Znów zamieszanie w szpitalu
Zacznijmy o długów. Sztandarowa koszalińska placówka szpitalna ma ich już na kwotę pięć mln zł. W znacznej mierze jest to wynik realizacji porozumień dotyczących podwyżek. Z jednego z nich p.o. dyrektora szpitala Magdalena Sikora się wycofała.
Długi
- Były dyrektor (Andrzej Melka - dop.red.) podpisał z pielęgniarkami protokół, w którym zagwarantował im podwyżki, na które szpital nie miał zapewnionych środków - tłumaczy Magdalena Sikora. - Poza tym ten protokół jest sprzeczny z porozumieniem zawartym wcześniej. Dlatego go uchyliłam.
To, co oczywiste, nie podoba się pielęgniarkom. - To złamanie prawa - denerwuje się Teresa Arendarczyk, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. - Wysłaliśmy do pani dyrektor pismo i jeśli nie otrzymamy satysfakcjonującej odpowiedzi, to podamy szpital do sądu.
- Jeśli pielęgniarki chcą, to mogą wejść na drogę sądową - ripostuje dyrektor Sikora. - Ja nie mogłam brnąć w realizację protokołu, który jest szkodliwy dla szpitala. Prawo tu nie zostało złamane.
Stanowisko dyrektor Sikory podziela wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski, u nas - szef Rady Społecznej szpitala. - Szpital to nie dojna krowa, tym bardziej że średnie pensje pielęgniarek u nas są najwyższe w regionie - mówi Gawłowski. - Jeśli więc ktoś myśli, że jest możliwość wyciągnięcia ze szpitalnej kasy więcej, to się myli.
Bez głowy
Od trzech miesięcy koszaliński Szpital Wojewódzki nie ma dyrektora. Oficjalnie Andrzej Melka (po ośmiu miesiącach pracy) zrezygnował z powodów osobistych. Nieoficjalnie mówi się, że to nie była rezygnacja, a dymisja wobec pogarszającej się sytuacji finansowej placówki. Ogłoszony przez Urząd Marszałkowski konkurs na dyrektora został w połowie lipca unieważniony, bo żaden z kandydatów nie przedstawił kompletnej dokumentacji, np. brakowało zaświadczeń lekarskich. Do końca lipca, a wiec do jutra, pełniącą obowiązki dyrektora jest Magdalena Sikora, wcześniej zastępca dyrektora szpitala.
Sytuacja ta mocno niepokoi naszego prezydenta, który z dobrym skutkiem kierował szpitalem przez 12 lat. - Siódmy dyrektor w ciągu siedmiu lat w takiej placówce to sytuacja kuriozalna i niebezpieczna. Mówię to z całą odpowiedzialnością - twierdzi Mirosław Mikietynski.
Kontrakty chciane i niechciane
Przełom lipca i sierpnia to w koszalińskim szpitalu nie tylko zamieszanie z brakiem dyrektora. Jutro wygasają zawarte z pielęgniarkami kontrakty. Do przejścia na taką formę zatrudnienia namawiał je były dyrektor Andrzej Melka. Następczyni, czyli Magdalena Sikora, postanowiła kontraktów nie przedłużać i zaproponowała siostrom powrót na umowy o pracę.
- Były to kontrakty czasowe w ramach programu pilotażowego - tłumaczy. - Okazało się, że nie są one korzystne finansowo dla szpitala. Dlatego nie będą odnowione.
Decyzja ta nie spodobała się kilkudziesięciu siostrom z bloku operacyjnego oraz oddziału intensywnej opieki medycznej. Wobec zagrożenia, że 1 sierpnia na tych dwóch oddziałach zabraknie personelu, w poniedziałek dyr. Sikora powołała sztab kryzysowy. Dziś wiadomo, że siostry jednak na nowo podpiszą umowy o pracę.
Jak będzie rzeczywiście? Czy problemy płacowe i personalne zostaną w koszalińskim szpitalu w końcu rozwiązane - to stanie się jasne w ciągu najbliższych dni. Bo to, że muszą zostać rozwiązane, nie ulega wątpliwości. Tym bardziej że szpital stara się obecnie o promesę bankową w sprawie kredytu, który ma pokryć wkład własny placówki do projektu modernizacji, który w części ma być realizowany ze środków unijnych. Jeśli szpital promesy nie dostanie, realizacja projektu wartego niemal 60 milionów złotych będzie zagrożona.
Kiedy poznamy nowego dyrektora szpitala?
Odpowiada Władysław Husejko, marszałek województwa zachodniopomorskiego
- To nie do końca to od nas zależy. Osoba, z która rozmawiamy, nie jest bezrobotna i pełni odpowiedzialną funkcję. Musi więc porozumieć się ze swoim pracodawcą co do ewentualnych warunków odejścia. Wolałbym jednak nie wymieniać nazwisk. Powiem tylko, że to koszalinianin. Lekarz. Natomiast całą sytuacją w koszalińskim szpitalu jestem bardzo zaniepokojony. Dostał on historyczną szansę modernizacji i wydaje mi się, że wiele osób tego nie widzi. Ci, którzy zgłaszają roszczenia i nie przyjmują argumentów dyrekcji, powodują pogorszenie sytuacji i to wtedy, kiedy szpital stara się o promesę w sprawie kredytu. Do oceny bankowej brana jest przecież pod uwagę także atmosfera panująca wokół placówki. Liczę więc na zdrowy rozsądek i odpowiedzialność tych wszystkich, którzy ze szpitalem są związani.
(ap)
Fot. Radek Koleśnik


























Kontakt: