przez Germanów czy Rzymian znajdują "dużo" archeologicznych stanowisk a tutaj nie, więc wniosek z tego taki że albo nikt tu nie mieszkał albo mieszkali tu właśnie prości i biedni Słowianie których rzemiosło opierało się na drewnie nie metalu i nic sie nie zachowało sprzed 2 tyś lat.To tylko takie swobodne przemyślenie i nic więcej.Jak chcesz to dla ciebie może być Niemiecki Koszalin a dla mnie pozostanie on Polski i właśnie "wyzwolony" a nie zdobyty.Może nie jako miasto ale jako ziemie.Pozdrawiam.
Jestem poirytowany
Przepraszam, co prawda nie wiem czym był karmiony (w tym przez komunistyczne władze) autor artykułu ale odnoszę wrażenie, że nie tylko jego żołądek ucierpiał. Żyję w Koszalinie od 1956 roku, żyję w MOIM mieście. I dla mnie najważniejsze jest jakie jest to miasto dla mnie i moich bliskich, dla moich sąsiadów i znajomych. Niestety, zawsze musi pojawić się ktoś, kto w swej frustracji, w swej nienawiści, w czym tam jeszcze musi jątrzyć, musi dzielić, musi dawać upust swej indoktrynacji. "Władza karmiła nas kłamstwem", "od dawna spierano się", "rzekomo po ciężkich bojach", i tak dalej. I tylko jednej tezy autor nie postawił: czemu to ma służyć, szczególnie biorąc pod uwagę upływ czasu jak i samą zjadliwość sformułować. Panie Adamie Wolski - kimkolwiek pan jesteś - bardzo proszę postawić sobie ołtarzyk nienawiści i modlić się do niego. Bardzo proszę swoje frustracje tudzież inne niepowodzenia wylewać na tenże ołtarzyk. I bardzo proszę nie oceniać czym kto i kiedy był karmiony. Panu taka dieta nie służy. Pozdrawiam.
Nie jątrzenie, tylko dociekanie
Przez lata czytaliśmy o "wyzwoleniu Koszalina" po ciężkich bojach" z jednostkami, które w artykule wymieniłem. Dziś, bez cenzury i nacisków towarzyszy z wydz. propagandy PZPR, po zweryfikowaniu okazuje się, że było inaczej. Nie jest to jedynie moje "jątrzenie", o tym mówił i pisał płk Grobelski już kilka lat temu, a także wczoraj: http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110303/POLECAMY/323305720
Nie zamierzam dzielić żadnej frustracji ani dawać upustu żadnej nienawiści; jestem od tego jak najdalszy. Koszalin jest również moim polskim miastem, a w całym artykule tym i innych, wcześniejszych dawałem wyraz swojego szacunku dla ludzi, którzy tę polskość w Koszalinie budowali.
Jeżeli zaproponowałem taki temat do dyskusji to dlatego, że jak widzę, nadal wielu z mieszkańców Koszalina przyjmuje za dobra monetę mity. Czemu to ma służyć? Ano na przykład temu, żebyśmy nie powtarzali głupot o "ustanawianiu polskiej administracji 4 marca 1945 r. Wystarczyłoby, żeby ograniczyć się do stwierdzenia, iż od czterdziestu lat, 4 marca w Koszalinie obchodzony jest jest Dzień Pioniera i tyle.
Tak jak napisałem, większości ludzi kompletnie nie interesuje, co tak naprawdę stało się 4 marca. Pionierzy trwają przy tej dacie jako o dniu swojego święta, bo stała się ona już tradycją, choć opiera się na dwuznacznym fakcie. Jedni (jak TeodorBonifacy) będą upierać się, że z powodu jakichś prasłowian, którzy byli wcześniej niż Niemcy (choć później niż Goci) Polacy "wrócili" do Koszalina czy Szczecina. Inni (jak zirytowany oak.leaf) poprzestaną na prostym stwierdzeniu, że nieważne co było, ważne, że tu i teraz od 66 lat trwa i trwać będzie Polska.
Ale ja widzę - i to jest główny temat tego, co napisałem - jak mało istotna jest dla większości mieszkańców historia miasta. Wystarczyło być dzisiaj na owym spotkaniu w Ratuszu i potem przy składaniu kwiatów przed pomnikiem: oprócz Pionierów i przedstawicieli władz i zaproszonego do uświetnienia spotkania chóru młodzieżowego nie było ani harcerzy, ani uczniów, ani nikogo poza przypadkowymi i zapewne nie mającymi pojęcia o co chodzi przechodniami.
Tak to wyglądało w momencie pisania tego komentarza: http://img852.imageshack.us/img852/2113/04032011e.jpg
Osoba godna upamiętnienia
"Więc co lub kto w Koszalinie wpisał się w krzepnącą tożsamość miasta na tyle, by godzien był upamiętnienia?"
np Pan Leszek Wojciechowski
link: http://pawelbullo.blogspot.com/2011/03/leszek-wojciechowski-czowiek-ktor...
Lobo3
1. Artur Wolski: "Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej został zdemontowany, przeniesiony na cmentarz i zastąpiony pomnikiem marszałka Piłsudskiego (na budowę którego zresztą podczas publicznej zbiórki udało się uzbierać zaledwie drobną część potrzebnej kwoty)."
Na stronie "Marszałek Piłsudski w Koszalinie" podano rozliczenie budowy pomnika przyjęte przez Urząd Skarbowy i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji:
http://pilsudski.ovh.org/pomnik_02.html
Dotacja do pomnika stanowiła 1/3 wartości w stosunku do poniesionych kosztów lub 1/5 wartości w stosunku do szacunkowej wartości pomnika (dokonanej przez artystę rzeźbiarza p. Kwiatkowskiego z Pleszewa, na podstawie podobnych realizacji w Polsce). W tej sprawie prasa do dziś powiela nieprawdziwe informacje, co wynika zapewne z tego, że część braci dziennikarskiej zachowała się w tej sprawie troszeczkę niepatriotycznie.
2. "Nawet nasz lokalny męczennik poległy z ręki komunistycznej władzy – Janek Stawisiński zginął daleko stąd i tak naprawdę łączy nas z nim jedynie to, że pochodził z Koszalina."
Znacznie więcej, niż tylko to, że pochodził z Koszalina (urodził się zresztą w Sławnie). Do dziś mieszka w Koszalinie mama i brat Janka, tutaj znajduje się jego grób na cmentarzu. W stanie wojennym, za obecność przy tym grobie, znajdującym się pod stałą obserwacją SB, kilka osób zostało aresztowanych, inni byli zmuszeni do emigracji. Zbiórka pieniędzy na pomnik Janka, to historia sama w sobie, można na ten temat napisać książkę sensacyjną. Opozycjoniści, a ostatnio również władze miasta, spotykają się przy grobie w rocznicę stanu wojennego oraz śmierci Janka. Znana i opisana jest sprawa walki o nadanie honorowego obywatelstwa miasta. Inny rozdział tej historii to uporczywa walka pani Stawisińskiej o ukaranie sprawców tej zbrodni i wspierania jej wysiłków przez członków opozycji z Koszalina, o czym po prostu nie wypada mówić, co jednak nie znaczy, ze nie miało to miejsca.
Autor proponuje pracę u podstaw. Bardzo dobra rada, wypada rozpocząć od siebie. Poznawanie historii Koszalina, zakłamywanej kiedyś i niestety zakłamywanej obecnie, co jest nawet boleśniejsze, bo przecież dziś nikt nikogo za twarz nie trzyma, jest zadaniem niezwykle trudnym. Wymaga krytycznego umysłu, zdolności niezależnego myślenia, odwagi przeciwstawienia się "gazetowym prawdom" i stereotypom. Warto też pozbyć się resentymentów, widocznych niestety w tekście autora. Pan Maciej Sprutta, można powiedzieć nasz dawny przeciwnik, jest przez nas dziś szanowany za to co robi w sprawie pionierów i za cierpliwe utrwalanie okruchów polskości.
Pozdrawiam
Poznawanie historii
@Lobo3:Lobo3: "Autor proponuje pracę u podstaw. Bardzo dobra rada, wypada rozpocząć od siebie. Poznawanie historii Koszalina, zakłamywanej kiedyś i niestety zakłamywanej obecnie, co jest nawet boleśniejsze, bo przecież dziś nikt nikogo za twarz nie trzyma, jest zadaniem niezwykle trudnym. Wymaga krytycznego umysłu, zdolności niezależnego myślenia, odwagi przeciwstawienia się "gazetowym prawdom" i stereotypom. Warto też pozbyć się resentymentów, widocznych niestety w tekście autora."
Zacząłem. M.in. na tym portalu MMKoszalin przypominałem zarówno ślady nieistniejącego już Köslina, jak i pamiętne wydarzenia z polskiego Koszalina; pochlebiam sobie, że bazując na wycinkach starych gazet, wspomnieniach świadków i własnej pamięci pisałem o rzeczach dotąd nie poruszanych albo poruszanych pobieżnie:
Szczegółowy opis przedwojenego rynku: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/koszalin-1939-spacerkiem-wokol-rynku-25...
Historia zmian nazw koszalińskich ulic jako odbicie historii: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/wstydliwi-patroni-koszalinskich-ulic-18...
Wspomnienie o końcu niemieckiego Köslina: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/koszalin-1945-wielka-ucieczka-297387.html
Historia wielkich zmian w układzie miasta w 1975 r.: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/z-poczwarki-w-motyla-czyli-wielki-remon...
Dożynki - pamiętne, ale czy zapamiętane? http://www.mmkoszalin.eu/artykul/koszalin1975-gdy-patrzyla-na-nas-cala-p...
Demonstracja w sierpniu 1982 r. (jedyna w powojennej historii miasta): http://www.mmkoszalin.eu/artykul/sierpniowa-zadyma-188841.html
Historia pomnika, który odsłaniany z pompą, zniknął niemal bez śladu: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/ubelisk-213182.html
Inne ciekawostki: koszalińskie mini zoo: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/koszalinskie-zoo-85690.html
Dni chwały koszalińskiego dworca PKP: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/gdy-szczycilismy-sie-dworcem-pkp-164389...
Urodzinowe wspomnienie o ratuszowym zegarze: http://www.mmkoszalin.eu/artykul/zegar-na-koszalinskim-ratuszu-niestrudz...
Inne: http://www.mmkoszalin.eu/autor/adam-wolski/articles_moderate/all
....................................................................................................................................
Historia budowy pomnika Piłsudskiego rzeczywiście jest fascynująca; podanej przez Pana strony poświęconej pomnikowi nie znałem (a szkoda), jednak nie myliłem się zbytnio pisząc o "drobnej części kwoty", w każdym razie tej uzbieranej ze sprzedaży cegiełek. Przypomnę: wydrukowano cegiełki na kwotę 120 tys. zł, sprzedano za niecałe 14 tys. O wpłatach gotówkowych nie wiedziałem, ale nawet po zsumowaniu całej przekazanej gotówki daje to mniej niż 1/3 potrzebnej kwoty.
Proszę mnie dobrze zrozumieć: jestem pełen szacunku dla wszystkich tych zaangażowanych osób , które wykonały ogromną pracę nie żądając w zamian ani grosza. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo wydrukowania 3,5 tys. plakatów (bezpłatnie) i informacji w mediach, tzw. szeroki odzew społeczny był jak na możliwości dość skromny. I o tym właśnie piszę.
Co do Janka Stawisińskiego: czy nie zgodzi się pan z moim zdaniem, że znikoma ilość informacji o nim (w opracowaniach, w internecie, a zwłaszcza w Wikipedii, gdzie przecież pisać może każdy), nie najlepiej świadczy o mieszkańcach miasta, w którym zaledwie kilka lat temu dokonano aktu nadania imienia nowo zbudowanej ulicy? Ani żadna instytucja odpowiedzialna za narodową pamięć (IPN, AP, Muzeum), ani żaden lokalny działacz dawnej opozycji, ani ktokolwiek czujący się lokalnym patriotą nie uczynił nic ponad postawienie pomnika czy tablicy i rytualne celebrowanie rocznic? To na tym ma polegać pielęgnowanie pamięci i edukacja?
