Krwawa wystawa
Jestem przeciwnikiem aborcji. Uważam też, że trzeba jej przeciwdziałać, ale nie tak - a przede wszystkim nie w takim miejscu - jak plac przed koszalińskim ratuszem, gdzie ustawiono plansze z drastycznymi fotosami ilustrującymi aborcyjny zabieg.
W mniemaniu twórców tej prezentacji, jest ona w pełni uzasadniona, bo ludzie dopiero się zaczną nad czymś głębiej zastanawiać, gdy im się to podsunie pod sam nos i powie "Patrzcie, tak wygląda ta wasza aborcja". I do takiego myślenia zresztą mają w pełni prawo, tak samo jak do organizowana podobnej wystawy. Nie mogę się jednak zgodzić na to, aby stała ona w przestrzeni publicznej, ponieważ ta należy do wszystkich koszalinian. Także do tych, którzy zwyczajnie nie chcą być zmuszani, aby takie zdjęcia oglądać, do czego również mają święte prawo.
Taka wystawa powinna zostać pokazana w miejscu, do którego trzeba wejść, aby ją zobaczyć i w odpowiedni sposób nagłośniona. Wtedy każdy, kto chciałby się z nią zapoznać mógłby to zrobić, a ten kto nie miałby na to ochoty, nie musiałby na podobne zdjęcia patrzeć. Stawienia jej w centralnym punkcie miasta oznacza, że po pierwsze - odbiera się w ten sposób mieszkańcom prawo wyboru tego, co chcą oglądać, a po drugie - sprowadza się dyskusję na tak poważny temat do skróconej, niemalże komiksowej formuły. A to powoduje, że z pola widzenia znika sprawa kluczowa: brak przemyślanej i gruntownej edukacji seksualnej w polskich szkołach. Bo niechciane ciąże nie biorą się z powietrza, ale ze skandalicznie niskiego stanu wiedzy pośród młodych ludzi. Na pewno warto pokazywać straszliwe skutki takiego braku wiedzy (choć jak już pisałem, nie w takim miejscu jak plac przed ratuszem), ale znacznie ważniejszą sprawą jest to, aby skupić się na przyczynach tej seksualnej ignorancji. Dlatego państwo - bo nie zawsze potrafią zrobić to rodzice - powinno tak edukować swoich młodych obywateli, aby ci prawdy o życiu nie musieli poznawać z takiej czy innej ulicznej wystawy.
Piotr Polechoński
























Kontakt: