Koszalińskie absurdy ogłoszeniowe
Miasto w swoich uchwałach samo siebie zobowiązuje do promocji kultury, uważając te działania za jeden ze swoich priorytetów. Wystarczy spojrzeć choćby na to, jak zorganizowana jest strona internetowa Koszalina: zakładka „Kultura" jest jedną z pięciu głównych.
Szukając uchwał rady miasta w sprawie kultury w Archiwum Koszalińskiej Biblioteki Publicznej, znalazłem m.in. taką: Uchwała Nr XXVIII/442/2005 Rady Miejskiej w Koszalinie z dnia 28 września 2005 r. (http://www.biblioteka.koszalin.pl/rm/pdf/b442.pdf). Nowszej nie było. Znalazłem tam zadania, takie jak: „zaspokajanie potrzeb różnych odbiorców kultury" oraz „wspieranie działań i przedsięwzięć kulturalnych, oferujących wysokiej jakości zjawiska artystyczne". Jest to uchwała, która ustala, jak miasto współpracuje z organizacjami pozarządowymi w kwestii m.in.: rozwoju kulturalnego, czyli organizacji różnego rodzaju działań (jest ich cała lista). Miasto udziela wsparcia finansowego i pozafinansowego.
Przejdźmy teraz do codziennej praktyki różnych OPP. Kiedyś postanowiliśmy zorganizować takie małe publicznej spotkanie z ciekawą osobą. Wydarzenie na wskroś kulturalne. O wydarzeniu takim trzeba poinformować jak najszerszą publikę, żeby przyszli nie tylko ci, którzy to organizują. Opcji jest kilka: internet, prasa lokalna, plakaty na mieście. I tu zaczyna się główny temat mojego artykułu.
Mianowicie: w Koszalinie są dwa rodzaje słupów ogłoszeniowych na plakaty. Obydwa rodzaje należą do miasta, lecz jedne są dzierżawione przez firmę prywatną, a drugie są w gestii Zarządu Dróg Miejskich. Jedne i drugie służą do tego, by informować mieszkańców Koszalina o różnych imprezach kulturalnych. Jednak sposób ich użycia jest zgoła odmienny.
Najpierw dla kontrastu opiszę, jak wygląda zawieszenie plakatu na komercyjnym słupie ogłoszeniowym. Zadzwoniłem o godz. 17 pod numer podany na słupie ogłoszeniowym. Umówiłem się z panem u siebie w domu na 19. Pan przyszedł do mnie i wziął ode mnie plakaty (plakaty były wielkości B2) i 11 złotych opłaty za każdy za powieszenie ich na tydzień. O 19:30 plakaty już wisiały na wybranych przeze mnie słupach.
Łatwo i przyjemnie, choć niezbyt tanio.
Gdy zadzwoniłem na numer podany na innym słupie ogłoszeniowym, należącym i administrowanym przez Zarządu Dróg Miejskich, dowiedziałem się, że aby umieścić plakat na słupie muszę złożyć wniosek pt. WNIOSEK w sprawie wydania zezwolenia na zajęcie pasa drogowego w celu umieszczenia reklamy tymczasowej (niepodlegającej przepisom prawa budowlanego) (na podstawie art. 40.1. i 40.2. ustawy o drogach publicznych Dz. U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm.)
(do pobrania tutaj http://www.zdm.koszalin.pl/reklamytymczasowe.php).
Na rozpatrzenie będę czekał miesiąc.
Wniosek podlega takim samym procedurom, co zajęcia pasa drogowego. Leży więc na tej samej kupce, co wnioski o zajęcia pasa drogowego, np. zajęcie ulicy Zwycięstwa na odcinku od 1 Maja do Połtawskiej na powierzchni jednego pasa na dwa tygodnie. A ja chcę po prostu powiesić parę plakatów na słupach ogłoszeniowych, które są specjalnie postawione po to, żeby wieszać plakaty.
Na rozpatrzenie tego wniosku czekałem od 26.10.2009 do 21.11.2009. (daty są trochę stare ale dokładne, no i nadal wygląda to, z tego co wiem, tak samo). Nie byłoby z tym takiego problemu, gdyby nie to, że mało kto zna szczegóły imprezy na 1,5 miesiąca naprzód. Tak jakoś jest w tej kulturze. Trudno coś zaplanować aż tak daleko naprzód.
Chciałem powiesić plakaty na dwa tygodnie, wyszedł z tego niecały tydzień, bo dopiero na kilka dni przed imprezą wniosek został rozpatrzony. Miasto zarobiło przez to mniej pieniędzy.
Opłata jest oczywiście dużo niższa – ok. 3 złotych na tydzień za plakat B2. Mnie nie przeszkadza, że muszę sam zawiesić plakaty i po upływie przyznanego terminu je ściągnąć. W końcu cena i tak jest konkurencyjna.
Efekt jest taki, że słupy obsługiwane przez firmę prywatną są zalepione cały czas mimo, że są dużo droższe. Natomiast na tych ZDM-u nie ma żadnych plakatów. Co ciekawe, nawet instytucje kultury finansowane przez miasto z nich nie korzystają. Miasto, używając do załatwiania bardzo prostej sprawy bardzo skomplikowanej procedury, nie realizuje w moim rozumieniu jednego ze swoich zadań, a więc wspierania rozwoju kulturalnego miasta oraz zapewnienia mieszkańcom miasta dostępu do kultury (czyli m.in. informacji o tym, że ta kultura jest i coś robi).
Podsumowując, słupy zarządzane przez ZDM stoją puste, a mogłyby mieszkańców informować o ciekawych rzeczach dziejących się w mieście. Przeszkodą jest zbyt długo trwająca procedura. Zastanawiam się, czy dałoby się ją jakoś uprościć, ułatwić, skrócić. Może jest jakiś sposób?
Wyobrażam sobie, że najwygodniej byłoby tak: „Informuję ZDM o chęci powieszenia plakatów (zgoda nie jest wymagana, sama informacja wystarczy), idę do kasy, płacę i lecę rozwieszać".
Gdyby tak się stało, to z pewnością byłoby to wspieranie działań i przedsięwzięć kulturalnych oraz zaspokajanie potrzeb różnych odbiorców kultury.
Link do artykułu przesłany do:
przemyslaw.krzyzanowski@um.man.koszalin.pl
zdm@koszalin.home.pl




























Kontakt:
Domniemany przestępca na słupie!;)
" ...aby umieścić plakat na słupie (ZDM) muszę złożyć wniosek pt. WNIOSEK w sprawie wydania zezwolenia na zajęcie pasa drogowego w celu umieszczenia reklamy tymczasowej (niepodlegającej przepisom prawa budowlanego) (na podstawie art. 40.1. i 40.2. ustawy o drogach publicznych Dz. U. z 2007 r. nr 19, poz. 115 ze zm.)
Na rozpatrzenie będę czekał miesiąc."
Czy to oznacza, że partie i kandydaci promujący się na słupach ZDM, zajęli pas drogowy, bez wymaganego zezwolenia!?
Widzę, że nielegalnie, bezprawnie i niesprawiedliwie, powiesił się też na ZDM-owskim słupie kandydat nomen-omen Prawa i Sprawiedliwości, w tym przypadku podejrzany o bezprawie, Mirosław S.!
Panie Prokuratorze!?;)
... no właśnie nie!
@rrekin:Z tego co wiem jest zawsze na kampanię specjalna uchwała rady miasta, która zezwala komitetom wyborczym na wywieszanie plakatów na słupach ZDM bez specjalnych zezwoleń.
Sprostowanie w sprawie tytułu.
Jako autor artykułu chciałbym się zdystansować do nadanego mu tytułu, który jest inny od oryginału. Nie podoba mi się użyte w nim słowo absurd. Uważam je za nadużywane, często nieodpowiednie i obraźliwe dla adresatów. Zmusza ich do obrony (kto chciałby być posądzony o absurdalne zachowanie, poglądy, cokolwiek),a nie do przemyśleń i działań w celu poprawy sytuacji.
Oryginalny tytuł brzmiał: Koszalin : powieś plakat... czy może być prościej?
Z pozdrowieniami dla Agnieszki
safian
ciekawy temat, gratuluję
Czy prezydent już odpowiedział? I dlaczego buddyści rozwieszaja swoje ogłoszenia nielegalnie (np. na skrzynkach elektrycznych), a po swoim spotkaniu plakatów nie zrywają?
...
@a4293778:może właśnie dlatego.
prezydent nie odpowiedzal
nie odpowiedzial ani prezydent ani zdm.
nawet sie nosilem z zamiarem napisania formalnych pism, ale na razie tego nie zrealizowalem.
wlasciwie szkoda.
choc mam takie wrazenie, ze to i tak nic by nie dalo.