drukuj

Zza kierownicy: Citroen C5

Citroen C5

Zabrzmi jak herezja: mamy fantastyczne drogi! No dobrze, przyznam się, że do tak kontrowersyjnej tezy doszedłem po spędzeniu całego dnia za kierownicą citroena C5 z hydropneumatycznym zawieszeniem.

Już kilkaset metrów po wyjeździe z koszalińskiego salonu Citroena, gdy skręciłem w ul. Jedności (ten sławetny podjazd po kostce koło amfiteatru ma na swoim sumieniu niejedno zawieszenie), poczułem, że coś tu nie gra. A właściwie nie telepie. Gdyby ktoś zasłonił mi oczy, uwierzyłbym, że ostatniej nocy naprawiono tę drogę. Od razu przypomniał mi się ciekawy znak, który widziałem na głównej drodze w Konikowie: "Uwaga zły stan techniczny drogi! - 10km". Obrałem ten kierunek i wyzwałem citroena do walki z polskim drogownictwem. Efekt? Mógłbym nawet postawić kubek pełen gorącej kawy na desce rozdzielczej i żadne dziury, wyboje czy koleiny nie wytrąciłyby ani kropelki. Jedyna szansa na pranie tapicerki to zakręty, które dość mocno rozbujały citroena.

Czary-mary w zawieszeniu

Również podczas naszego testowego slalomu C5 sprawiał wrażenie, jakby chciał się podpierać lusterkami o asfalt. To tylko pozory. Limuzyna spod znaku podwójnego szewrona podąża niespodziewanie precyzyjnie w kierunku, jaki nadaję, kręcąc wieńcem kierownicy. Tak, samym wieńcem, gdyż środkowa część kierownicy z poduszką powietrzną i przyciskami (jest ich aż 20!) pozostaje w stałej pozycji. Hydropneumatyczne zawieszenie pozwala na jeszcze więcej: bawiąc się przyciskami, mogę ustawić auto w jednej z 4. zaprogramowanych wysokości i spokojnie przeprawiać się choćby przez leśne, zabłocone ścieżki - byle nie za szybko, gdyż powyżej 40 km/h zawieszenie automatycznie obniża się do standardowej wysokości. Czyżby w końcu udało się Francuzom osiągnąć idealny kompromis między dynamiką jazdy a komfortem? Chyba nadal łatwiej będzie trafić w gusta osób przedkładających komfort nad sportowe wrażenia. Nie powinno być za to obaw co do trwałości tego rozwiązania, Francuzi są tak pewni swego, iż zapewniają że hydractive 3+ jest zupełnie bezobsługowy przez co najmniej 200 tys. km.

Francuski design powraca

Przyznacie, że citroeny zawsze wyróżniały się z tłumu. Wystarczy wspomnieć choćby pierwszego DS'a, słynną Kaczkę 2 CV czy kanciatego BX'a. Nie wszystkim się podobały, ale z pewnością nie brakowało im oryginalności.
A co niepowtarzalnego znajdziemy w nowym C5? By podkreślić charakter dość ciekawej linii, zastosowano mnóstwo chromowanych dodatków, nieregularne kształty lamp i tę niesamowicie wyglądającą wklęsłą tylną szybę. Gdy usiądziecie za kółkiem przed oczami ukaże się wam kolejny wyraz francuskiej fantazji: deska rozdzielcza z kratkami nawiewu powietrza okalającymi główne zegary, które to otaczają wyświetlacze. Jeżeli oczekujecie kanapowatego wnętrza, będziecie zaskoczeni: skończyły się czasy, gdy na każdym, prawym zakręcie pasażerka lądowała na waszych kolanach - dobrze wyprofilowane fotele dbają o to, by każdy pozostał na swoim miejscu niezależnie od temperamentu kierowcy. O to, by ten nie przesadzał, dba cały zastęp elektronicznych pomocników: ESP, BAS, EBD, ASR czy ABS. Jeżeli to za mało akronimów, przejdźmy do silnika: to 2-litrowy turbodiesel HDI FAP o mocy 163 KM i 340 Nm momentu obrotowego. Tyle teorii. Na drodze okazuje się, że to leniuch. Budzi się do pracy dopiero powyżej 2000 obrotów, a przy 4000 już woła o kolejny bieg. Na szczęście apetyt ma niejadka - zadowala się średnio 6,5 l/100 km.

Nie patrz na cennik - i tak będzie taniej

Jeżeli macie żyłkę do targowania się, w salonie Citroena poczujecie się jak w raju. Nie zawracajcie sobie głowy podstawowymi cenami. Chyba nie ma dnia, żeby francuski producent nie oferował jakiejś promocji. Nie inaczej jest z C5. Najtańsza jego wersja (z zawieszeniem hydractive 3+) powinna według katalogu kosztować niemal 90 tys. zł. Tymczasem okazuje się, że możecie kupić egzemplarz z rocznika 2011 za... niecałe 65 tys.! Zdradzę wam jeszcze, że za tę cenę Francuzi serwują o wiele bogatsze seryjne wyposażenie niż chociażby ich niemiecka konkurencja. I jeszcze jedna refleksja, która naszła mnie dzień po oddaniu C5: Czyżby drogowcy zmówili się z citroenem?
Maciej Raczewski

KPW, czyli kobiecy punkt widzenia

"Mięciutki jak kaczuszka..."
Citroeny podobały mi się od zawsze. Podkreślam jednak, że tylko z zewnątrz, ponieważ nie miałam nigdy okazji obejrzeć sobie ich od środka. Aż do kolejnego testu samochodowego, kiedy Maciek otrzymał citroena C5. Piękna duża limuzyna, luksusowa i wygodna, auto, którym można jechać prawie na koniec świata. Prawie - dlatego że ma fatalnie podświetloną deskę rozdzielczą - ostre pomarańczowe światło bardzo męczy oczy. No i zawieszenie: ponoć hydrauliczne i z możliwością dostosowania do różnego terenu. Może, jednak ja wiem tylko, że buja... Auto jest tak miękko zawieszone, że osobom cierpiącym na chorobę lokomocyjną radzę przed podróżą zażyć aviomarin.
(gon) 

Zdjęcia

  • Citroen C5

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać