drukuj

W Koszalinie jest pocztówkowy deficyt

Maluchy, trabanty i miejsca, gdzie dziś stoją charakterystyczne budynki - oto Koszalin na pocztówce.

- Nie dziwię się, że Niemcy przyjeżdżają i myślą, że tu taka bieda, jeśli na kartkach dominują stare polonezy, maluchy, a i trabant też się znajdzie - zaalarmowała nas Patrycja Wysoczańska.

Pani Patrycja jest uczestniczką programu postcrossing. - To bardzo fajny portal, przez który można otrzymywać pocztówki z całego świata. Zabawa naprawdę bardzo wciągająca, aby jednak otrzymać pocztówkę, nie wystarczy się tam zalogować. Trzeba również wysyłać, więc tak jak ja otrzymałam już kilkanaście pocztówek z całego świata, między innymi z Chin, Tajwanu, Finlandii, muszę też wysyłać swoje. Życzenia odnośnie kartek są różne. Jedni chcą kwiatki, inni pieski, inni jeszcze kartki z Elvisem, ale dominujące życzenia dotyczą kartek z miejscowości, w której się żyje. I tu klops... - tłumaczy czytelniczka. Jej zdaniem, wizerunek Koszalina na pocztówkach jest marny, podobnie jak wybór kartek.

 

Na dworcu

 

Sprawdziłam. Sama przecież nie kupuję kartek z miejscowości, w której mieszkam, więc wcieliłam się w rolę turystki. Wyprawę po pocztówki rozpoczęłam od dworca PKP, na którym wysiadają osoby odwiedzające Koszalin. Na stojaku w dworcowym sklepie wybór pocztówek jest duży - piękne wybrzeża... Darłowa, Sarbinowa i Unieścia. Zdjęcia mieleńskiej plaży z lotu ptaka, a nawet kadry z Kołobrzegu. Kartki kolorowe, radosne i wśród nich te z Koszalina. Wybór - cztery sztuki. Dominuje na nich wątpliwej urody ratusz, jest też budynek restauracji Mc Donald’ s i odrapana kamienica przy ul. Zwycięstwa, w której kiedyś była Baltona. Widać, że zdjęcia wykonano wiele lat temu. Jedna z kartek składa się z kilku, równo rozmieszczonych ujęć, między innymi budynku poczty głównej i muzeum. Tych kartek nie wysłałabym nikomu.

 

Przy dworcowym przystanku autobusowym

 

Idziemy dalej. W kiosku ruchu przy dworcu z Koszalina są dwie kartki - te już mamy. - Ale jest spory wybór pocztówek z Mielna i Unieścia - informuje sprzedawca. No tak, ale ja chcę wysłać kartkę z Koszalina...

 

Dwie księgarnie

 

Wędruję ulicą Zwycięstwa w kierunku Empiku. Po drodze mijam dwie księgarnie. W jednej kartek brak. W drugiej kupiłam dwie pocztówki - na jednej, oczywiście, ratusz. Na drugiej - niezbyt korzystne ujęcie pasażu Milenium. Czyżby nie było innych miejsc w mieście, które godne są uwiecznienia?

 

Teraz empik

 

Cała nadzieja w empiku - tam przecież wybór kartek jest największy. Tak myślałam. Znalazłam dwie - jedna to mozaika zdjęć - kino Kryterium, amfiteatr, poczta, muzeum, a druga to prawdziwy rarytas - widać na niej Koszalin z początku lat 90. To nie żart! Nie ma pasażu Milenium, a na placu w tym miejscu zaparkowane są maluchy, syreny i trabant! Nie ma też siedziby naszej redakcji przy Mickiewicza, a w miejscu, gdzie od lat działa restauracja Maredo, jest sklep komputerowy. Na postoju taksówek dumnie prezentują się polonezy. No i jest jeszcze fragment kamienicy naprzeciwko delegatury Urzędu Wojewódzkiego. Dziś to miejsce wygląda zupełnie inaczej.

 

- Od czasu pokazanego na pocztówkach wiele się u nas zmieniło! Czy naprawdę nikt nie jest zainteresowany, by pokazać to co mamy najpiękniejsze? Może niekoniecznie Mc Donald's czy KFC... - wzdycha pani Patrycja.

 

Joanna Krężelewska

 

*          *          *

 

mówi ekspert

 

Pomyślą, że to żart

Przemysław Maniński ze Studia Reklamy VISION s.c.

- Widokówki mogą być naprawdę dobrym sposobem na promocję miasta. Ale powinny być na nich zaprezentowane współczesne walory miasta. To musi być promocja naszych czasów i współczesnej oferty Koszalina. Dlaczego więc nie pokazać na kartkach wciąż rozbudowującej się Politechniki Koszalińskiej albo wyremontowanego stadionu Bałtyk? Pokazujemy jednocześnie ciekawe miejsca i ofertę miasta. Nie bałbym się również pokazać galerii handlowych, bo one też przyciągają ludzi. A jeśli już ratusz, czyli teoretycznie najważniejszy budynek w mieście, to na jakimś małym zdjęciu i obowiązkowo w ciekawym, nietypowym ujęciu.

 

Interesującym pomysłem może być też wykorzystanie na pocztówkach historii Koszalina. Jednak na kartkach trzeba wyraźnie zaznaczyć, z którego roku pochodzi zdjęcie, i dlaczego pokazujemy właśnie taki fragment miasta. Nie można sprawiać wrażenia, że u nas czas się zatrzymał. Myślę, że ktoś, kto ogląda kartkę z trabantem potraktuje to jako żart.

 

Tematem powinni zająć się ratuszowi urzędnicy i specjaliści od promocji miasta. W końcu chodzi tu o wizerunek Koszalina.

 

*          *          *

 

Rozmowa z Robertem Grabowskim, rzecznikiem prasowym prezydenta

 

Czy władze miasta mają wpływ na wizerunek Koszalina przedstawiany na pocztówkach?

- Niestety, nie. To rynek może wymusić na producentach nowe zdjęcia czy ciekawe ujęcia. Możemy jedynie apelować do producentów czy handlowców, żeby w sprzedaży nie pojawiały się kartki z wizerunkiem miasta sprzed wielu lat. A zgodę ratusza trzeba uzyskać wtedy, kiedy na kartce ma znaleźć się herb lub logo miasta.

 

Miasto nie może wyprodukować własnych kartek?

- Może i robimy to. Jednak sprzedawać ich nie możemy, bo miasto nie może zarabiać.

 

Ale może na przykład muzeum...

- Rozważymy tę opcję.

 

Co znalazło się na kartkach ratuszowych i gdzie można je dziś dostać?

- Są zdjęcia z Festiwalu Młodzi i Film, Ulicy Smaków, Dni Koszalina, fotografie z Motoparku, zajęć klubu judo, meczu piłkarek ręcznych. Są bardzo dynamiczne i pasują do hasła promocyjnego "Koszalin - pełnia życia". Turyści mogą je dostać w Regionalnym Centrum Informacji Turystycznej. Głównie będą jednak rozdawane na targach, otrzymają je przedstawiciele miast partnerskich i goście, czyli na przykład ambasadorzy i konsulowie.

 

Kartki to jeden z elementów promocji miasta. Co jeszcze?

- Ujednolicony został system informacji wizualnej. Wszystkie druki, które wychodzą z ratusza, wszystkie foldery i ulotki mają to samo logo i czcionkę. Od stycznia wydrukowaliśmy plany miasta po przyłączeniu Jamna i Łabusza, zrobiliśmy film promocyjny, reklamujemy się w prasie ogólnopolskiej i na stronach internetowych. W druku jest informator turystyczny i spis atrakcji przyrodniczych miasta.

 

Jaki budżet wydział promocji dostał w zeszłym roku?

- 497 tysięcy.

 

Nie ma pan wrażenia, że projekty, które wydział promocji realizuje, mierzą wysoko, ale jednocześnie zapomina się o podstawach - widokówkach, które turysta chciałby kupić w mieście?

 

- Niestety, jak już mówiłem, widokówki są, ale nie możemy ich sprzedawać. Każdy, kto zgłosi się do ratusza, może dostać taką pocztówkę za darmo.

 

Rozmawiała Joanna Krężelewska

Zdjęcia

  • Maluchy, trabanty i miejsca, gdzie dziś stoją charakterystyczne budynki - oto Koszalin na pocztówce.

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Adam Wolski
Adam Wolski wt., 2010-02-09 18:16

Po co komu pocztówki z Koszalinem?

Jedna pani - hobbystka wymieniająca się pocztówkami - zauważyła ubogą ofertę pocztówek z Koszalina, druga pani - redaktorka - przeprowadziła śledztwo potwierdzające spostrzeżenie pani hobbystki i podjęła próbę zaradzenia temu. Poproszony o opinię "ekspert" zaproponował kilka pomysłów oraz skierował autorkę gdzie? Do Ratusza!!! Znaczy do władz miasta, jakby to one, jak za dawnych czasów, miały odpowiadać za niedobory tego czy tamtego. Tam więc jednak pani redaktor się udała, by dowiedzieć się, że wydział promocji miasta może rozmaite gadżety reklamowe (m.in. widokówki) co najwyżej rozdawać, ponieważ, cyt. "miasto nie może zarabiać". I chyba, co najważniejsze, powiedziano jej, że "to rynek może wymusić na producentach nowe zdjęcia czy ciekawe ujęcia. Możemy jedynie apelować do producentów czy handlowców, żeby w sprzedaży nie pojawiały się kartki z wizerunkiem miasta sprzed wielu lat." Szkoda, że nikt nie zastanowił się, dlaczego w Koszalinie nie pojawiają się nowe widokówki z fragmentami miasta. Najprawdopodobniej (moim zdaniem) dlatego, że trudno byłoby je sprzedać. Bo niby komu i kiedy? Pani Krężelewska napisała: "sama przecież nie kupuję kartek z miejscowości, w której mieszkam", a turyści mogliby zawitać do Koszalina dopiero latem. Mogliby, ale czy zawitają? A niby po co, skoro co roku czytam te same utyskiwania (dziennikarzy i zwykłych mieszkańców), że latem Koszalin zamiera, że poza Kabaretonem i dwoma centrami handlowymi, miasto nie ma turystom niczego atrakcyjnego do zaproponowania. Ale skoro pani red. uważa, że jednak takie pocztówki "ktoś" powinien wydrukować, to mam propozycję: niech się tym zajmie Głos Koszaliński. W redakcji znajdą się doświadczeni fotograficy (można też konkurs ogłosić), są graficy, jest dział marketingu, również sprzedaż w tych samych punktach, co sprzedaż gazet, nie powinna być problemem. No więc? Redakcjo, do dzieła :-)