drukuj

Ksiądz Janusz Bujak z Koszalina o katastrofie w Smoleńsku

Ks. Janusz Bujak

Rozmowa z księdzem Januszem Bujakiem, wykładowcą teologii w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie.

– Trudno tego pytania nie zadać: dlaczego Bóg tak doświadczył Polaków?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Jako katolicy wierzymy w bożą opatrzność. Bóg chce dla nas dobrze, nie może być przyczyną cierpienia i zła. To nie on był sprawcą tej tragedii, w tym wypadku mówi się o czynniku ludzkim, który mógł doprowadzić do nieszczęścia. Nie obwiniamy więc Boga, ale i nie wykluczamy go z tego splotu wydarzeń.

– Wciąż pozostaje pytanie: dlaczego?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Odpowiedzi należy szukać w niedawnych świętach wielkanocnych. My, katolicy, jesteśmy przygotowani na śmierć, żałobę, ale i na radość. W Wielki Piątek Jezus umarł na krzyżu, a później przeżywaliśmy radość zmartwychwstania. Dla ludzi wierzących śmierć nie jest końcem, lecz początkiem życia wiecznego. Jeśli wierzymy w Boga, to wierzymy, że ofiary tej katastrofy pójdą do niego, spotkają się w niebie z oficerami bestialsko zamordowanymi z rozkazu Stalina.

– Czy ta świadomość rzeczywiście nam pomoże? Wielu z nas odczuwa żal, ale i złość. Jeśli ktoś ma do Boga pretensje, czy to jest grzech?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Pytanie "dlaczego” jest absolutnie uzasadnione. Pan Bóg na pewno je akceptuje, bo jest wyrazem wiary. Mówimy "Bądź wola Twoja”, ale jednocześnie pytamy: dlaczego. Mamy do tego prawo. Chrystus umierając na krzyżu wołał: "Boże, czemuś mnie opuścił”. Wszystkie uczucia towarzyszące żałobie – smutek, żal, rozpacz, ale też gniew, są potrzebne.

– Tak trudno pogodzić się z rozmiarami narodowej tragedii. Gdzie powinniśmy szukać pocieszenia?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Wiara w Boga pomaga przetrwać żałobę. Polscy oficerowie zamordowani w Katyniu byli ludźmi bardzo religijnymi. To pozwoliło im zachować godność, umocniło w ostatnich tragicznych chwilach.

– Polska jest w żałobie. Jak powinniśmy przeżyć ten czas?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Żałoba to czas smutku, moment zatrzymania, refleksji nad swoim życiem. Teraz widać, jak dużo jest w nas mądrości, dobroci. Mówimy o śmierci ludzi najważniejszych w państwie, odczuwamy smutek, ale pamiętamy też o osobistych doświadczeniach, wielu z nas przeżyło przecież rozpacz utraty kogoś bliskiego.

– Czego mogą nas nauczyć te smutne przeżycia?
Ksiądz Janusz Bujak:
– W myśl zasady, co cię nie zabije, to cię wzmocni, można przypuszczać, że te bolesne doświadczenia staną się dla nas swoistą lekcją. Na wielu portalach internetowych są przytaczane słowa księdza Jana Twardowskiego "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Może dzięki tej tragedii politycy nie wrócą do poprzednich złych nawyków sprzed katastrofy. Może my sami częściej zadamy sobie pytanie: jak żyć godnie, aby płakano nie przez nas, lecz po nas. Katastrofa w Smoleńsku tak wyraźnie udowadnia, jak kruche jest nasze życie.

– Żałobne programy w telewizji, specjalne audycje radiowe, inne niż zazwyczaj gazety. Czy przypadkiem w naszej żałobie nie ma za dużo przesady?
Ksiądz Janusz Bujak:
– To wyjątkowa sytuacja i nie uważam, by w przeżywaniu narodowej żałoby było za dużo patosu. Ludzie tak to czują i powinni mieć prawo do wyrażania swoich uczuć, emocji. Im głębiej to przeżyjemy, tym pozostanie trwalszy ślad. Nie odbierajmy sobie prawa do wyrażania tego, co dyktuje serce. Okrutnym byłoby żądanie, aby ludzie zachowywali się tak, jakby nic się nie stało. Polacy tłumnie gromadzą się przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, żeby oddać hołd zmarłym, by wyrazić swój ból, być razem w tym nieszczęściu.

– Ale nie wszyscy chcą rozpamiętywać żałobę w tłumie. Czy to źle?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Każdy przeżywa to na swój sposób, tak jak umie, potrafi, chce, bo przecież nie chodzi o to, żeby udawać uczucia. Ktoś pomodli się w kościele, ktoś wspomni zmarłych w domu, w chwili zadumy, kto inny będzie płakał w samotności.

– A co ksiądz sądzi o zewnętrznym manifestowaniu żałoby?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Te oznaki są bardzo ważne, pomagają przetrwać ten czas. Dawniej, po śmierci kogoś bliskiego, ludzie przez wiele miesięcy chodzili w czarnych ubraniach. To pomagało pogodzić się ze stratą. Kiedy wywieszamy flagę, gdy ubieramy się w sposób bardziej stonowany – te gesty mają określone znaczenie, są wyrazem naszego stanu ducha. Trudno przecież w sercu nosić żałobę, a zachowywać się w sposób zupełnie inny – radosny, beztroski. To byłby dysonans.

– Co pozostanie w nas po tej tragedii?
Ksiądz Janusz Bujak:
– Wierzę, że te doświadczenia zmienią nas, sprawią, że staniemy się lepsi. Politycy zaprzestaną błędu dążenia do władzy za wszelką cenę i osiągania zaszczytów "po trupach”. My sami zastanowimy się, zanim skrzywdzimy kogoś niesprawiedliwym osądem, złym słowem. Bo jacy jesteśmy naprawdę? Ostatnie dni dowodzą, że dobrzy, szlachetni, pełni miłości. Cenimy ofiarność, patriotyzm. Takimi chcemy być. Takimi bądźmy.

Zdjęcia

  • Ks. Janusz Bujak

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać