W oczekiwaniu na PKS Koszalin
Wczoraj był długi wieczór, w końcu nie codziennie odwiedza się koleżankę studiującą w Toruniu. Więc poważną misją było wstanie na koszaliński PKS relacji Toruń-Koszalin odjeżdżający planowo o 10.45, no właśnie planowo...
O 10.40 w popłochu wysiadamy z samochodu, wbiegamy na dworzec, ale ku naszemu zaskoczeniu na stanowisku drugim autobusu nie ma. No cóż w końcu mamy jeszcze 5 minut, czekamy. Ale po 30 minutach zaczynamy się niecierpliwić. Mroźny dzień połączony ze zmęczeniem zaczyna wdawać się we znaki.
Piętnaście minut później postanawiamy uzyskać jakieś informacje. W wyznaczonym okienku nie ma nikogo, Pani w okienkiem nr 3 wysyła nas do dyżurnego ruchu. Jeszcze tylko 5 minut czekania aż Pani dyżurna wytrze dokładnie łyżeczkę do kawy i już można dowiedzieć się, że nikt nic nie wie, bo przecież nie ma żadnego kontaktu z kierowcą. Nikt nie zauważył, że z nienacka nadszedł XXI wiek i ktoś wymyślił urządzenia do komunikowania się na odległość i to bezprzewodowo(!)
Zrezygnowane i całkowicie przemrznięte patrzymy na zegarek 12.10 podejmujemy "męską" decyzję - jeszcze tylko 5 minut i wracamy na ciepłą stancję koleżanki, o 15.00 mamy następny, może wtedy nam się poszczęści...



























Kontakt: