Podatek dachowo-opadowy

W kilku miastach Polski (Piła, Poznań czy Bielsko-Biała) taki podatek już jest. Aktualnie do jego wprowadzenia przymierza się Wrocław. Podatek od deszczu i śniegu, nazywany tak ze względu na swoją istotę, być może będzie też wprowadzony w Koszalinie, chociaż jak dotąd nikt z radnych z takim pomysłem się nie wychylił. Logika tej nowej daniny publicznej jest prosta i niepodważalna. Miasta budują dwa rodzaje sieci kanalizacyjnej - sieć sanitarną, odprowadzającą do oczyszczalni wszelkiego rodzaju ścieki, oraz sieć deszczową, odprowadzającą do rzek wody opadowe z deszczu i topniejącego śniegu. Z obu sieci korzystamy wszyscy, a ich budowa, eksploatacja i konserwacja kosztuje. Na takie cele są przeznaczane wpływy z nowego podatku.
Podatek jest naliczany od powierzchni, z których spływa woda, czyli od dachu. We Wrocławiu ma to być 6 gr miesięcznie od metra kwadratowego, co w przypadku domu o powierzchni 100 metrów kwadratowych daje sumę 6 zł miesięcznie. Mieszkańcy domów wielorodzinnych i bloków będą płacić proporcjonalnie do zajmowanej powierzchni mieszkalnej. Za swoje dachy zapłacą też firmy.
Na razie podatek jest naliczany wyłącznie od powierzchni dachu, bo tu sprawa jest oczywista - woda spływa z niego rynnami i na dobrą sprawę można by nawet zakładać wodomierze by mierzyć jej ilość. Nie mówi się o ulicach, chodnikach, placach manewrowych, parkingach, utwardzonych dróżkach i podjazdach, z których woda też spływa, nie zawsze do kanalizacji deszczowej. Opłata nie będzie dotyczyła powierzchni, w które woda wsiąka, czyli wszelkich trawników, ogrodów itp.
Nie wiadomo też, jak będą naliczane opłaty mieszkańcom domów komunalnych z przeciekającymi dachami, bo tam też w zasadzie woda wsiąka.
Henryk Sobolewski







Kontakt: