drukuj

Raz na cztery lata ...

Mówiąc wprost...

Nie jestem wielkim kibicem piłkarskim. Polskiej ligi nie śledzę w ogóle, czasami obejrzę sobie mecz w ramach Ligi Mistrzów lub pozżymam się na kolejne "popisy" polskiej reprezentacji. Ale to wszystko zmienia się co cztery lata. Mistrzostwa świata to zupełnie co innego. Mundial to słowo, które od 1978 r. - czyli od mistrzostw świata w Argentynie, które już nieco pamiętam - do dzisiaj budzi we mnie takie sportowe emocje, którym nie są w stanie dorównać żadne inne. Igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa w innych dyscyplinach nie zbliżają się nawet do tego poziomu nadziei, wiary, ale też zawodu i rozczarowania, gdy nasza reprezentacja przegrywa. Nigdy nie zapomnę, gdy w 1982 r., jako jedenastoletni chłopak, rozpłakałem się jak bóbr, gdy Polacy przegrali z Włochami walkę o finał.

Dlaczego takie emocje towarzyszą właśnie tym mistrzostwom świata? Pewnie przyczyn jest kilka: długi czas oczekiwania na kolejny mundial, wojenna retoryka (obrona, atak, zwycięstwo, klęska), czyste piękno futbolu na najwyższym poziomie. Jednak przede wszystkim tu chodzi o honor. O honor kraju, którego piłkarze walczą podczas mundialu i o honor każdego, pojedynczego kibica, który także gra ze swoją drużyną. To walka o pokazanie się całemu światu i walka o jego szacunek. Dlatego mundialowe sukcesy wzbudzają taką eksplozję radości w każdym narodzie, a porażki są takie dotkliwe.

Obecny mundial w RPA trwa już tydzień. Od tego, co się dzieje na afrykańskich boiskach, zaczyna się większość sąsiedzkich rozmów i komentarzy w pracy. Mamy już swoich faworytów, widzieliśmy wspaniałe bramki i wiemy, że najlepsze dopiero przed nami. Szkoda tylko, że naszego, polskiego honoru nie ma kto w RPA bronić. Choć z drugiej strony może to i lepiej, bo chyba nie chciałbym po raz kolejny przeżyć takiego upokorzenia jak w 2002 i 2006 r., gdy już w pierwszej fazie rozgrywek dostaliśmy lanie prawie od wszystkich drużyn. I pomyśleć, że wyjście z grupy w 1986 r. w Meksyku - po którym Polska zaraz odpadła - uznano za klęskę. Dziś, niestety, to szczyt naszych marzeń.

Piotr Polechoński

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać