Pomniki zamiast atrakcji turystycznych?
W "Teraz Koszalin" z 9 czerwca pojawiły się pomysły mieszkańców na zwiększenie atrakcyjności turystycznej miasta. No i przy okazji na uatrakcyjnienie go dla nas, tubylców. Proponowali organizowanie imprez i koncertów, żeby przyciągnąć pozytywną energię, otworzyć się na ludzi. Kompletne bzdury. Apelowali o budowanie dobrych dróg i akwaparku. Chore wizje. Narzekali, że nic się tu nie dzieje. Absurd. Sami dyletanci.
Pospieszyli się z tą krytyką, ale teraz zamilkną, uderzą się w piersi i posypią głowy popiołem. – O my niewdzięcznicy!! – zakrzykną gromkim chórem. I wyruszą w pielgrzymkę do Częstochowy, w intencji przebaczenia win. Bo oto akurat na powitanie sezonu, przybył nam – uwaga! tam tadam tamtam!!! – nowy głaz pamięci. „Katyń 1940 – 2010" – napisano na przytwierdzonej do niego tablicy. Jasno informuje, że jak przeżywać traumę sprzed siedemdziesięciu lat, to tylko z nami, koszalinianami.
Ooo, tak! Na to czekali turyści, tego właśnie chcą. Ledwo wyjdą z pociągu i już będą mogli oddać hołd męczennikom walki o wolność. Ooo, tak! Przecież nie po to męczennicy walczyli o wolność, żebyśmy teraz cieszyli się wolnością. Ooo, nie! Walczyli po to, żebyśmy za nich cierpieli. Ich duchy, unoszące się nad Dworcową, są zachwycone. Bo widzą, że tu się cierpi wytrwale. Ooo, tak! – This is it! – zawoła angielski turysta. – Fantastisch! – zawtóruje mu inny z Niemiec. I zapyta, gdzie tu jest coś poświęconego obronie Westerplatte. Z Rosji i tak nikt nie przyjedzie.
Oczywiście pomnik został postawiony również z myślą o miejscowych, szczególnie dzieciach i młodzieży. Żeby po wakacjach nie musiały się w szkole za dużo uczyć. Po co im wiedza o niuansach i zawiłościach naszych dziejów? W Koszalinie nie trwoni się wolności na wyciąganie z historii wniosków na przyszłość. Wystarczy, że opanują techniki wzbudzania litości i metody żebrania o współczucie, poznają możliwości, jakie otwiera przed nimi szantaż moralny. I niech od najmłodszych lat dźwigają ciężar kompleksów, smakują gorycz klęsk narodowych.
Bo to jest nasze najważniejsze dziedzictwo, a nie jakaś kultura, sztuka czy – nie daj Boże! – nauka. Nawet głaz powinien być szczęśliwy, że ma zaszczyt brania udziału w tym wspaniałym przedsięwzięciu edukacyjnym. Sam chciałbym mieć taką tabliczkę ze sznureczkiem. Nosiłbym na szyi. Szczególnie w Mielnie na plaży. Świetnie pasowałaby do moich spodenek w palmy. Ale nie wiem, czym godzien.




























Kontakt:
wolność i tolerancja
Są ludzie, którzy potrzebują pomników i za swoje pieniądze je stawiają. Nikt autorowi i jemu podobnym nie każe się na nie zrzucać, czy nawet na nie patrzeć. Zamiast krytykować innych niech siwy ściągnie do miasta turystów czy zajmie się edukacją dzieci, skoro taki mądry.