Nie tylko cegiełki
@Adam Wolski:Darowizny na pomnik Marszałka nie obejmowały tylko gotówki i cegiełek. Czy cegiełek sprzedano mało, to kwestia dyskusyjna. Nie chcieliśmy cegiełek rozprowadzać sami, ponieważ mogło to budzić różne podejrzenia, rozprowadzane więc były tylko przez dwie instytucje zaufania publicznego - Pocztę Polską i PKO PB. To znaczy, że zakup cegiełki wymagał pójścia do tych instytucji, możliwe też, że odstania swojego w kolejce. Zdecydowana większość sprzedanych nominałów to te po 5 zł, jeśli podzielimy to przez 14 tys. zł mamy 2800 osób. Porównajmy to na przykład z wynikami wyborów, w Radzie Miejskiej zasiadają radni, którzy otrzymali po 200 głosów. Cegiełki były tylko jednym źródłem finansowania pomnika, oprócz tego były wpłaty gotówkowe, głównie firm prywatnych, ale też uczestników chórów polonijnych, zbiórek rodzinnych itd. Jest to kwota duża, ponad 56 tys. zł zebrana w warunkach urzędowego zwalczania inicjatywy przez ratusz i całkowitej blokady informacyjnej. Proszę to sobie wyobrazić - o tym wszystkim nie informowały media, ludzie nie mogli liczyć na to, ze ich gest zostanie zauważony, ze znajdą swoją podobiznę w gazecie. Ogłoszono zbiórkę złomu miedzianego i mosiężnego i wosku (używany przy odlewach) na budowę pomnika. Wreszcie firmy wykonały dużą część robót nieodpłatnie. Przypominam, budowaliśmy pomnik dla miasta, nigdzie nie zdarzyło się, żeby pomnik architekta polskiej niepodległości budowano społecznie i wbrew stanowisku władz. W sumie, we własnym zakresie, przy wrogiej postawie władz i niechętnej postawie mediów (poza nielicznymi wyjątkami), społecznicy zebrali ok. 124 tys zł (darowizny, cegiełki, odsetki od lokat, prace, złom, materiały itd.), dotacja miasta 64 tys. zł (dotacja wyniosła 100 tys. zł, ale część zwrócono, żeby nie zawyżać kosztów budowy pomnika - nam bardzo zależało, żeby powstał jako odruch serca). Według wszelkich posiadanych danych jest to rekord Polski, jeśli chodzi o tego typu przedsięwzięcia i udział społeczny. Bardzo dużo na temat historii pomnika wie red. Tadeusz Rogowski (wydawał biuletyn Komitetu), który opowiadał mi wiele wzruszających historii związanych z budową pomnika, może jeszcze kiedyś coś opublikuje (on jest też autorem tej strony internetowej).
Nie byłoby nawet nazwy ulicy Janka Stawisińskiego i skromnego obelisku gdyby nie inicjatywa związana z nadaniem honorowego obywatelstwa miasta. Chociaż radni ją uwalili, to coś zrobić musieli, żeby uniknąć kompromitacji. Tak jak w przypadku pomnika, tak i tutaj media nie wsparły tej inicjatywy z prostego powodu: nie była popierana przez władze. Byli dziennikarze, którzy odmówili podpisania się pod projektem obywatelskim uchwały, odmówili podpisu radni "prawicy" a nawet PiS. Sprawa jest opisana tutaj:
http://www.komk.ovh.org/stawisinski.html
Nas wówczas wyautowano, są to sprawy, do których nawet nie chcemy wracać, nie ma sensu tworzyć nowego bagażu krzywd, pretensji, żalów, czasami trzeba zrezygnować z dochodzenia swoich racji. Nie wszystko też załatwi nasze pokolenie, kilku ludzi, na których spoczywa ciężar przekazania tego dziedzictwa nie podoła, a instytucje jak wiadomo śpią.
Pozdrawiam, obiecuję, że zapoznam się z pańskimi artykułami
Sowiecka blizna
Dla mnie data 4 marca, to data zajęcia Koszalina przez oddziały sowieckie i początek zagłady jego centrum, ponieważ "sojuszniki" zajmowały się w pierwszej kolejności po wejściu rabunkiem, gwałtami i paleniem "priekliatej giermanii".
Koszalin pod tym względem nie był wyjatkowy, bo tak samo zrobili w Sławnie, Polanowie, Świdwinie, Bobolicach tj. w miastach zajętych praktycznie bez walk.
Palenie centrów miast dokonywano w wyniku celowych podpaleń, po kilku dniach plądrowania. Tak np.Polanów zajęty 27 lutego bez walk został spalony 3 marca.
Jak to miasto wyglądało i jak wygląda obecnie zawdzięczamy chłopcom w czapkach z czerwoną gwiazdką.
I taka sama SOWIECKA BLIZNA wciąż widnieje w centrum Koszalina. To, że to miejsce zabudowane jest socjalistycznymi blokami i brakuje mu chrakteru staromiejskiego rynku, jest zasługą kolegów ze wschodu. Bo co można było zrobić z tymi gruzami w 1945 r po przekazaniu ich Polakom? Ano wyburzyć i zabudować na nowo. To "nowo" jest obecnie urbanistycznym koszmarem, przestrzenią która nie stanowi dla mieszkańców miejsca integracji, a jest tylko "peronem" dla MZK.
Brak takiej przestrzeni jak mają normalne miasta np. Jarocin, Pleszew, Września, Ostrów Wlkp. Pojedzcie i zobaczcie , że te miasta dzięki swoim rynkom i ich starej zabudowie mają LUDZKĄ TWARZ.
A my co mamy w centrum ......... SOWIECKĄ BLIZNĘ. I dlatego, 4 marca to nie jest dobra data dla świętowania. Bo ten sojusznik robił niestety też złe rzeczy. To on spalił nam mosty do normalności.
4 marca 1945 - zdobyty czy wyzwolony Koszalin
Popieram w całej rozciągłości opinię osak.lear z 4.III.2011. Panie Adamie pisze pan "historia opiera się na faktach" - tak na faktach. I faktem jest, że 4 marca 1945 roku wojska radzieckie zdobyły Koszalin wyzwalając go od zbrodniczego reżimu i administracji hitlerowsko- nazistowskie. Byl to koniec wladzy hitlerowskiej w mieście. I to wyzwolenie stało się zaczątkiem obchopdów rocznicowych gdyż Koszalin został i zdobyty i wyzwolony. Jeżeli gdzieś, ktoś, jakiś urzad, organizacja - interpretuje to inaczej, po swojemu, to trzeba to sprostować i ujednolicić. To tyle co do zdobycia i wyzwolenia Koszalina.
Dobrze by było aby zostało opracowane obiektywne, prawdziwe kalendarium istotnych wydarzeń, związanych ze zdobywaniem, wyzwalaniem oraz przejęciem miasta przez polską administracją. Może to pomoże dokonać weryfikacji, korekty i uporządkowania oraz właściwego, poprawnego nazwania obchodzonych rocznic.
Na razie tyle odnośnie wywodów pana Adama Wolskiego w dociekaniu prawdy o powojennych dziejach Koszalina. Wesołych Świąt Wielkanocnych.
Wyzwolenie = wypędzenie?
@Wik:Fakty to fakty: wojska radzieckie zajęły niemieckie miasto, które następnie w wyniku ustaleń w Jałcie przekazano Polsce.
Natomiast czy było to "zdobycie", "zajęcie" czy "wyzwolenie" to już interpretacja i tu, jak widać z wpisów różnych osób - jednomyślności nie ma. Owszem, można by twierdzić, że "wyzwolono Koszalin od zbrodniczego reżimu i administracji hitlerowsko- nazistowskiej". Tylko że po tym szczytnym dokonaniu "wyzwolono" Koszalin od pozostałych "wyzwolonych" mieszkańców, którym nakazano wyjechać za Odrę.
To są już fakty trochę trudniejsze do interpretacji. Owszem, można je usprawiedliwiać zbrodniami nazistów (czy w ogóle: Niemców), ale te usprawiedliwienia nie zmieniają faktu, że Rosjanie zajęli miasto, które następnie wraz z lwią częścią państwa niemieckiego zostało przyłączone do Polski. Polacy zaś w wyniku zorganizowanych działań spowodowali wyjazd dotychczasowych mieszkańców i zajęli ich siedziby. Dzięki czemu (z czego jestem zresztą rad) mieszkamy dziś na ziemiach zdobytych w głównej mierze przez Rosjan - w Polsce.
Jednak jakoś inaczej rozumiem "wyzwolenie", które w tym wypadku nie jest dla mnie tożsame ze zdobyciem.
Wyzwolenie = wypędzenie ?
Proszę wiadomo o co chodzi. Panie Adamie powiedz pan prosto i jasno, po co kluczyć. Dzień 4 marca to nie jest data do świętowania jakichkolwiek polskich rocznic. Dla pana jest to tylko i wyłącznie i takim pozostanie - dniem zdobycia i zajęcia miasta przez Rosjan, końcem niemieckiego Koszalina, niemieckiej administracji. początkiem „wypędzenia” ludności niemieckiej z miasta. Wszystko inne co by nie było w tym dniu świętowane, jest i będzie odbierane przez pana jako fałszowanie historii, „schizofrenia rocznicowa”.
A tłumaczenie, że dla obecnych mieszkańców jest to początek powojennej historii polskiego Koszalina - poczatek drogi do polskości miasta co obecnie świętują – pana nie interesuje.
I to jest właśnie to co pana boli, co doskwiera, spędza sen z oczu. Swoim dociekaniem i odkłamywaniem historii stara się pan pokazać i uświadomić nam, że Koszalin to niemieckie miasto odebrane Niemcom.. Czyli żyjemy na obcej ziemi prawie jak „okupanci”, którzy zagarnęli niemieckie dobra. A jak pan uważa czy gdyby Hilter nie przegrał wojny, Niemcy oddaliby Polsce i innym krajom zagarniete ziemie, oddaliby skradzione dobra, dzieła sztuki ?.
Śpię spokojnie
Świętowanie 4 marca "rocznicy ustanowienia administracji polskiej w Koszalinie" nie boli mnie ani doskwiera, również nie spędza snu z oczu; może mnie co najwyżej śmieszyć i skłaniać do refleksji o wyższości propagandy nad rzetelną wiedzą historyczną. Bo - powtarzam i bynajmniej nie kluczę - ani miasto i jego mieszkańcy nie zostało "wyzwolone", ani polscy osadnicy nie "wrócili" na te tereny, nazywane wówczas "Ziemiami Odzyskanymi". Wracać to mogli Polacy wypędzeni przez Niemców z Wielkopolski czy Zamojszczyzny.
Gdybym miał z czymś to "wyzwolenie" i "powrót" porównać, to najbliższe wydaje się "wyzwolenie zachodniej Ukrainy i Białorusi" 17 września 1939 r.
Czy żyjemy na obcej ziemi jako okupanci? Nie, jesteśmy u siebie. Niemcy, naród, który rozpętał zaborczą wojnę, przegrał ją i zapłacił za to m.in. utratą części terytorium, które zwycięzcy przyznali nam, Polakom, a oni zajęli niemieckie dobra.
Coś się nie zgadza?
Można debatować, czy było to sprawiedliwe, moralne etc. Tych kwestii nie poruszałem w swoim tekście, zatrzymując się przede wszystkim nad skomplikowaną historią najnowszą miasta i nadając całości celowo prowokacyjny tytuł o "schizofrenii". Ale czy nie jest schizofreniczne czczenie dnia zajęcia niemieckiego Koszalina przez Armię Czerwoną i jednocześnie traktowanie po 1989 r. tej "wyzwolicielki" jak okupanta, czego świadectwem była m.in. zmiana nazwy ulicy Armii Czerwonej na Piłsudskiego czy usunięcie pomnika wdzięczności Armii Czerwonej, która 4 marca "wyzwoliła" Koszalin od Niemców?
Szkoda, że miasto zajęli Rosjanie, a nie - jak np. sąsiedni Kołobrzeg - również Polacy. Być może wówczas wszystko byłoby choć trochę prostsze: można byłoby mówić, że "zdobyliśMY" miasto, a więc jest nasze. Ale MY ani nie zdobyliśmy, ani nie wróciliśmy na odzyskane tereny, a jedynie dostaliśmy je, być może jako rekompensatę za "wyzwolony" od Polaków Lwów i Wilno. Właściwie można powiedzieć, że żyjemy na Ziemiach Pozyskanych.