O tarczy i garść śmiesznostek
"Wycięta jest z czerwonego filcu. Literki z białej gumy układają się w napis: Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Koszalinie. Symbol szkolnej przynależności, niegdyś odgórnego "prikazu: przyszywany do płaszcza albo (zgroza!) granatowych fartuchów; częściej - sprytnie mocowany do tychże systemem szpilek i agrafek... Dziś nikt nie wymaga od uczniów takiego oznakowania. (...)
- Przypinaliśmy je agrafkami do granatowych fartuchów - wyznają maturzystki anno 1964. Zdzisław Zakrzewski, komentator sportowy TVP (matura 1969): - Mieliśmy taka piosenkę: "Więc, uczniowie nasi mili, noście tarczę, lecz na szpili".
W latach 60. próbowano wprowadzić "studenckie" czapki. Nie przyjęły się. Początek lat 70. to czas mundurków dla chłopców i granatowo-niebiesko-czerwonych sukienek dla dziewcząt. Z czasem zrezygnowano z nich, m.in. z powodu kłopotów zaopatrzeniowych (skąd wziąć materiał na serię identycznych ubrań?).
(...)
Maturzystki 1964: - Jakieś wspomnienie? Na lekcji chemii zrobiono nam wycieczkę do browaru. Cała klasa wróciła do szkoły lekko zawiana... Potem rodzice musieli przychodzić, tłumaczyć naszą niesubordynację.
Zdzisław Zakrzewski: - Moja klasa jest chyba jedyną, która nakręciła o sobie film. Taką amatorską kamerą. Jak ciekawie jest teraz zobaczyć siebie sprzed trzydziestu lat...!
(...)
Biolog Jan Bogowski i jego dawny uczeń Jarosław Płocica, dziś muzyk znany jako YARO: - Pojechaliśmy całą klasą do Poznania, specjalnie na mecz Polska - Grecja. (YARO, gdy były wychowawca nie słyszy: - Byłem w miarę porządnym uczniem, ale raz zawiodłem zaufanie profesora Bogowskiego: ściągałem i on mnie na tym przyłapał. Jak mi było głupio! To typ nauczyciela, przed którym człowiek wstydzi się takiego "braku elegancji").
Tomasz Chmielewski (ze śmiechem): - Cztery dwóje na jednej lekcji historii. Za brak notatek do czterech tematów.
Joanna i Tomasz Chmielewscy to jedno z małżeństw wyswatanych przez "Broniewskiego". Matura w 1991 r., w klasie biologiczno-chemicznej. Studiowali we Wrocławiu, tam teraz mieszkają i pracują. Ona - biotechnolog, on - lekarz. (...)
Szkolne legendy. Mają je klasy, mają całe roczniki... Ci, którzy uczyli się w II LO "za kadencji" wicedyrektora Wiśniewskiego, wspominają, jak to zabierał przyłapanego na papierosie ucznia do swego gabinetu i tam polecał wypić szklankę tranu (ponoć zestaw tytoń plus tran gwarantował spędzenie następnej lekcji w łazience i stałą niechęć do palenia...).
Albo zapamiętana przez wszystkich jako pani Adela - teraz emerytka , wcześniej przez dwadzieścia lat szkolna szatniarka. Wesoła, cokolwiek rubaszna. Dlaczego stała się postacią na poły mityczną? Może dlatego, że znała wszystkich uczniów. Dla pani z szatni nikt nie był "numerem z dziennika".
(...)
Monika Szumowska
OKO, 25września - 1 października 1999r.



























Kontakt:
A co to za oko
Carisma, a co to za tygodnik. W 99 nie było mnie w Koszalinie i nawet nie wiedziałem, że wychodziło takie pismo. Można gdzieś znaleźć numery archiwalne?
Ad vocem
Jak zdaje się, czapki usiłowano wprowadzić już od samego początku szkoły. Nie zapominajcie, że była to szkoła TPD, przez co w jakiś tam sposób wyjątkowa. Nadto, w społeczeństwie tkwiła jeszcze pamięć i tęsknota do czasów "Niebieskiego mundurka", tradycji czapek szkolnych i akademickich, a co niektórzy pamiętali jeszcze mowę ich kształtu i kolorystyki. Mam zdjęcie, chyba 1951 lub 1952 r., jestem na nim w granatowej sukiennej czapce, nad plastikowym daszkiem wpięty jest w nią znaczek, tzw. Kaganek Nauki. Tarcze natomiast, jeśli dobrze pamiętam wprowadzono na przełomie piątej i szóstej dekady ubiegłego wieku. Od początku były one również naszym utrapieniem, też przechodziliśmy fazy szpilek i agrafek. Jeśli chodzi zaś o ciekawostki, to jest faktem, że dodatkowe lekcje historii i języka rosyjskiego braliśmy na „tajnych” kompletach w szkolnej kotłowni, u jej wspaniałego gospodarza, popalając przy okazji dla utrzymania się w tematyce modne wówczas radzieckie papierosy Awtozawodzkie. Pan D, był autentycznym Kozakiem Dońskim, był uczestnikiem Wielkiej Rewolucji Październikowej. Jak opowiadał nam, karierę wojskową rozpoczynał wspólnie z samym Antonem Denikinem, z którym później brał udział w rewolucji, walcząc raz przeciw niemu, a innym razem wspierając go. Do Polski przyniosła go wojna bolszewicka, tu ranny dostał się do niewoli i został już na zawsze. O naszą edukację dbał również pierwszy woźny, jeśli dobrze pamiętam pan Barański, który niestety dosyć szybko odszedł na emeryturę, a jego następcy nie mieli już u nas takiego miru.
OKO
Był to tygodnik - dodatek weekendowy do "Głosu Pomorza", wydawany, o ile dobrze pamiętam, w latach 1999-2000.
oka OKO
dzięki za odpowiedź. No tak, w tych latach studiowałem poza Koszalinem, więc wszystko jasne...