Tak tworzono "Ptaki" Hasiora
„Ptaki” Władysław Hasior stworzył na przełomie lat 1977-1980. Ich pierwotna kolorystyka była ciemno-stalowa, a pełna nazwa brzmiała: „Płonące ptaki – tym, którzy walczyli o wolność tych ziem”. Kilka lat później – najprawdopodobniej jeszcze w stanie wojennym – obok instalacji pojawiła się tablica z napisem, że „Ptaki” poświęcone są Ludowemu Wojsku Polskiemu. Co gorsza, jakiś czas temu, w trakcie renowacji rzeźby, została ona pomalowana w kolory, które między innymi bardzo denerwują Zdzisława Pacholskiego, znanego artystę-fotografika. Ten wystąpił do Mirosława Mikietyńskiego, prezydenta Koszalina, aby przywrócić dziełu Hasiora pierwotną nazwę i kolorystykę.
– Chodzi i o szacunek dla pracy wielkiego artysty, i o szacunek wobec nas samych. To my jesteśmy dziedzicami jego pracy i to na nas spoczywa obowiązek dbania o jego rzeźbę – podkreśla Pacholski. – Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że do Koszalina przyjeżdża ktoś, kto zna twórczość Hasiora i łapie się za głowę, widząc jak prezentuje się jedno z jego dzieł. Poza tym obecna nazwa to wstyd dla miasta i profanacja dzieła wielkiego artysty. A przecież trochę wysiłku ze strony władz i wszystko będzie wyglądać tak, jaki być powinno. Warto o to zadbać także z tego powodu, że „Ptaki” od ubiegłego roku są wpisane do Krajowego Rejestru Zabytków – dodaje.
Pierwsze „Ptaki” spłonęły doszczętnie
Pacholski doskonale pamięta jak powstawały „Ptaki”. W tym czasie – jako młody fotografik – współpracował z Hasiorem przy tworzeniu dokumentacji rzeźby. – I po jakimś czasie zaprzyjaźniliśmy się. To był wspaniały człowiek i wielki wizjoner – wspomina.
Przygoda Władysława Hasiora z Koszalinem zaczęła się w 1975 roku. Artysta zaprezentował u nas wystawę swoich prac na dzisiejszych terenach podożynkowych. Po wystawie lokalne władze partyjno-samorządowe uznały, że dobrze by było, gdyby Hasior stworzył coś w koszalińskim plenerze. Artysta się zgodził i przez kilka dni objeżdżał całe miasto w poszukiwaniu najlepszego miejsca. W końcu wybór padł na teren, gdzie konstrukcja stoi obecnie (przy ulicy Gdańskiej). Wymyślił też jej wygląd oraz to, że zostanie ona tak skonstruowana, aby mógł zapłonąć w niej ogień. W 1977 roku Hasior wykonał drewnianą makietę „Ptaków” i zademonstrował ją publiczności.
– Pamiętam, że było to jednorazowe wydarzenie, bo oczywiście Hasior chciał też pokazać, jak to będzie wyglądać, gdy rzeźba zapłonie. A że wszystko było z drewna cała makieta doszczętnie spłonęła. Ale widok był kapitalny – opowiada koszalinianin.
Tragedia przy amfiteatrze
Następne trzy lata to ciężka praca artysty. Hasior pierwsze „Ptaki” konstruował w warsztatach Zespołu Szkół Mechanicznych. Potem przeniósł się do Fabryki Urządzeń Budowlanych. Większość rzeczy robił sam, czasem pomagali mi pracownicy FUB-u. W tym czasie mieszkał w małym hoteliku przy ulicy Głowackiego. W końcu – na przełomie sierpnia i września – instalacja została ukończona i odsłonięta.
Wcześniej jednak doszło do tragedii. Tuż przed odsłonięciem koszalińscy dygnitarze zdecydowali, że znacznie lepszym miejscem na ustawienie „Ptaków” będzie skarpa naprzeciwko amfiteatru. I gdy kilka elementów konstrukcji zostało tu ustawionych, kilkuletni chłopczyk tak nieszczęśliwe upadł na jedną z nich, że zranił się śmiertelnie i zmarł. Po tej tragedii szybko powrócono do starego miejsca i instalacja, już w całości, stanęła w miejscu, gdzie można ją obecnie podziwiać.
– Zanim ją ustawiono przez kilka dni zwożono tony ziemi, aby usypać właściwiej wielkości kopiec, na którym „Ptaki” umieszczono. Koparki i ciężarówki uwijały się jak w ukropie. Dziś wydaje się, jakby to było naturalne wzniesienie – wspomina Zdzisław Pacholski.




























Kontakt: