drukuj

Z poczwarki w motyla, czyli wielki remont Koszalina 1975

Kategorie:
Tagi:
Odnowiony Koszalin w 1975 r.

Pocztówka wydana z okazji Centralnych Dożynek w Koszalinie w 1975 r.

35 lat temu w Koszalinie odbyła się uroczystość Centralnych Dożynek. Wydarzenie to jak żadne inne przedtem ani potem, wpłynęło na kształt powojennego miasta, które przeciągu kilku zaledwie miesięcy zmieniło się nie do poznania.

W Polsce był to okres tzw. propagandy sukcesu. Po dekadzie „małej stabilizacji" lat 60 i rządów Władysława Gomułki, od ponad czterech lat rządził Edward Gierek, który postawił na „dynamiczny rozwój kraju" poprzez inwestycje za zachodnie kredyty. Po siermiężnych latach wydawało się, że kraj dokonuje gigantycznego skoku cywilizacyjnego: rozpoczęto wielkie inwestycje takie jak Huta Katowice czy Port Północny w Gdyni. Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku miała spełnić marzenia każdego Polaka o własnym aucie (fiat 126p), Fabryka Samochodów Osobowych eksportowała „za dewizy" swój sztandarowy produkt – fiata125p (m. in. do Iranu). W sklepach pojawiła się coca-cola – do niedawna symbol amerykańskich imperialistów, (w Koszalinie niedostępna, tu pito pepsi-colę), kolorowe telewizory, w których pojawił się drugi (alternatywny) program TVP.

Właśnie telewizja, ale również radio i prasa odgrywały w tych latach ogromną rolę, zagrzewając Polaków do „wytężonej pracy dla dobra socjalistycznej ojczyzny". Slogany w rodzaju „Polak potrafi" czy „pracując dla kraju pracujesz dla siebie" miały dodawać entuzjazmu. I można powiedzieć, że przez te pierwsze lata entuzjazm był, bo były widoczne efekty: rosła konsumpcja, przybywało mieszkań (dzięki tzw. fabrykom domów produkującym gotowe prefabrykaty). Propagowano kult pracy: wszędzie czytało się o "ludziach dobrej roboty", przekraczających plany wydobycia lub zwiększających wydajność z jednego ha. Podczas transmitowanych przez telewizję dni czynu partyjnego i dni czynu społecznego zakładano zieleńce, porządkowano nieużytki, wykonywano bezpłatnie prace dla dobra wspólnego.

W  takim właśnie czasie i w takiej atmosferze zapadła decyzja, aby coroczne Centralne Dożynki organizowane jeszcze do niedawna na stołecznym stadionie, zorganizować poza stolicą. Były to masowe widowiska z udziałem najwyższych władz partyjnych i państwowych, mające przede wszystkim wymiar propagandowy; były demonstracją rosnącej potęgi i zamożności państwa, jedności społeczeństwa i jego poparcia dla władz, podkreślając znaczenie siły tzw. "sojuszu robotniczo-chłopskiego", ważnego elementu władzy komunistycznej. .

W 1971r. Centralne Dożynki odbyły się w Opolu, w następnych latach w Białymstoku i Poznaniu, zaś w 1975 roku miały odbyć się w Koszalinie  – „mieście młodych", jak o nim mówiono i pisano, stolicy jeszcze do niedawna dużego i właśnie zmniejszonego na korzyść Słupska i Piły województwa leżącego na „Ziemiach Odzyskanych" oraz rolniczego regionu opartego głównie na strukturach PGR.

