drukuj

Po kolędzie

Koperta albo psikus!

Fot. Elektrolat

Dzwonią domofony, słychać pukania do drzwi – już chodzą. Kto? Księża po kolędzie. Szykujcie białe obrusy, świece i koperty z pieniędzmi.

Do wizyty duszpasterskiej w domach parafian, potocznie zwanej kolędą, w kościele katolickim zobowiązuje prawo kanoniczne: "Proboszcz powinien starać się poznawać wiernych, nawiedzając ich, uczestnicząc w troskach, niepokojach i smutku, umacniając w Panu, jak również roztropnie korygując". Przyjęło się, że takim rutynowym nawiedzeniem jest właśnie okres kolędowania. Przyjęło się również, że na zakończenie wizyty księdza w mieszkaniu jako ofiarę daje się księdzu w kopercie pieniądze. Ile? - jak pisze "Super Express", stawki są bardzo zróżnicowane. Najmniej, bo od 10 do 50 zł, dają parafianie na wschodzie kraju. Trochę lepiej jest w centrum. Tu kapłan może liczyć na datek w wysokości od 50 do 100 zł. Najbardziej hojni zaś są mieszkańcy Dolnego Śląska (do 150 zł) oraz Kujaw (nawet do 200 zł). Moja znajoma (w Koszalinie) wkłada do koperty 50 zł.

Jeśli przyjmiemy, że ksiądz proboszcz obejdzie dziennie przeciętnie 20 rodzin i każda da mu w kopercie 50 zł, to dziennie może zarobić około tysiąca złotych. W dużych parafiach wizyty duszpasterskie rozpoczęły się w pierwszym tygodniu adwentu i potrwają do lutego. Najczęściej sprawę zbierania pieniędzy podczas duszpasterskiej wizyty biskupi zostawiają proboszczom. To proboszcz dysponuje pieniędzmi zebranymi podczas kolęd. Często te sumy są przeznaczane na konkretne cele, najczęściej charytatywne. Część datków z wizyty duszpasterskiej księża odprowadzają do kurii, z tych pieniędzy utrzymywane są np. domy dla chorych duchownych.

Pieniądze są nie tylko tematem tabu, ale i tematem żartów. Mimo że nikt nie jest zmuszany do dawania ofiar, parafianie nazywają kolędę noworocznym poborem podatków, żebraniem po domach, czy wręcz haraczem. Z kpiny, bądź dla uniknięcia wstydu, dają koperty puste lub wypełnione papierem w kształcie banknotów. Ale w mniejszych miejscowościach ludzie wciąż są hojni, choć powody tego są różne: obawa przez obgadaniem, nazwaniem sknerą, chęć uniknięcia kłopotów z odprawieniem chrztu, ślubu czy pogrzebu.

Chcąc oczyścić wizytę duszpasterską z dwuznacznych akcentów, diecezje gliwicka i opolska wprowadziły zakaz przyjmowania przez księży ofiar na kolędzie. Czy to dobra decyzja? W internetowym sondażu Wirtualnej Polski zagłosowały 11 594 osoby, z których 38% poparło zakaz uważając, że ksiądz odwiedza domy tylko po to, żeby otrzymać pieniądze. 31% internautów powiedziało, że kto chce wesprzeć kościół i tak to zrobi, nie musi dawać pieniędzy podczas kolędy. Za to 15% stwierdziło, że odgórny zakaz dawania kopert jest niepotrzebny, bo księża nie zmuszają do dawania pieniędzy – kto nie chce, nie musi dać ofiary.

Odgórnego zakazu przyjmowania kopert podczas kolęd nie popiera 2% głosujących – ci, głosujący stwierdzili, że to tradycja, zaś 7% nie popiera zakazu, bo to parafianie utrzymują kościół, więc nie ma nic dziwnego w tym, że dają pieniądze księżom. Sprawa jest więc dyskusyjna i pewne jest to, że kto nie chce, nie musi dawać pieniędzy podczas wizyty duszpasterskiej. 

Współpraca: Wirtualna Polska, Gazeta Wyborcza

Zdjęcia

  • Koperta albo psikus!
Elektrolat
Autor:Elektrolat

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
rrekin
rrekin śr., 2012-01-04 17:09

Walka o moją duszę

 

Wczoraj wczesnym popołudniem zapukali do mnie ministranci (młodzi chłopcy skromnej postury – to tak apropos rysunku) i zapytali czy przyjmuję księdza. Potwierdziłem – poszli. Kilka godzin później zjawili się ponownie w towarzystwie proboszcza mojej parafii. Ksiądz pomodlił się krótko, ale nieszablonowo w intencji mojego domu i jego mieszkańców, po czym jak zwykle ministranci wyszli, a my sobie ucięliśmy pogawędkę. Normalnie, sympatycznie o życiu, o polityce, o nietypowej zimie i minionych świętach.
No przepraszam – o kobietach nie było!

Przyznam, że lubię te doroczne wizyty w wykonaniu tego właśnie księdza. Poprzednik wyciągał jakieś kartoteki coś tam odhaczał, zostawiał opieczętowaną kopertę – urzędnik parafialny, a nie ksiądz!


Obecny, to prawdziwy duszpasterz. Ujął mnie (podobnie jak rok temu) autentyczną troską o moje sprawy doczesne, uznając widać, że duszą rozporządzę sam bez niczyjej pomocy. Na koniec wręczyłem księdzu kopertę z całkowicie dobrowolną ofiarą w kwocie, że tak powiem środkowopolskiej. Przyjął ją z wdzięcznością. Wcześniej dałem też po 5 zł ministrantom, bo taki jest zwyczaj - nie żeby dać po piątaku, tylko by dać w ogóle.


O tę moją duszę toczy się ostatnio walka, bo dość często przychodzą świadkowie Jehowy. Traktuję ich uprzejmie, ale mam już szczerze dość naiwnych pisemek jakie zostawiają przy każdej wizycie. Męczą mnie wymuskane kolorowe obrazki przedstawiające szczęśliwych, pięknych ludzi w rajskim otoczeniu. Nie trafia do mnie naciągana interpretacja Biblii i malowanie świata wyłącznie w kolorach czerni i bieli. Nie kupuję tego!

Nie, żebym był specjalnie praktykujący czy wierzący. Dlatego, że jestem myślący i żadna indoktrynacja, a już szczególnie naiwna i nachalna, do mnie nie trafia!\


Tak czy inaczej w walce o moją duszę jak dotąd, 1:0 dla proboszcza!
:)

P.S. Kapitalny jak zawsze rysunek Elektrolata przypomina mi mojego poprzedniego proboszcza, który taszcząc z sobą parafialne kartoteki z moimi (jak podejrzewam) danymi osobowymi, szykował mi jakiegoś psikusa!:)

Apage urzędas!!!;)

okruch
okruch śr., 2012-01-04 18:13

I tu jest pies pogrzebany ...

W mojej parafii kolędowanie wygląda zgoła inaczej niż u rrekina. NIESTETY!!!

Ksiądz przychodzi (mieszkam dość daleko, więc trafia do mnie zwykle dość późnym wieczorem - widać, że jest zmęczony, ale to mogę zrozumieć), odpęka kolędę, dwa paciorki, poodhacza coś właśnie w swojej magicznej księdze i już - koniec wizyty. Rozmowa? Zapomnij człowieku! Poznanie swoich owieczek? Akurat!

Moja córka dwa lata temu szła do komunii - czekała więc na tę księżowską wizytę wyjątkowo: podkreślała tematy w zeszycie do religii, pięknie nakrywała stół, przypomniała sobie wszystkie modlitwy, ładnie się ubrała. A ksiądz? Na zeszyt nawet nie zerknął. BA! Nawet obrazka dziecku nie dał i mała nie miała co wkleić do owego nieszczęsnego zeszytu ...

W tym roku jeszcze u mnie się ksiądz nie pojawił. Obiecałem sobie, że tym razem dam mu jeszcze szansę. Ale, jeśli powtórzy się znany mi od lat schemat - odpuszczę sobie i za rok za wizytę grzecznie podziękuję.