Przeszłość Koszalina uzależnia jak narkotyk
Z tego jest szczególnie dumny – niewielki puchar z restauracji na Górze Chełmskiej, z wizerunkiem lokalu i wieży widokowej. – Przedwojennym koszalinianom trzeba przyznać jedno: potrafili świetnie zadbać o promocję Koszalina. No i przy okazji robili to w piękny sposób – mówi.
– Przeszłość Koszalina uzależnia jak narkotyk – mówi Grzegorz Funke, koszalinian od 1951 roku. Zwłaszcza, gdy zgromadzi się takie eksponaty jak te, które jemu udało się znaleźć.
Grzegorz Funke, znany koszaliński biznesmen, podróżnik i fotograf, od 10 lat zbiera wszystko, co związane jest z dawnym Koszalinem.
– Wszystko zaczęło się dość przypadkowo, od spotkania z moimi kuzynami ze Szczecina, którzy od lat interesują się szczecińską historią – opowiada. – Jeden z nich w swoich poszukiwaniach natrafił na kufel do piwa wyprodukowany właśnie w Koszalinie. Dał go mnie, a ja wraz z tym prezentem połknąłem historycznego bakcyla. I tak już zostało – wspomina.
Początkowo zbierał stare pocztówki i dziś ma ich ponad 200 (w tym część unikalnych, które trudno gdzie indziej napotkać). Jednak teraz największą radość i satysfakcję sprawiają mu przedwojenne pamiątki, fragmenty konkretnych miejsc, nietypowe rzeczy związane z tym Koszalinem, który już przeminął.
– No, udało mi się tego trochę zgromadzić. Zresztą, sami zobaczcie – pokazuje z dumą swoją kolekcję, gdy odwiedziliśmy go w jego domu. I faktycznie, jego zbiór robi wrażenie. Filiżanki z dawnymi przedwojennymi herbami Koszalina, równie ciekawe popielniczki, flakoniki z wizerunkiem koszalińskiego Rynku Staromiejskiego.
Jednak największe wrażenie robią dwa niewielkie pucharki: pierwszy pochodzi z restauracji na Górze Chełmskiej, a drugi jest cały z cyny i w taki sposób zrobiony, że na niewielkiej powierzchni jest ukazana katedra, Rynek, a nawet budynek dzisiejszej Poczty Głównej.
– To prawdziwy majstersztyk. Wprost nie można oczu oderwać! – zachwyca się Grzegorz Funke. Swoją kolekcją uzupełnia cały czas, a eksponaty najczęściej kupuje na aukcjach, czasem wymienia się z innymi kolekcjonerami. – Dlaczego to robię? Bo to miasto jest moim domem i chcę je poznać jak najlepiej. Chcę zrozumieć jego dawnych, niemieckich mieszkańców, a takie drobiazgi jak te, które zebrałem, w jakimś stopniu pokazują ich codzienne, zwykłe życie, które toczyło się w Koszalinie przed laty. Dotykając je niemal czuje się zapach tamtych dni – uśmiecha się pan Grzegorz.



























Kontakt: