Ludzie z dworca
Od pewnego czasu obserwowalem bezdomnych z koszalińskich dworców.
Dzisiaj porozmawiałem z jednym z nich.Prosił o nie robienie zdjęcia i nie podawanie imienia.
Jest bezdomnym od roku a na koszalińskim dworcu P.K.P mieszka od trzech tygodni.
Bezdomnym został po tym jak żona wymeldowała go z mieszkania znajdując sobie innego partnera. Od tego czasu tuła sie po kraju pracując dorywczo żeby mieć na jedzenie.
Teraz jego domem stał się koszaliński dworzec kolejowy ponieważ w przutulisku nie ma miejsca.Pomimo że już rok jest osobą bezdomną mówi że nie potrafi przystosować sie zaistniałej sytuacji jak jego towarzysze niedoli. Woli samotność .Nie potrafi jak pozostali poprosić o papierosa czy pieniądze. Z wdzięcznością mówi o osobie która przynosi mu kanapki i herbatę w termosie. Kiedy głód zajrzy w oczy wtedy idzie pod ośrodek szkolenia straży granicznej gdzie nigdy nie odmówią talerza gorącej zupy.
Marzy mu sie powrót do normalności: podjęcie pracy wynajęcie stancji.
Oby mu się udało odbić od dna.


























Kontakt: