drukuj

Wyjątkowość jest w nas

Niedawno, na jakimś internetowym portalu, trafiłem na wyniki rankingu, który miał dać odpowiedź na pytanie, które z miast jest miastem wyjątkowym.

 Oczywiście, chodziło tam o największe, światowe metropolie (zwyciężył bodajże Nowy Jork). Ale to zestawienie zrodziło we mnie nieco inne pytanie: czy ja żyję w mieście z charakterem? Czy Koszalin to miejsce, które urzeka wyjątkowym klimatem?

 

Ładnych parę lat temu bez wahania bym odpowiedział, że Koszalin to poniemieckie, niczym niewyróżniające się miasto, w którym akurat się urodziłem i w którym żyję do tej pory. Dodałbym, że to dobrze, że takie miasto w Polsce jest, jednak gdyby go zabrakło to nic by się wielkiego nie stało, bo podobnych miast - które ani pozytywnie, ani negatywnie się nie wyróżniają - u nas nie brakuje.

 

Ale tak bym odpowiedział ładnych parę lat temu. Dziś wiem, że mówiąc w ten sposób skrzywdziłbym moje miasto. Co się zmieniło? Moja wiedza o nim. Poznałem jego historię. Na setkach zdjęć zobaczyłem, jak wyglądał, a dzięki wielu opowieściom i dokumentom - dowiedziałem się, jak dawni koszalinianie żyli i jak to swoje miasto przez wieki budowali. Dlatego dziś, idąc ulicą Zwycięstwa, potrafię sobie wyobrazić, jak niegdyś kursowały po niej tramwaje, a spacerując po Rynku Staromiejskim - widzę piękne kamienice, których już nie ma. Innymi słowy, dawny Koszalin "ubrał" dla mnie Koszalin obecny w strój oryginalności, niepowtarzalnego charakteru, a nawet tajemnicy. Być może więc, że aby poczuć się wyjątkowo w takim mieście, jak nasze - które nie jest ani Krakowem, ani Warszawą - trzeba poszukać na własną rękę czegoś, co choćby trochę odmieni go w naszych oczach. Dla mnie to była historia. A dla ciebie, drogi czytelniku...?

 

Piotr Polechoński

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Piter
Piter pt., 2010-02-19 19:50

Zieleń

Muszę przyznać, że pańskie "przemyślenia" na Koszalin (i to nie tylko w tym artykule) naprawdę do mnie przemawiają. Jeszcze kilka lat temu ja również nic szczególnego nie widziałem w Koszalinie. Teraz coraz częściej utwierdzam się w przeświadczeniu, że nasze miasto ma w sobie coś, co urzeka. Ale dla mnie nie jest to historia (może dlatego, że nigdy za nią nie przepadałem - niestety). Dla mnie tym czymś jest zieleń. Mam tu na myśli ciąg parków biegnący od stadionu Bałtyk aż po ... stadion Gwardii. Parki przy poliklinice, CK 105, amfiteatrze, stawie czy bibliotece to naprawdę bardzo ładne i zadbane miejsca. Jestem także częstym użytkownikiem sportowej doliny i muszę przyznać, że to najlepsza rzecz jaką sprezentowali mieszkańcom w ostatnich latach, szczegółnie tym najmłodszym, włodarze miasta. Jeżeli odpowiednio wykorzysta się przyłączenie Jamna do Koszalina i co za tym idzie przybilżenie miasta do morza, i jeżeli powstanie jakaś sensowna koncepcja zagospodarowania terenów w pobliżu Góry Chełmskiej, i jeżeli powstanie wreszcie aquapark z prawdziwego zdarzenia, to Koszalin naprawdę może przyciągać turystów. Pozdrawiam wszystkich, którym podoba się "zielony" Koszalin.

Adam Wolski
Adam Wolski pon., 2010-03-01 13:21

Bardzo przygnębiający tekst

Bardzo przygnębiający tekst pana Polechońskiego. Bo co z niego wynika? Napisał Pan: "Ładnych parę lat temu bez wahania bym odpowiedział, że Koszalin to poniemieckie, niczym niewyróżniające się miasto, w którym akurat się urodziłem i w którym żyję do tej pory. Dodałbym, że to dobrze, że takie miasto w Polsce jest, jednak GDYBY GO ZABRAKŁO TO NIC BY SIĘ WIELKIEGO NIE STAŁO, BO PODOBNYCH MIAST - KTÓRE ANI POZYTYWNIE, ANI NEGATYWNIE SIĘ NIE WYRÓŻNIAJĄ - U NAS NIE BRAKUJE ". I dalej pisze Pan, że jedynie historia miasta (jak rozumiem: do 1945 r.) z tramwajami i "pięknymi kamienicami wokół rynku" pozwala Panu widzieć Koszalin, jako miasto ciekawe i oryginalne. Chodząc ulicą Zwycięstwa widzi Pan kamienice, których już nie ma, innymi słowy, Koszalin jest dla pana interesujący tylko w wymiarze wirtualnym. Cóż, można i tak, jednak przeważająca większość mieszkańców miasta stara się żyć w rzeczywistości realnej, a nie książkowo-wirtualnej i dla nich (w tym dla mnie) miasto (mam na myśli jego centrum) nadal jest dość nagromadzeniem dość przypadkowych budynków, bez stylu i smaku, obwieszonych tandetnymi reklamami, z dominantą banków, SKOK-ów i operatorów telefonii komórkowej. Innymi słowy: ja, mimo nostalgii za Koszalinem, który zniknął w 1945 roku, widzę nadal to miasto tak, jak Pan parę lat temu: jako "poniemieckie, niczym niewyróżniające się miasto, w którym akurat się urodziłem i w którym żyję do tej pory. "

Wik
Wik ndz., 2010-03-07 13:44

Przygnębiający tekst

To co panowie prosimy wróżkę o cofnięcie czasu, czy staramy się polubić to nasze miasto "bez stylu i smaku", w którym akurat się urodziliście i żyjecie do tej pory.
Myśle, że dla tysięcy koszalinian jest to ich polskie miasto w którym żyje się dobrze i ciekawie.

Wik
Wik
Wik ndz., 2010-03-07 13:45

Przygnębiający tekst

To co panowie prosimy wróżkę o cofnięcie czasu, czy staramy się polubić to nasze miasto "bez stylu i smaku", w którym akurat się urodziliście i żyjecie do tej pory.
Myśle, że dla tysięcy koszalinian jest to ich polskie miasto w którym żyje się dobrze i ciekawie.

Wik