Przygotowania, czyli Koszalin pięknieje

Decyzja o o wybraniu Koszalina na gospodarza dożynek została oficjalnie ogłoszona w końcu stycznia i już dwa dni później na sesji Rady Miejskiej zdecydowano o gigantycznym remoncie miasta. Stolica województwa musiała się godnie zaprezentować wobec tysięcy przybyłych gości. Wąskie, brukowane ulice miały zostać zastąpione przez gładko wyasfaltowane, szerokie arterie. Stare i zaniedbane budynki, wymagające kosztownych napraw bądź do remontu już się nie nadające rudery, liczne przybudówki i szopy, miały zostać wyburzone, pozostałe miały być odmalowane i ozdobione, przynajmniej od frontu.  Ryszard Kurylczyk, pisarz, z wykształcenia inżynier budownictwa, a wówczas pracownik aparatu PZPR pisał w swoim dzienniku: „Można się spłakać ze szczęścia. Z jednej strony miasto i region coś zyska, trochę nowych obiektów wyporządnieje, ale przecie dożynki we wrześniu, a tu koniec stycznia. Znów będzie się budowało w pośpiechu, na wariackich papierach, kosztem innych obiektów."  W ostatnim miesiącu przed uroczystościami prezydent miasta, Bernard Kokowski informował, że odnowiono ponad 350 budynków, a jeszcze ponad 100 czeka w kolejce. Pieniądze płynęły z budżetu państwa wartką strugą, brakowało rąk do pracy. Jeszcze niecały miesiąc przed terminem, na naradzie z udziałem przedstawicieli koszalińskich zakładów pracy, I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR Stanisław Mazur powiedział otwarcie: "musicie pomóc, bo roboty jest jeszcze tyle, że przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej same nie podołają ogromowi zadań" (Głos Pomorza). Przy budowie nowych ulic i poszerzaniu istniejących zatrudniono przedsiębiorstwa i robotników z całej Polski. Przez finałowe trzy letnie miesiące w ramach akcji „Lato OHP-75" w Koszalinie pracowało dodatkowo pięciuset junaków z Ochotniczych Hufców Pracy – młodych ludzi z Krakowa,Opola, Katowic i Warszawy. Jak pisała gazeta: liczyła się każda para rąk. Ekipy drogowe pracowały na dwie zmiany – po 20 godzin na dobę!

Pod koniec czerwca 1975 r. uroczyście otworzono ostatnią część poszerzonej ulicy Zwycięstwa między ul. Jana z Kolna a Kolejową (wartość robót: ówczesne 8 mln. złotych). W następnym miesiącu – ulicę zwaną początkowo (roboczo) Przydworcową, ostatecznie nazwaną Aleją 30-lecia, (oczywiście 30-lecia PRL, obecnie Armii Krajowej) - wartość robót: 38 mln. złotych), w sierpniu – ostatni odcinek poszerzonej ul. Zwycięstwa pomiędzy ul. Połtawską i Jana z Kolna (koszt: 13 mln zł). Zaledwie parę dni przed dożynkami uroczyście oddano do użytku nowo zbudowany odcinek ul. Janka Krasickiego (dziś Orląt Lwowskich) oraz przebudowanych ulic Fałata i Władysława IV. Roboty warte ok. 47 mln ówczesnych złotych zostały wykonane zaledwie w parę miesięcy; głównym wykonawcą i koordynatorem był Rejon Dróg Publicznych Koszalin, zaś ogólny nadzór sprawowała Dyrekcja Rozbudowy Miasta w Koszalinie oraz Dyrekcja Okręgowa Dróg Publicznych. Lokalna gazeta pisała:

"Duży wkład pracy mają żołnierze naszego garnizonu, społecznie i z dużym zaangażowaniem pracowali żołnierze radzieccy, pomagała także młodzież, realizując zadania patronatu, jaki nad budową objęła koszalińska organizacja ZMS.
Efektem są dwujezdniowe ulice, wygodne i funkcjonalne. W dniach dożynek ul. Janka Krasickiego pełnić będzie rolę wielkiego parkingu, zaś po zbudowaniu całego ciągu wokół miasta ułatwi organizację ruchu kołowego w mieście."

Tego samego dnia przekazano do użytku "nową, wielką placówkę handlową: mieszczące się obok restauracji Neubrandenburg Delikatesy nr 4", w których, o czym z dumą informowano, mieściły się nie tylko podstawowe stoiska spożywcze, ale również barek, przy którym klienci mogli próbować różnych napitków od kawy poczynając.

Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Przemysłu Gastronomicznego - ówczesny monopolista zarządzający restauracjami i kawiarniami - otworzyło przy Placu Bojowników PPR (dziś Rynek Staromiejski) pierwszą w Koszalinie pizzerię w pomieszczeniach po byłym sklepie spożywczym (istnieje do dziś). Dziennikarz entuzjazmował się: "Można się spodziewać, że stylowe, estetyczne wnętrze >>Pizzerii<< , kelnerki w regionalnych strojach mediolańskich i do tego smaczna pizza z różnorodnym nadzieniem będą najnowszym szlagierem miasta. Na początek serwowane będą trzy rodzaje tego smakołyku - z nadzieniem mięsnym, z boczkiem i pieczarkami. Prowadzona będzie również sprzedaż na wynos."

Również właśnie w czasie dożynek rozpoczęła działalność "nowa, przyjemnie wyposażona" kawiarnia przy ul. Chopina.

Można powiedzieć, że przyjazd Edwarda Gierka przyśpieszył również zakończenie remontu sklepu "Mody Polskiej" w centrum miasta: niemal w ostatniej chwili, "przez kilka ostatnich dni i nocy kończono ustawianie elementów wyposażenia, układano i rozwieszano towar".

W sierpniu, trzy tygodnie przed godziną zero zawisła wiecha na zamontowanym ogromnym, niemal półhektarowym dachu amfiteatru, unikalnej konstrukcji projektu profesora Jan Filipkowskiego z koszalińskiej Wyższej Szkoły Inżynierskiej (jednakże uszczelniano go już po dożynkach). Prace przy tym obiekcie codziennie były obserwowane i komentowane przez liczne grupy mieszkańców miasta.

Tuż przed przyjazdem tysięcy dożynkowych gości główną uwagę skierowano na dekorację miasta. Redakcja Głosu Pomorza była współorganizatorem (wraz z Wydz. Handlu i Usług Urzędu Wojewódzkiego) konkursu na najładniejszą witrynę sklepową, zachęcając czytelników do wzięcia udziału w plebiscycie:
"Uczestnicząc w naszym błyskawicznym konkursie koszalinianie mają okazję wnieść swój wkład do konkursowych ocen. A Nagroda Publiczności jest przecież wyrazem ogólnego uznania. Liczy się więc bardzo. Warto dać dekoratorom, artystom plastykom z wielu województw, tę dodatkową satysfakcję. Wybór był trudny: dzwoniący do redakcji koszalinianie niejedni podkreślali: "stary sklep, a po zrobieniu wystawy zdobi miasto, wygląda jak nowy". Nic dziwnego, w dekoracji sklepowych witryn zaangażowano dekoratorów z całej Polski. W ogłoszonym konkursie wygrała (247 głosami) dekoracja witryny sklepu Wojskowego Przedsiębiorstwa Handlowego u zbiegu ulic Zwycięstwa i Grottgera, autorstwa artysty plastyka Henryka Ciupy z WPH Warszawa. Na dalszych pozycjach uplasowały się sklepy: "1001 drobiazgów" - Argedu przy ul. Świerczewskiego (dziś: ul. Dworcowa, obecnie mieści się tam Galeria Na Piętrze), a także Fotooptyka przy ul. 1 Maja (obecnie mieści się tam apteka), sklep "Tekstylny" (róg Zwycięstwa i Kaszubskiej), "Saturn" i in.

W nurt ogólnych porządków włączono również zakłady pracy, których wygląd miał współgrać z odświętnym charakterem miasta; szczególną uwagę zwrócono zwłaszcza na te zakłady, które znajdowały się przy trasach wlotowych do miasta i zamierzały ustawić tablice reklamujące osiągnięcia itp. Tego rodzaju przedsięwzięcia musiały być uzgodnione z plastykiem miejskim, art. plast. Markiem Łęgowskim, który na specjalnych dyżurach w Wydz. Architektury Urzędu Miejskiego był gotów konsultować i pomagać w wybieraniu takich elementów dekoracyjnych, które miały współgrać z całością.

Budynki przystrojono flagami, na ulicach ustawiono dziesiątki elementów dekoracyjnych. Dziennikarz partyjnej gazety towarzyszył paniom: tow. Zofii Pieterwas (sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR) i tow. Alicji Pawlak (wiceprezydent miasta) w jednym z ostatnich przeddożynkowych rekonesansów po mieście, notując ich ostatnie uwagi do wykonawców:

„Z satysfakcją trzeba powiedzieć, że wygląd miasta jest już imponujący, że koszalinianom opłaciło się wnosić swój wkład zarówno w przebudowę miasta, jak i w jego porządkowanie i upiększanie. (...) Wieczorem miasto rozbłyska tysiącami świateł, z daleka są widoczne "pająki" nowo zainstalowanych,zwłaszcza na nowych ulicach, wysokich lamp. Pięknie iluminowane są tereny wystawowe i handlowe miasteczka, ładnie wyglądają ulice w powodzi flag i elementów dekoracyjnych ustawionych na placach i skwerach."

Swój wkład w dekorację miasta mieli również zwykli mieszkańcy: w pracach przy porządkowaniu miasta pracowało ok. 2 tysiące chłopców z klas siódmych i ósmych, a także uczniowie koszalińskich szkół średnich. Głos Pomorza codziennie informował o kolejnych, godnych naśladowania przykładach: "Wiele ciepłych słów usłyszeliśmy w ADM nr 4 o uczniach z "dziewiątki", którzy pracują na osiedlu Lechitów. Dzięki nim na ulicach Barlickiego i Powstańców Wielkopolskich pojawiły się nowe trawniki, klomby i skwery. Kilka dni temu na tym osiedlu wysadzono ponad 500 drzewek iglastych. Ze względu na ostatnie upały warto, by mieszkańcy pamiętali o częstym podlewaniu tych pięknych roślin. W przeciwnym razie drzewka mogą się nie przyjąć."  Przy porządkowaniu terenów wystawowych pomagali również członkowie Klubu Pionierów Koszalina, sadząc kwiaty i równając ziemię pod przyszłe zieleńce - dziennikarze zanotowali m. in. obecność pierwszych lekarzy w powojennym Koszalinie: Józefa Szantyra, Irenę Plutecką, małżeństwo Boguszów i siostry Śniegockie.

Również członkowie Związku Młodzieży Socjalistycznej zobowiązali się poświęcić wszystkie sierpniowe niedziele na prace porządkowe w czynie społecznym, w tym m. in. zagospodarowanie parku na Rokosowie. Ponad 60 etatowych pracowników Komitetu Miejskiego i Komitetu Wojewódzkiego PZPR pracowało przy przygotowywaniu terenów pod pasy zieleni przy ul. Przydworcowej. W pracach przy rozbudowie stadionu „Gwardii" wraz z pracownikami Urzędu Wojewódzkiego, Zakładu Kruszyw Mineralnych i Miejskiej Komendy Straży Pożarnej pomagali pracownicy Komendy Wojewódzkiej MO, którzy „rozebrani do pasa, ładowali wozy materiałami budowlanymi", a junacy OHP ze Złocieńca układali nowy chodnik przy ul. Fałata. Doskonale spisywali się pracownicy Narodowego Banku Polskiego przygotowujący wykopy pod instalację telekomunikacyjną na placu przed nowo wybudowanym budynkiem Technikum Mechanicznego przy ul. Kniewskiego. Przy porządkowaniu ogromnej skarpy na ul. Morskiej dziennikarze spotkali 30-osobową grupę pracowników „Unimy", zaś przy ul. Przemysłowej załogę„Eltoru" porządkującą zieleń.

Przedświąteczna gorączka ogarnęła, zdawało się, całe miasto: dziennikarze Głosu Pomorza notowali takie oto historyjki:  " - Nie zachlapcie mi farbami okien - prosiła pewna koszalinianka tynkarzy. Ci się trochę zdziwili: "I tak pani musi szyby umyć bo brudne. Na dożynki pani nie umyje?"

Inny mieszkaniec żalił się na ogródek sąsiada: " - Najchętniej bym się przeprowadził, bo wstyd się przyznać do mieszkania w zaniedbanym domu. Ale co mam robić? Komisje stwierdzają nieład, a ja przecież nie zrobię porządku w ogródku sąsiada. On sam zaś ani myśli wziąć się do roboty." Redakcja przekazała informację do biura ADM nr 1. "Może administratorzy nakłonią niedbalucha do zrobienia porządków." Być może tak się stało, gdyż na niektórych osiedlach bezpłatnie rozdawano chętnym farby emulsyjne i olejne do odnowienia wnęk balkonowych, samych balkonów i okien. Po farby przychodzili i ci, którzy uprzednio telefonicznie zgłaszali zapotrzebowanie w ADM i ci, którzy w ostatnim momencie dowiedzieli się o takiej możliwości.

Organizowano kiermasze,na których można było kupić skrzynki balkonowe, ziemię i kwiaty rabatowe do nich. Komitety osiedlowe i ADM-y organizowały wśród lokatorów czyny społeczne – wartość pracy wykonanej wciągu jednego tylko popołudnia w dzielnicy „Północ" wyceniono na ponad 40 tys. złotych.

Jeszcze dwa dni przed dożynkami trwały prace wykończeniowe przy przebudowie nawierzchni rynku przed ratuszem. Dziennikarz donosił: "I tu, podobnie jak wcześniej na wielu innych budowach, pomagają ludzie w mundurach. Żołnierze wnieśli wielki wkład w przygotowanie miasta do dożynek, w szybkie zrealizowanie wielu inwestycji."

Następne dni, tygodnie, miesiące,lata...

Oddajmy głos dziennikarzowi ówczesnego Głosu Pomorza:
"Śmiano się z Koszalina często i na różne sposoby. W historycznym przekroju rzecz biorąc była mowa o dostępie do morza w Mielnie, o tramwajach w Słupsku. Potem coś tam mówiono o wsi ulicówce, co to na niej wszystko od ulicy Zwycięstwa na prawo albo na lewo. Pokpiwano z dwóch niespójnych miast, starego i nowego na osiedlu Północ, gdzie hulają nadmorskie wiatry i skrzyżowanie zrobiono, pożal się Boże. Dla kogo te szerokie arterie, ta sygnalizacja świetlna, pasy i strzałki? O tych krowach, co to w biały dzień spacerowały ponoć po ulicach nie warto wspominać.

Kto miał ochotę, zdążył się wyśmiać. Na zdrowie! Teraz śmieją się koszalinianie. Ale do swojego miasta, które szast prast zmieniło się nie do poznania. Moja znajoma ostatni raz była w Koszalinie trzy miesiące temu. Wczoraj wysiadła z pociągu, wyszła na ulicę i stanęła jak wryta. Pewnie pomyliłam stacje – powiada. A sami tubylcy - co krok zadziwienie. Te nowe pawilony na ul. Zwycięstwa, jakie ładne. A te ulice. Jasno oświetlone, gładkie jak stół, a ile miejsca na poboczach na nowe domy. Wielkomiejskie cacuszko.

Łagodnym wzrokiem patrzą na prawdziwą feerię barw na fasadach domów. Wymalowano wszystko dokładnie, elewacje, krawężniki, tablice rozdzielcze, kosze na śmieci. Pachnie czystością i świeżą farbą. A w nocy - na rynku - prawie warszawska starówka. Katedra i ratusz podświetlone reflektorami nabrały świątecznego wyglądu. Stare kamieniczki frapują mnogością ozdóbek, których nikt przedtem nie zauważał, bo i jak. Lada moment tryśnie fontanna, nowe miejsce spotkań młodych koszalinian. Któż zresztą zliczy nowości!

W pół roku Koszalin stał się nie tym samym miastem. Sprawiło to prawdziwe pospolite dożynkowe ruszenie. Patrzcie, patrzcie, znacie taki Koszalin - mówią mieszkańcy grodu nad Dzierżęcinką - i wypinają dumnie pierś. Pewnie krasy starczy na wiele lat, bo własną pracę szanuje się najbardziej."

Bilans

Co pozostało? Gruntownie przebudowano i zmodernizowano układ komunikacyjny miasta: powstały szerokie, arterie, Aleja 30-lecia (Dziś Armii Krajowej), Krakusa i Wandy, 4 Marca, Fałata, Janka Krasickiego; jasno oświetlone nocą przez istniejące do dziś lampy „pająki", (co obecnie wydaje się być normą, ale wtedy było nowością) zamiast dotychczasowych latarni. Poszerzono ulicę Zwycięstwa, wybudowano duże parkingi (przy ul. Fałata, przy dzisiejszej ul. Orląt Lwowskich obok stadionu Gwardii, pomiędzy ul. Jana z Kolna i Przydworcową (dziś: Armii Krajowej), przy ul. Piastowskiej. Prace planowane wcześniej na dwa- trzy lata wykonano zaledwie w kilka miesięcy. Amfiteatr zyskał unikalny w swojej konstrukcji dach, zaś obok niego urządzono ok. 400-metrowy deptak (część prac wykonano w ramach czynu partyjnego). Drugoligowy klub piłkarski „Gwardia", odnoszący w latach 70 największe sukcesy w swojej historii, zyskał nowoczesny stadion, który zresztą już nigdy potem nie był areną tak spektakularnego widowiska. W centrum miasta zmieniono wygląd dość siermiężnego, centralnie położonego placu (dziś: Rynek Staromiejski), poprzez położenie nowej nawierzchni, posadzenie zieleni na miejscu dotychczasowego postoju taksówek i wybudowanie istniejącej do zeszłego roku fontanny, Odnowiono, ozdobiono, odmalowano ogromną ilość budynków, zarówno przedwojennych, jak i zbudowanych po wojnie - to był złoty okres dla artystów plastyków. Wybudowano również sporo nowych, to właśnie z z tego „przeddożynkowego" okresu pochodzą pawilony obecnego Centrum Cegielskiego (wówczas sklep „Telimeny"), nieistniejący już bar mleczny przy ul. Krakusa i Wandy, pawilon handlowy (d. sklep „Mrożonkowy") obok delikatesów przy ul.Zwycięstwa, megasamy przy ul. Łużyckiej czy Drzymały,. Również dawny „Pewex" przy ul. Kniewskiego (obecnie Wańkowicza) wybudowany został jako restauracja dla gości dożynkowych, podobnie jak studencka stołówka, która jako pierwszych żywiła inną ich grupę. "Tereny podożynkowe" do dziś funkcjonują w świadomości koszalinian. Powstał szereg nowych osiedlowych placów gier i zabaw dla dzieci (m. in. przy ul. Rybackiej, Kaszubskiej i Zacisze) czy urządzony w większości w czynie społecznym duży plac do gier sportowych przy szkole podst. nr 9). W mieście pojawiły się "wielkomiejskie nowinki" takie jak pizzeria czy unikalne w skali kraju świetlne organy. Porównując ilość i wagę zmian w mieście przy okazji wizyty tow. Gierka i Jaroszewicza, do zmian z okazji przybycia Jana Pawła II, którego śladem został jeden pomnik, kilka pamiątkowych tablic, „Plac papieski" jako potoczna nazwa terenu, na którym wybudowano Emkę, oraz wydany po kilkunastu latach fotograficzny album pod tytułem „Koszalin –miasto papieskie" (!), można by się pokusić o refleksje...

Zdjęcia

  • Odnowiony Koszalin w 1975 r.
  • Przebudowa ul. Zwycięstwa
  • Przebudowa ul. Zwycięstwa
  • Tuż przed Dożynkami: zdjęcie z Głosu Pomorza.
  •  Ściana nowo wybudowanego pawilonu przy ul. Zwycięstwa
  • Pocztówka wydana z okazji Centralnych Dożynek w Koszalinie

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Adam Wolski
Adam Wolski wt., 2010-08-31 21:58

Kilka słów wyjaśnienia

Tekst jest obszerny, ale chciałem zmieścić w nim wreszcie (bo nikt chyba tego dotąd nie zrobił) w miarę pełny obraz zmian, jakie nastąpiły w ciągu tych kilku miesięcy 1975 roku - miesięcy niezwykłych pod każdym względem. Nie tylko dlatego, że miasto zmieniło się bardziej, niż kiedykolwiek w tak krótkim czasie (pomijając pożar 1718 i zniszczenie miasta w 1945 r.), również dlatego, że wówczas chyba po raz ostatni dokonano tak wielkiego społecznego zrywu - i to zrywu konstruktywnego, a nie, jak to zwykle w Polsce bywa - destruktywnego (strajki, protesty itp.). Dlaczego zakończyłem nawiązania do wizyty papieża? Ano dlatego, że obie wizyty: najwyższych władz PRL i papieża odcisnęły na mieście swój ślad. Inne wizyty - choćby ostatnia wizyta prezydenta Kaczyńskiego została potraktowana nie bardziej uroczyście niż wizyta kandydata na prezydenta Komorowskiego. Porównanie skutków (śladów) obu wizyt: Gierka i JPII nasuwało się samo. I tak mi teraz przyszło do głowy, że gdyby nadanie honorowego obywatelstwa Koszalina traktować jako wyraz wdzięczności za zasługi dla miasta, to więcej niż pielgrzymka papieża dała Koszalinowi "pielgrzymka" Gierka z Jaroszewiczem. Oczywiście można słusznie zauważyć, że środki, które lały się szeroką strugą na wyremontowanie Koszalina w ostatecznym rozrachunku weszły w bilans wielomiliardowych długów, których konsekwencją w kilka lat później był kryzys zakończony stanem wojennym i systemem kartkowym, ale większość tego, co Koszalin dostał, pozostała. Z wystawą roku 1912 czy obecnymi inwestycjami nie widzę wiele wspólnego, ponieważ istotą tekstu były równoważnie zmiany w strukturze miasta (rok 1912 nie miał zdaje się znaczenia, jeśli o to chodzi), oraz obraz społeczeństwa sprzed 35 lat, którego mentalność i dyscyplina różniły się od tego, co znamy dziś; trudno sobie wyobrazić, by w obecnych czasach uczniowie, mieszkańcy osiedli czy pracownicy firm ZA DARMO pracowali na rzecz upiększania miasta.

Maciej
Maciej wt., 2010-08-31 22:25

Niekłamany entuzjazm !

Porównał bym ten okres przebudowy Koszalina za prezydentury Bernarda Kokowskiego z okresem przebudowy Koeslina po roku 1816 czyli po podniesieniu rangi miasta do stolicy rejencji i rządów burmistrza Ernesta Augusta Brauna.
Obaj Ojcowie miasta dobrze wykorzystali pieniądze centralne - rządowe.
W obu tych okresach miasto zmieniło się nie do poznania. Mało uznania miał B.Kokowski za swoje odważne decyzje, a jeszcze koteria doprowadziła do aresztowania go. Można różnie mówić o tym koszalińskim socjaliźmie, ale Pionierzy Koszalina z dumą wspominają ten pracowity dla nich i dla ogółu Koszalinian okres. Gratulacje dla Pana Adama Wolskiego za podjęcie tematu. Prawda był to okres gigantomanii i absurdów, ale i okres zmian w mieście, które pozwoliły nazwać Koszalin miastem dużym, miastem młodych, miastem zieleni. Mieszkam tu od 1967r., brałem udział w niejednym czynie społecznym, czynie który był często nazajutrz niweczony, praca szła na marne. Był jednak wśród nas młodych niekłamany entuzjazm, którego dziś nam brakuje. Szanujmy dorobek poprzedników mimo różniących nas poglądów, nacji i przekonań politycznych. Nasi dziadkowie, rodzice, sąsiedzi w 1945r. przyjechali do niemieckiego miasta i zbudowali Polski Koszalin.

Maciej
mateusz
mateusz śr., 2010-09-01 14:02

Tekst bardzo interesujący.

Tekst bardzo interesujący. Gratuluje

http://infokoszalin.pl - informacje i wydarzenia
lavix
lavix pt., 2010-09-03 00:26

super zdjęcia! łądnie kiedyś

super zdjęcia! łądnie kiedyś to wyglądało a nie jak teraz obsrane reklamami wszystko dookoła