drukuj

Stara koszalińska gazownia

Gazownia w Koszalinie – akwarela Andrzeja Tyszeckiego z 1976 r.

Gazownia w Koszalinie – akwarela Andrzeja Tyszeckiego z 1976 r.

Widoczną na ilustracji konstrukcję być może pamiętają jeszcze starsi mieszkańcy Koszalina. Przez ponad sto lat była charakterystycznym obiektem stojącym na peryferiach miasta, towarzyszył jej też charakterystyczny zapach. Zniknęła z krajobrazu dwadzieścia lat temu.

Stojący przy ul. Bieruta (dziś Połczyńskiej) wielki zbiornik gazu zachował się na niewielu zdjęciach. Był integralną częścią koszalińskiej gazowni, bez istnienia której trudno sobie dziś wyobrazić życie w mieście. Dlaczego stał się zbędny i zniknął, choć gazownia nadal istnieje? Najkrócej rzecz ujmując: dlatego, że korzystamy dziś z zupełnie innego gazu niż jeszcze 40 lat temu.

Gaz z węgla

Gdy w 1792 roku szkocki uczony William Murdoch ogrzewał węgiel w zamkniętej retorcie, ze zdziwieniem stwierdził, że po przyłożeniu ognia do wylotu tejże zapalał się jasny płomień o żółtawym zabarwieniu. Było to spowodowane tym, że węgiel podgrzewany bez dostępu powietrza, rozkłada się na kilka produktów destylacji, w tym gaz. Murdoch rozwijał wynalazek i wkrótce w całej Europie zaczęły powstawać gazownie produkujące z węgla gaz do oświetlenia ulic, ogrzewania domów oraz napędu silników przemysłowych. Pierwszą miejską gazownię uruchomiono w Birmingham już w 1802 roku. W 1816 roku uruchomiono gazownię miejską w Londynie, a w połowie wieku większość dużych miast europejskich posiadała oświetlenie hal fabrycznych i ulic. Wprowadzenie lamp ulicznych nie wszystkim przypadło do gustu. Niemiecka gazeta Kölnische Zeitung argumentowała swoją niechęć do gazowego oświetlenia m. in. tym, że oświetlenie ulic skłoni mieszkańców do przebywania na powietrzu do późna w nocy, co przyczyni się do rozwoju chorób powstających z przeziębienia. Poza tym jasne oświetlenie ulic miałoby sprawić, iż ludzie zaczną lękać się ciemności, oraz że rozwinie się pijaństwo i rozpusta. Konie staną się wskutek oświetlenia ulic gazem lękliwe, za to złodzieje i inni przestępcy się rozzuchwalą.

Köslin się unowocześnia

Na ziemiach polskich pierwsze gazownie powstały w 1856 roku Poznaniu, Krakowie i w Warszawie. Sześć lat później otwarto gazownię w Koszalinie. Miasto liczyło sobie wówczas nieco ponad 11 tysięcy mieszkańców, których ilość stopniowo rosła. Na przełomie lat 1906-1907, gdy liczba koszalinian podwoiła się, gazownię rozbudowano, co umożliwiło wzrost produkcji gazu z 900 tys. m³ w roku 1904 do 1,8 mln m³ gazu w roku 1911; wtedy również pojawiły się gazowe latarnie. Wg stanu na rok 1924, przy liczbie ludności wynoszącej ok. 28 tys. mieszkańców, podłączonych było ok. 4250 odbiorców.

Ruiny i odbudowa

Koniec II wojny światowej oznaczał dla Koszalina ruiny i dewastacje istniejących zakładów przemysłowych. Nie uniknęła tego również gazownia, która została zniszczona w 40%. Musiała jednak czekać na odbudowę kilka lat głównie dlatego, że na jej uruchomienie były potrzebne największe nakłady. Wpierw przywrócono miastu wodociągi, następnie naprawiono sieć elektryczną i dostarczono prąd, ograniczając prace przy gazowni do prowizorycznego pokrycia dachu i zabezpieczania urządzeń przed dalszym zniszczeniem. Większe prace ruszyły dopiero w roku 1948: wyremontowano jeden piec wytwarzający gaz z węgla, sprawdzono szczelność sieci gazowej i zlikwidowano nieczynne podłączenia sieci do zburzonych domów. Pozwoliło to na oświetlenie ulic wciąż istniejącymi latarniami gazowymi (było ich wówczas 139). W 1949 r. przy liczbie ludności wynoszącej ok. 21 tys. mieszkańców, roku gaz popłynął do 1429 abonentów prywatnych i czterech przemysłowych.

Zadyszka

W połowie lat 50 liczba ludności wojewódzkiego już Koszalina przekroczyła stan przedwojenny, co oznaczało konieczność dalszej rozbudowy starej i niedostatecznie finansowanej gazowni. Trudności były właściwie ze wszystkim: poczynając przestarzałych urządzeń, poprzez transport węgla, po brak chętnych do pracy, która była nisko płatna i bardzo ciężka. Jeden z ówczesnych pracowników wspominał to miejsce jako piekło: „Strasznie było gorąco. Ubranie się na człowieku paliło. Musieliśmy chodzić w drewniakach, bo inne buty paliły się. Najpierw pracowaliśmy po 12 godzin, potem na 3 zmiany. Nie można było zejść ze stanowiska, jeżeli nie przyszedł zmiennik. Czasem zmiennik nie przyszedł, więc trzeba było 24 godziny robić." Rotacja wśród pracowników była olbrzymia, brakowało wykwalifikowanej kadry, do pracy przyjmowano więc często byłych więźniów, którzy nie mogli liczyć na nic innego. Przy licznych awariach i typowych dla czasów socjalizmu trudnościach z zaopatrzeniem, w 1955 r. w niezabezpieczonych pomieszczeniach produkcyjnych doszło do eksplozji. Spowodowało to przerwę w dostawach gazu dla mieszkańców i zakładów pracy, w tym Zakładów Graficznych, które musiały wstrzymać druk Głosu Koszalińskiego – organu KW PZPR. Było to jednym z powodów, dla których znalazły się pieniądze na rozbudowę gazowni.

Rozbudowa

Lata 60 to okres modernizacji: wybudowano szereg obiektów produkcyjnych (piecownie), dróg, placów, budynek administracyjny, warsztatowo-socjalny, magazyn, laboratorium oraz widoczny na ilustracji najwyższy wówczas w Koszalinie komin piecowni liczący 56 metrów. Przed rozbudową, w roku 1960 produkcja gazu z węgla wynosiła 3,9 mln m³, pięć lat później 8,8 mln m³. Mimo że w 1970 r. produkcja wzrosła niemal trzykrotnie, gazownia wciąż nie nadążała z zaspokajaniem potrzeb nowo powstałych zakładów przemysłowych, szkół, żłobków i przedszkoli rozwijającego się miasta liczącego wówczas już 65,2 tys. mieszkańców.

Do wyburzenia

Między 1960 i 1970 rokiem liczba mieszkańców Koszalina wzrosła o ponad 10 tysięcy, a plany przewidywały jeszcze bardziej dynamiczny rozwój i osiągnięcie liczby 100 tys. już w roku 1980. Miastu znów zaczynało brakować gazu – przed świętami zdarzało się, że w mieszkaniach płomyczki kuchni gazowych pod garnkami z gotującymi się potrawami i w piecykach z wypiekami były coraz mniejsze, aż wreszcie gasły. Pojawiały się różne propozycje rozwiązania problemu niedoboru (m. in. wybudowanie nowej gazowni), ale rozwiązaniem stało się odkrycie złóż gazu ziemnego w okolicach Wierzchowa pod Szczecinkiem. W 1973 roku wybudowano liczący 49 km gazociąg, dzięki któremu produkowany dotychczas w Koszalinie gaz węglowy uzupełniano przesyłanym z Wierzchowa gazem ziemnym. Po odkryciu kolejnych złóż gazu ziemnego niedaleko Kołobrzegu i Karlina oraz wybudowaniu kolejnych gazociągów zdecydowano całkowicie zastąpić gaz z węgla gazem ziemnym, a w 1992 r. charakterystyczny zbiornik i komin przy ul. Połczyńskiej zdemontowano. 

Współpraca: W artykule korzystałem m. in. z książki "Z dziejów najnowszych Koszalina. Zakłady Komunalne 1945-1989" Elżbiety Juszczak-Maraszkiewicz oraz „Koszalińska komunikacja miejska i plażówa" Bogdana Gołubickiego i Roberta Kasprowiaka.

Zdjęcia

  • Gazownia w Koszalinie – akwarela Andrzeja Tyszeckiego z 1976 r.
  • Gazownia miejska ok. 1911 r.
  • Budowa nowej kotłowni przy Gazowni Miejskiej 1964 r.

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać