Jak to się stało, że trafił pan do Polski?

- Pierwszy raz przyjechałem tu w 2000 roku. W Austrii poznałem pewną fascynującą Polkę i to za nią przybyłem. Po roku jednak wyjechałem i na stałe wróciłem dwa lata temu.

Dlaczego na miejsce do życia wybrała pan Koszalin?

- Moja żona jest koszalinianką, tu też mieszka moja dziewięcioletnia córeczka. Uważam, że Koszalin to fajne miasto, przez te dziesięć lat, od mojej pierwszej wizyty, zaszły tu ogromne zmiany. Miasto jest większe i piękniejsze, a ludzie spokojni i bardzo tolerancyjni, a w Polsce różnie z tym bywa.

Tematem pańskiej książki jest właśnie rasizm w naszym kraju, a obraz Polaków, który się z niej wyłania, jest przerażający...

- To nie jest obraz wszystkich Polaków, dla wielu z was rasizm jest czymś zupełnie obcym. Mówiąc ogólnie, Polacy boją się inności i obcych, ale nie u wszystkich rodzi to agresję. Niestety, skinheadów też tu nie brakuje.

Historia przez pana opowiedziana jest fikcją, ale opisane w niej wydarzenia naprawdę miały miejsce?

- Tak. Główni bohaterowie nie istnieją, ale wzorowani są na rzeczywistych osobach. Opisane zdarzenia to zbiór doświadczeń różnych obcokrajowców mieszkających w Polsce, z którymi rozmawiałem i które spisałem. Podobnie jest z sytuacją polityczną opisaną w książce: nazwiska zostały zmienione, ale uważny czytelnik doskonale będzie wiedział, o kim mowa.

Przekaz płynący z książki jest taki, że Nigeryjczycy są ludźmi bardzo spokojnymi, absolutnie nie szukającymi zwady.

- Bo tak jest w istocie. Proszę pamiętać, że czarni przyjeżdżają do Polski na studia albo do pracy. Często wasz kraj jest tylko przystankiem w drodze na zachód. Ich głównym celem jest zarobienie na chleb, po co w takiej sytuacji mają szukać kłopotów? Agresja i przemoc, z którymi się spotykają, budzi w nich strach - boją się mówić o prześladowaniach, nie idą nawet na policję.

Pan też się spotkał z przejawami rasizmu?

- Wielokrotnie, zwykle w miejscach publicznych, najczęściej na dworcach. Ale w Koszalinie dyskryminacji praktycznie nie było do czasu, gdy 23 maja w Warszawie został zastrzelony Nigeryjczyk. Po tym zdarzeniu spotkałem się na ulicach z komentarzami typu: "Czarnuchu, do domu". Ale to są niezwykle rzadkie sytuacje.

Co stało się inspiracją do napisania "Black factor"?

- Spotkałem człowieka, który był swego czasu aktywnym działaczem polskiego stowarzyszenia Krew i Honor. Opowiedział mi wiele o środowisku polskich narodowych socjalistów, a ja, mając doświadczenia własne i innych czarnych ludzi, postanowiłem zabrać głos w dyskusji o sytuacji obcokrajowców w Polsce.

I co chciał pan przekazać czytelnikom?

- Mam nadzieję, że po tej lekturze ludzie zmienią swoje myślenie, zrozumieją, że czarny nie znaczy gorszy. Że moja córka będzie żyła w społeczeństwie tolerancyjnym.

Który etap pracy był najtrudniejszy?

- Początek. Targały mną potężne emocje, z którymi musiałem sobie jakoś poradzić. Zresztą nie tylko ja - redaktor usunął z książki kilka fragmentów, argumentując, że są zbyt brutalne. A taka jest przecież rzeczywistość.

Niebawem ukaże się pana druga książka, "White factor". Również będzie o rasizmie?

- Tym razem opiszę historię białej kobiety, która mieszka wraz z czarnym mężem w Nigerii. Tam również są rasiści, z tą różnicą, że nie lubią białych. Nigeria jest krajem wielokulturowym, podzielonym na wiele "regionów". W różnych jej częściach mieszane małżeństwa mogą być różnie odbierane.

W "Black factor" opisuje pan wiele nigeryjskich tradycji, między innymi poligamię. Nadal jest akceptowana?

- Akurat ten temat jest mi bliski, mój ojciec miał siedem żon i dwadzieścioro sześcioro dzieci. Rzecz w tym, że legalnie można mieć tylko jedną żonę, ale niektóre tradycje kulturowe są przez rząd akceptowane, na przykład poligamia. Ja jednak jestem zdeklarowanym monogamistą, od dziewięciu lat poślubionym jednej kobiecie (śmiech).

Jaka według pana - obcokrajowca tu mieszkającego - będzie Polska w przyszłości?

- Myślę, że będzie dobrze. Już zachodzą pozytywne zmiany, osiedla się tu coraz więcej ludzi innych narodowości i ras. Mam nadzieję, że niedługo widok ciemnoskórej twarzy nie będzie na nikim robił wrażenia ani wywoływał niezdrowej sensacji, nie mówiąc o agresji.

Rozmawiała: Agnieszka Gontar